W tym roku zdecydowaliśmy się spędzić Boże Narodzenie w Norwegii i w tym wpisie chciałabym opowiedzieć Wam trochę o tym, jak Norwegowie przygotowują się do świąt, jakie są ich tradycje świąteczne, co jedzą podczas kolacji wigilijnej i czego możemy się od nich nauczyć, a czego lepiej nie naśladować.

To będą pierwsze nasze święta Bożego Narodzenia, które spędzimy w Norwegii. Postanowiliśmy zostać, gdy już we wrześniu ceny biletów lotniczych do Warszawy oscylowały w granicy kilku tysięcy koron. Uznaliśmy, że nie chcemy wydawać tyle pieniędzy na loty, a i Lenka nalegała, żebyśmy zostali, bo chciałaby mieć choinkę i święta w domu. To dało mi możliwość obserwowania, jak Norwegowie szykują się do świąt, o kilka rzeczy podpytałam znajomych, sporo o norweskich tradycjach świątecznych dowiedziałam się też z sieci i na podstawie tego wszystkiego postanowiłam napisać ten wpis. Od razu dodam, że nie napiszę w nim o wszystkim, co może dać pełen obraz tego, jak wygląda Boże Narodzenie w Norwegii, bo przecież wszystkiego jeszcze nie wiem. Ale ten bardzo ogólny, ciepły i przyjemny klimat, jaki można poczuć tu w tym czasie, już Wam mogę opisać.

Boże Narodzenie w Norwegii – Adwent i Julebord

Dla Norwegów czas Bożego Narodzenia zaczyna się wraz z początkiem Adwentu. Te cztery tygodnie przed świętami, to tzw. czas oczekiwania – po norwesku ventetid, który z jednej strony jest przejawem przywiązania do tradycji, z drugiej ma charakter duchowy, a z trzeciej – jest świetną okazją do spotkań w gronie rodziny i przyjaciół. Przez te cztery tygodnie Norwegowie spotykają się na świątecznych obiadach, pieką domy z piernika, uczestniczą w bożonarodzeniowych jarmarkach i świątecznych imprezach firmowych nazywanych julebord (w dokładnym tłumaczeniu świąteczny stół). Julebord może odbywać się w restauracji, podczas rejsu statkiem, rzadziej w siedzibie firmy. Spotkania mają mało formalny charakter, pije się na nich duże ilości alkoholu, a do domu wychodzi późno w nocy, a nawet nad ranem.

Adwent jest też czasem zapalania gwiazd w oknach i dekorowania mieszkań oraz domów dużą ilością lampek, świec, świeczników i świątecznych dekoracji. W każdą niedzielę Adwentu Norwegowie zapalają po jednej z czterech specjalnych, adwentowych świec. Bardzo lubią też kalendarze adwentowe, które do sprzedaży trafiają już listopadzie. Kalendarze można kupić tutaj różne – zarówno pudełko z czekoladkami, jak i piękną gałąź z woreczkami do zawieszenia w domu. Modne są też kalendarze robione samodzielnie.

Julebrus, mandarynki i tulipany

Pamiętacie, jak przed Wielkanocą pisałam Wam o tym, że przed świętami wszystko otrzymuje przydomek påske? Przed Bożym Narodzeniem jest dokładnie tak samo i wiele produktów w sklepach otrzymuje przydomek jule-, od słowa Jul, bo tak właśnie nazywa się Boże Narodzenie w Norwegii. Jednym z tradycyjnych świątecznych produktów, który pojawia się w tym czasie w sklepach jest świąteczna oranżada, czyli julebrus. Nie sprawdzałam jeszcze jak smakuje, ale Lenka zapewnia, że jest pyszna.

Julebrus można kupić w puszce, małej szklanej butelce i dużej butelce półroralitrowej. Oranżada dostępna jest w kilku smakach, a każdy z nich zawiera coś około tony cukru, jeśli wiecie, co mam na myśli. W okresie Bożego Narodzenia jest to najczęściej pity napój w norweskich domach, szczególnie przez dzieci. Dorośli natomiast wypijają spore ilości grzanego wina z miodem i bakaliami. Gløgg jest serwowany podczas Adwentu we wszystkich norweskich restauracjach.

Pepperkaker

Bardzo popularne, podobnie jak u nas, a może nawet bardziej, są tutaj pierniczki, czyli pepperkaker. W grudniu nie ma problemu z ich kupieniem w żadnym sklepie, a Norwegowie zajadają się nimi przy każdej okazji. Poza peperkaker możemy kupić też pierniczki do powieszenia na świątecznym drzewku (lukier też się w sklepie znajdzie) oraz gotowe elementy do złożenia domku z piernika. A w dużych miastach (w Bergen również) pojawiają się miasteczka z piernika, które można odwiedzać aż do świąt.

W grudniu w sklepach pojawiają się też mandarynki, które są bożonarodzeniowym przysmakiem, a z produktów nie do jedzenia – wiosenne kwiaty! Widok świeżych tulipanów był dla mnie niemałym zaskoczeniem, ale dowiedziałam się od koleżanki, że poza gwiazdą betlejemską, domy Norwegów w okresie Bożego Narodzenia ozdabiają właśnie tulipany i hiacynty.

