Przyjeżdżając do Norwegii po raz pierwszy nie miałam określonej wizji tego kraju, nie myślałam o niej jak o krainie mlekiem i miodem płynącej, gdzie wszystko dzieje się wolniej, a ludzie są szczęśliwsi. Ot, spakowałam siebie i Lenę, w ostatniej chwili wsiadłam do samolotu na Okęciu i po 2 godzinach byłam na miejscu. Szczęśliwa, że pierwszy lot skończył się szczęśliwe, że mąż już czeka i bagaż się nigdzie nie zgubił, ruszyłam poznać Norwegię bliżej. I dzisiaj napiszę Wam o tym, co nas, Polaków, przyjeżdżających do Norwegii po raz pierwszy i w celach turystycznych, może w tym kraju zaskoczyć.

10 najbardziej zaskakujących faktów o Norwegii

1. Ludzie się uśmiechają!

Już Wam kiedyś o tym pisałam, ale wtedy prawie nikt jeszcze tego bloga nie czytał, więc napiszę to jeszcze raz. W Norwegii normą jest, że ludzie się do Ciebie uśmiechają. W sklepie, autobusie, na ulicy. I pozdrawiają się nawzajem serdecznym „Hei!”, na co oczywiście wypada odpowiedzieć radosnym „Hei hei!”. I wiem, jak bardzo może to być zaskakujące, bo przecież my na ulicach z mijanymi ludźmi się nie witamy. No chyba, że spotykamy znajomych. Oczywiście tutaj też, idąc przez zatłoczone centrum miasta nie machasz głową na prawo i lewo i witasz ze wszystkimi, ale już w mniejszej miejscowości, gdzie idąc ulicą spotykasz kogoś idącego z naprzeciwka, uśmiechasz się i witasz. Ot tak sobie. Po prostu. Bo taki jest tu powszechnie panujący zwyczaj.

2. Przejścia są dla pieszych!

Tak, dobrze czytacie. Nie dla samochodów i innych pojazdów, tylko dla pieszych. I dlatego na przejściach drogowych można czuć się bezpiecznie. Bo zbliżające się do przejścia dla pieszych samochody nie przyspieszają, tylko zwalniają. Kierowcy nie kręcą się w niecierpliwym oczekiwaniu, kiedy w końcu przejdziemy. Zatrzymują się, nawet jeśli my do tego przejścia dopiero dochodzimy. Muszę przyznać, że ja cały czas łapię się na tym, że przed przejściem przez ulicę w wyznaczonym do tego miejscu rozglądam się milion razy, a to okazuje się bardzo niepotrzebne. Bo na drodze pieszy jest bardzo ważny. Zresztą Norwegia jest w czołówce państw na świecie, w których jest najmniej wypadków z udziałem pieszych, o tych do których dochodzi na przejściach dla pieszych nie wspominając. Bardzo podoba mi się też to (i wciąż zaskakuje), że idąc drogą, która jest jednocześnie drogą dla pieszych i drogą dojazdową do domu, nie muszę się nerwowo oglądać, czy nie mam za plecami samochodu, który chce przejechać. Bo nawet jeśli jakiś samochód za mną jedzie, to nie trąbi, nie stara się mnie ominąć i zepchnąć z drogi, tylko zwalnia i jedzie sobie wolniutko za mną. A jeśli go zauważę i zejdę na bok, żeby mógł przejechać, to kierowca jeszcze mi za to dziękuję.

3. Ceny w sklepach zwalają z nóg

Nie mogę o tym nie napisać, bo dobrze pamiętam, jak zaskoczyły mnie ceny w norweskich sklepach podczas dwóch moich pierwszych wizyt w tym kraju. Wydawały mi się kosmicznie wysokie i niektóre do teraz takimi pozostały! Norwegia pod względem ceny żywności nie jest krajem atrakcyjnym turystycznie dla Polaków. Zresztą za wszystko trzeba tu dużo zapłacić, jeśli płacimy w złotówkach. I przeliczamy cenę każdego produktu na złotówki. I tak na przykład za karton mleka 1,75 l w norweskim sklepie zapłacimy 17 NOK, za chleb ok. 25 NOK, a za czekoladę 30 NOK (kostka 200g). Puszka piwa kosztuje 25 NOK. Żeby przeliczyć na złotówki, wystarczy podzielić na dwa.

4. Alkohol? Tylko do 18!

Polaków przyzwyczajonych do tego, że za każdym rogiem jest sklep monopolowy czynny całą dobę, na pewno zaskoczy to, że w Norwegii mocny alkohol jest sprzedawany tylko od 10 do 18, a w soboty jeszcze krócej, bo od 10 do 15. Kupuje się go tylko w sklepach monopolowych, które chyba w całej Norwegii nazywają się VINMONOPOLET. Mocnego alkoholu nie mogą kupić osoby, które nie ukończyły 21 lat. Piwo można natomiast kupić we wszystkich marketach spożywczych, ale też trzeba się spieszyć, bo jest sprzedawane do godziny 20. W niedzielę alkoholu nie można kupić w żadnym sklepie. Nie myślcie sobie jednak, że Norwegowie to abstynenci i piją mało, bo tak nie jest.

