Czujecie już wiosnę? Ja bardzo, bo od kilku dni czuję się coraz bardziej…zmęczona. Przedwiośnie, bo tak chyba najlepiej nazwać ten czas, który teraz mamy, co roku daje mi się we znaki. Poza spadkiem energii bywam też rozdrażniona, boli mnie głowa i tak zwyczajnie nic mi się nie chce. A akurat teraz mam tyle do zrobienia! Jak sobie radzę? Poznajcie moje 3 sprawdzone sposoby na wiosenne przesilenie.

Wiecie co? Uwielbiam wiosnę! To jest ta pora roku, która cieszy mnie najbardziej. Wszystko rozkwita i nabiera pięknych kolorów, dni są coraz dłuższe, wieje cieplejszy wiatr, a i słońce, którego tak brakuje zimą, świeci coraz częściej. I pomimo tego, że tak bardzo czekam na pierwsze wiosenne dni, nie udaje mi się uniknąć wiosennego przesilenia i zmagam się z nim odkąd pamiętam.

Senność, rozdrażnienie i poirytowanie, nagły spadek energii, brak chęci do działania, częste bóle głowy – to tylko niektóre z objawów wiosennego przesilenia, z którym się zmagam i które być może też macie. Bo domyślam się, że i Was wiosenne przesilenie dopada.

To normalne. Zimą nasz organizm zmaga się z bardzo niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Do tego dochodzi mała ilość słonecznych dni, mniejsza aktywność fizyczna i dieta uboższa w witaminy i minerały. Zmęczony długimi zimowymi miesiącami organizm na przełomie marca i kwietnia zaczyna więc domagać się odpoczynku, a to skutkuje właśnie tak bardzo odczuwalnym spadkiem formy.

Jak sobie poradzić z wiosennym przesileniem?

Myślę, że każdy ma na to swoje sprawdzone sposoby.

Ja też jej mam. I dzięki nim w tym roku wiosenne przesilenie dotyczy mnie trochę jakby mniej.

3 sprawdzone sposoby na wiosenne przesilenie

1/ Więcej snu!

Sen to podstawa dobrego samopoczucia. I chociaż są jakieś tam normy, według których potrzebujemy 7-8 godzin snu, to każdy z nas ma inną potrzebę snu. Mi na regenerację wystarczy 6 godzin. Ostatnio jednak jest to za mało. Tym bardziej, że syn dba o to, żebym w nocy miałam minimum 2 pobudki 🙂 Dlatego od tygodnia staram się spać więcej. Wstaję wprawdzie o 6 rano, żeby wyprawić Lenę do przedszkola, ale już o 6.30 wracam do łóżka i korzystając z tego, że Natan jeszcze śpi, dosypiam do 7.00, a czasami nawet do 8.00! Oczywiście zdarza się, że nie udaje mi się już zasnąć, więc przeznaczam ten czas na czytanie gazety lub książki i daję sobie czas na taki leniwy początek dnia.

Poza wydłużeniem godzin nocnego wypoczynku zdarza mi się też krótka, dosłownie kilkuminutowa drzemka w ciągu dnia. Pozwalam sobie na nią gdy usypiam synka, albo gdy mąż już wróci z pracy i zajmie się dziećmi.

2/ Więcej ruchu!

Wiem, że trudno zmotywować się do ćwiczeń, gdy tak bardzo nic się nie chce, ale warto to zrobić. Ćwicząc pobudzamy organizm do działania. Wzrasta też poziom endorfin, więc zamiast marazmu odzyskujemy dobry nastrój i nabieramy chęci do działania. Ja właśnie tak mam, dlatego każdej wiosny staram się robić coś, co będzie się wiązało z większą ilością ruchu. Dwa lata temu właśnie wiosną zaczęłam biegać. W ubiegłym roku byłam już w zaawansowanej ciąży, ale starałam się dużo spacerować. A tej wiosny postawiłam na siłownię i od ponad tygodnia jestem jej stałą bywalczynią. I chociaż mam problem, żeby się zebrać i wyjść z domu, bo tyle pracy i innych ważnych spraw, to robię to i wracam po godzinie, dwóch naładowana tak pozytywną energią, że zapominam w ogóle o tym, że coś takiego jak wiosenne przesilenie istnieje!

Poza ćwiczeniami zachęcam Was też do częstszego wychodzenia z domu, ot, chociażby na 15 minutowy spacer. Pamiętajcie, że słońce to witamina D 3. A witamina D 3 to energia i dobry humor!

3/ Lepsza dieta!

Nie będę zachęcać Was do objadania się nowalijkami, które pewnie już pojawiły się w sklepach (u mnie ich nie ma). Bo na nie jest nadal za wcześnie, więc to, co oferują nam sprzedawcy nie ma nic wspólnego z porcją wiosennych witamin i minerałów, których nasz organizm potrzebuje.

Zachęcam jednak do wprowadzenia stopniowych zmian w diecie, które sprawią, że możecie poczuć się lepiej. Ja już zaczęłam i to naprawdę działa!

Na początku marca wypowiedziałam wojnę słodyczom i po upływie prawie 4 tygodni nie jem ich już prawie wcale! Wyjątkiem są te domowe, które robię sama, ale ich też zjadam już znacznie mniej. Dbam też o to, by jeść jak najwięcej warzyw, piję zielone smoothie ze szpinakiem i owocami. Staram się pić dużo wody, co najmniej 1,5 litra dziennie, do tego dochodzą też ziołowe herbaty, dzięki którym ograniczyłam ilość wypijanych kaw.

Te proste, wręcz banalne zmiany w jadłospisie naprawdę dobrze wpływają na moje samopoczucie i jestem przekonana, że na Wasze też mogą. Spróbujcie!

♦♦♦

Jest jeszcze coś, co pomaga mi walczyć z wiosennym przesileniem. I zostawiłam to na sam koniec, bo nie miałam pomysłu, jak to ładnie nazwać. A mam na myśli wrzucenie na luz. Tak, to jest chyba dobre określenie.

Mam akurat mnóstwo pracy, końcówka miesiąca tuż tuż, a jestem bardzo obowiązkowa i chciałabym zrobić wszystko na czas. Wiem jednak, że nie dam rady, tym bardziej, że jednak mam mniej energii i chęci do działania, niż zazwyczaj. Dlatego postanowiłam trochę sobie odpuścić i zamiast się spinać i stresować, podejść do tego na luzie. I wiecie co? Taka postawa genialnie się sprawdza i chyba zacznę stosować ją częściej. Chociaż nie. Pozostawię ją tylko na okres zmagań z wiosennym przesileniem 🙂

A jakie są Wy macie sposoby na wiosenne przesilenie? Czekacie, aż samo minie (podobno trwa nie dłużej niż 2 tygodnie…), czy jednak staracie się wziąć sprawy w swoje ręce i z nim walczyć? Koniecznie mi o tym napiszcie!

Mam też prośbę! Udostępnijcie ten wpis swoim znajomym. Być może komuś wiosenne przesilenie dokucza bardziej niż Wam i potrzebuje wskazówek, jak sobie z nim poradzić.

Fot. Jest Rudo