Dużo światła i dużo ciepła, czyli koselig

Czas spędzany z rodziną, spotkania przy kawie i korzennych ciasteczkach, świąteczne koncerty, wspólne odwiedzanie świątecznych jarmarków – w okresie świąt Bożego Narodzenia  Norwegowie bardzo dużo czasu spędzają w gronie najbliższych, stawiają na ciepło rodzinnych spotkań i bliskość. A w swoich domach tworzą wyjątkową atmosferę – w oknach zapalają wspomniane już gwiazdy, na parapetach stawiają elektryczne świeczniki, zapalają świece. Wszystko po to by było miło i przyjemnie, czyli koselig, a światło świec rozjaśniało grudniowe ciemności, które da się odczuć zwłaszcza na północy kraju. Tu u nas nie ma nocy polarnej, ale też przejaśnia się dopiero około 10 rano, a zaczyna ściemniać po 15. Dni są więc bardzo krótkie, a tu u nas też deszczowe, więc to światło świec naprawdę wpływa pozytywnie na poprawę nastroju.

Wszystko ze smakiem

Dekorowanie domów na święta to kolejna tradycja, której Norwegowie są bardzo wierni. Już w połowie grudnia widać, że niemal wszystkie domy są udekorowane wewnątrz i na zewnątrz. Na przydomowych drzewach pojawiają się lampki, przed drzwiami świąteczne krasnale, a na drzwiach piękne wieńce adwentowe. To, co rzuciło mi się w oczy, to niezwykłe wyczucie smaku i minimalizm, bo nie spotkałam się jeszcze z niedbale rzuconymi lampkami na drzewko – oby tylko się tam świeciły, albo domem udekorowanym na miarę tych, które możemy podziwiać w amerykańskich filmach. Jest naprawdę bardzo przyjemnie, gustownie i ładnie.

Mała Wigilia

23 grudnia, czyli na dzień przed Wigilią, Norwegowie świętują lille juleaften, czyli małą wigilię. Tego dnia jedzą świąteczny obiad, robią ostatnie zakupy i kończą wypełnianie ostatnich domowych obowiązków. W wielu domach mała wigilia jest dniem dekorowania świątecznego drzewka. Wieczorem całe rodziny oglądają wspólnie skecz telewizyjny z 1963 roku Dinner for One.

Wigilia, która jest najważniejszym dniem norweskich świąt, jest dniem odpoczynku. Oficjalnie rozpoczyna się o 17.00 i to właśnie o tej porze większość rodzin zasiada do kolacji, ale już rano dzieci cieszą się pierwszymi prezentami znalezionymi w świątecznych skarpetach rozwieszonych przy kominku. Zazwyczaj są to duże ilości słodyczy.

Świąteczne przysmaki

Podczas Wigilii w Norwegii je się głównie mięso i ryby. Nie ma tu tradycji 12 potraw, za to w wielu domach na wigilijnym stole pojawia się 7 rodzajów świątecznych ciast. Tradycyjne, wigilijne i świąteczne przysmaki Norwegów to przede wszystkim ribbe i pinnekjøtt.

Pinnekjøtt to suszone żeberka jagnięce, które podaje się z puree z ziemniaków i brukwi. Z kolei ribbe to pieczony boczek wieprzowy z żeberkami, który podaje się z kapustą kiszoną.

Tradycyjnym daniem jest też świąteczny pudding tzw. julegrøt, który moja córka zna jako świąteczną owsiankę. Julegrøt przygotowuje się z ryżu i tłustego mleka, następnie dodaje cynamon, cukier i masło. Do tak przygotowanego puddingu wkłada się też migdał, który znaleziony podczas wigilijnej kolacji ma wróżyć szczęście i powodzenie w nadchodzącym roku.

Popularnym daniem jest też fermentowana ryba (najczęściej dorsz), znana pod nazwą lutefisk. Na wigilijnym stole pojawiają się też śledzie i pieczony indyk. A do picia, jeszcze przed kolacją, na lepsze trawienie podaje się ziołową, mocną wódkę o nazwie Akevitt.

Julenissen – skrzat, czy Święty Mikołaj?

Do norweskich dzieci z prezentami coraz częściej przychodzi Święty Mikołaj. Jednak w wielu domach za dostarczanie prezentów wciąż odpowiada Julennisen – długobrody, bardzo pomocny skrzat, mieszkający gdzieś w domowym obejściu. Wykonuje on różne prace, ale oczywiście nikt nigdy go w domu nie widział. Wierząc w obecność Julennisen Norwegowie stawiają jego podobiznę w dekorowanych na święta domach. Skrzata można spotkać w oknie, na kuchennej szafce i przed wejściem do domu. A w Wigilię koniecznie trzeba poczęstować go miseczką puddingu ryżowego. Bo jak skrzat będzie najedzony, będzie miał dobry humor i przyniesie prezenty. Głodny będzie natomiast psocił, a o prezentach nie będzie mowy. Dlatego my też wyjdziemy do ogrodu z miseczką julegrøt. Skrzatom i trollom w Norwegii podobno lepiej nie podpadać 😉

Czy Boże Narodzenie w Norwegii da się lubić?