5. Wszędzie pachnie kawą

Norwegowie kochają kawę i wypijają ją litrami! Ekspres w każdym domu to podobno norma, tak jak i zapach kawy unoszący się w centrach handlowych. Nas oczywiście cena kawy w sklepie może szokować, podobnie jak ceny w kawiarniach, chociaż np. w Narvesenie (norweska sieć kiosków z prasą, książkami, kawą, drożdżówkami – coś takiego jak np. u nas Relay) za kawę płaci się tylko 20 NOK. Czyli ok. 10 PLN.

6. Zakupy w niedzielę?

Kolejną ciekawostką są sklepy zamknięte w niedziele. U nas nie do pomyślenia, prawda? Wszystkie centra handlowe zamykane są w sobotę o godzinie 18 i otwierane ponownie w poniedziałek. Dotyczy to również sklepów spożywczych. Te również są w niedzielę zamknięte, dlatego Norwegowie są nauczeni robić weekendowe zakupy w piątek i sobotę. Gdyby jednak w niedzielę rano okazało się, że jesteśmy gapy i nie mamy mleka do kawy, to jakiś jeden na dość dużą okolicę czynny sklep się znajdzie. Ale nie ma co liczyć, że będzie to najbliższy sklep, znajdujący się tuż za rogiem. W miejscowości, w której mieszkam w niedzielę jest otwarta specjalnie wydzielona na ten dzień część dużego sklepu spożywczego. I są tam dostępne produkty pierwszej potrzeby. Przez osiem miesięcy mieszkania w Norwegii byłam w niedzielę w sklepie tylko raz. Bo nie miałam cebuli 🙂

7. Luz, luz, luz i swoboda

Być może to tylko moje subiektywne odczucie, ale mam wrażenie, że w Norwegii panuje duża tolerancja dla inności i odmienności, dzięki czemu można czuć się tu naprawdę swobodnie. Wyjście do sklepu w dresie? Chodzenie zimą w krótkich spodenkach? Tutaj nikt nie zwraca na to uwagi i Cię nie ocenia! I to jest strasznie fajne!

8. English please…

Chcąc przyjechać do Norwegii warto znać język angielski. Bo po angielsku mówią tu wszyscy, w każdym wieku. I chociaż uważają, że mówią źle, to naprawdę mówią dobrze. Dlatego idąc do sklepu, chcąc zapytać o drogę, czy kupić bilet u kierowcy, śmiało można komunikować się po angielsku. I trzeba trafić na naprawdę złośliwą duszyczkę, by nie otrzymać odpowiedzi albo zostać zignorowanym.

9. Kraj Iphona i nowinek technologicznych

Norwegowie uwielbiają wszelkie nowinki technologiczne i sprzęt elektroniczny dobrej jakości! Smartphony? Jasne, ale tylko te najnowsze i najlepsze! Poza tym tutaj każdy i tak ma Iphona i gdy tylko pojawia się nowy model na rynku, te starsze zaczynają trafiać na wyprzedaże. Tablet? Super rzecz, ale czy nie lepszy jest Ipad? I jeszcze konsole do gier! Bardzo popularne. A po wejściu na rynek PS4 widzę dużo ofert sprzedaży PS3. Bo komu potrzebny taki stary sprzęt? Norwegowie są też bardzo „social” i cały czas „online”. Facebook, Instagram, Snapchat są tu bardzo popularne.

10. Pieniądz papierowy prawie nie istnieje

Wybierając się do Norwegii nie trzeba biegać od kantoru do kantoru i wymieniać złotówek na korony. Wystarczy mieć kartę płatniczą. Bo tutaj kartą płaci się wszędzie i za wszystko (wyjątkiem są jeszcze autobusy miejskie). Nie ma limitów i minimalnej kwoty zakupów. Nikt nie patrzy krzywo, gdy płacisz kartą tylko za lizaka. I prawie w ogóle nie widać pieniędzy papierowych, nad wycofaniem których z obiegu myśli od jakiegoś już czas norweski rząd. I wszystko fajnie, tylko że jak wiadomo, wszystkie nasze transakcje płatnicze są gdzieś tam zapisywane. Nie powinno być więc zaskoczeniem, że jeśli kupujemy dość często alkohol i to w większych ilościach, w końcu ktoś zapuka do naszych drzwi, żeby porozmawiać z nami, czy nie mamy przypadkiem problemu z jego nadużywaniem.

To, co napisałam w tym wpisie, to dopiero początek. Powstanie też na pewno jeszcze jeden, jeśli nie dwa, kolejne wpisy z ciekawostkami z Norwegii, w których napiszę też o tym, co powinny wiedzieć nie tylko osoby przyjeżdżające tutaj turystycznie, ale też po to, by tu żyć i pracować. Będzie więc i o wynajmie mieszkania i o kwestiach urzędowych i o przedszkolu też.

Ale na dzisiaj to już wszystko. Dajcie znać, co z tego wpisu najbardziej Was zaskoczyło i zdziwiło oraz jak się Wam ta Norwegia podoba 🙂