Nad napisaniem tego tekst myślałam kilka dni i chciałam, żeby zawierał on nie tylko suchy opis świątecznych tradycji, ale i moje przemyślenia dotyczące Bożego Narodzenia w Norwegii. Poprosiłam też Klaudię, autorkę bloga klaudiakoldras.pl, żeby dorzuciła coś od siebie. Dzięki Klaudii mogę zaprezentować Wam też zdjęcia dokumentujące wspólne budowanie domku z piernika. Wypowiedź Klaudii znajdziecie poniżej, a ja od siebie dodam, że ta przytulność, celebrowanie wspólnie spędzanego czasu i bycie razem, o którym mówi Klaudia jest właśnie w tym, czego warto od Norwegów się uczyć.

Za co lubisz Boże Narodzenie w Norwegii?

Klaudia Kołdras, autorka bloga o zdrowym i świadomym życiu klaudiakoldras.pl. Mieszka w Bodø w północnej Norwegii. 

W norweskich Świętach Bożego Narodzenia najbardziej lubię to, czego kupić się nie da. Już po pierwszej zimie tutaj zauważyłam, że Norwegowie przywiązują ogromną wagę do spędzania i celebrowania Świąt w gronie bliskich. I nie chodzi tylko o same świąteczne dni, bo wszystko zaczyna się już na początku listopada! Restauracje zaczynają tętnić życiem, kawiarnie wypełniają się po brzegi, a w domach, Norwegowie po mistrzowsku budują atmosferę koselig. Co ona oznacza? Mnóstwo świec, świątecznych ozdób, lampek, czyli przytulność w nieskończoność! Uwielbiam ten moment, kiedy idę ulicą i mogę obserwować pięknie oświetlone domy, w których człowiek ma ochotę zaszyć się na całą zimę. Z herbatą i książką w ręku. Po trzech zimach tutaj odnoszę wrażenie, że w Święta, bardzo ważny jest drugi człowiek, rodzina, relacja. Mniej liczy się perfekcyjnie wysprzątany dom, czy 12 potraw na stole.

Moją ulubioną tradycją jest budowanie świątecznego pepperkakehuset, czyli domku z piernika. Najczęściej robi się to w gronie rodzinnym, przyjaciół, ale także w pracy. W Bodø, w którym mieszkam, na głównej ulicy pojawia się świąteczny bus, w którym tworzona jest wystawa wspomnianych pepperkakerhus dobrowolnie stworzonych przez lokalne restauracje, kawiarnie i inne instytucje. Ta tradycja jest takim odpowiednikiem polskiego, wspólnego pieczenia pierników, choć mam wrażenie, że praktykowana jest zdecydowanie na większą skalę.

Na koniec muszę dodać, że Święta w Norwegii idealne wcale nie są. Mimo, że mieszkańcy tego kraju są mistrzami w budowaniu świątecznej, przytulnej atmosfery, a rodzina i przyjaciele są najważniejszym pierwiastkiem tego wyjątkowego czasu, na stołach pojawia się zdecydowanie za dużo alkoholu… Norwegowie piją naprawdę sporo, a część z nich zaczyna już w listopadzie. W sklepach z alkoholem pojawiają się kolejki, a zapasy procentów, jakie przygotowuje się w norweskich domach, pewnie niejedną osobę by zaskoczyły. Obawiam się, że część Norwegów, Świąt bez dużej ilości alkoholu sobie nie wyobraża. Czy to jest naprawdę niezbędne?

Nasze święta w Norwegii

Wypowiedź Klaudii jest świetnym podsumowaniem i myślę, że nie muszę już nic dodawać. Może poza tym, jak będą wyglądały nasze święta po raz pierwszy spędzone w Norwegii. A będą – polskie na stole – to na pewno. Mam już uszka z grzybami, jutro planuję lepić pierogi z grzybami i kapustą. Na stole pojawi się też sałatka śledziowa i śledź w rosole ze śmietany, który jest tradycyjnym daniem wigilijnym w moim domu. Upiekę piernik, sernik i zrobię blok czekoladowy. Pod obrusem będzie sianko, przełamiemy się opłatkiem, będziemy słuchać polskich kolęd. I założymy świąteczne sweterki.

Z tradycji norweskiej też jednak się coś pojawi, a właściwie już pojawiło. W oknach świecą się gwiazdy, salon i pokój Leny są już świątecznie udekorowane, na komodzie zamieszkał też długobrody skrzat w czerwonym ubraniu. Staramy się, żeby te dni przed świętami były spokojne, dużo czasu spędzamy razem, chcemy uniknąć świątecznej gorączki i jak do tej pory nam się to udaje. Za nami też rodzinne pieczenie pierniczków, które już niemal wyjedliśmy.

Korzystając z okazji chciałabym życzyć Wam wszystkich spokojnych, pełnych bliskości i radości świąt. Spróbujecie sobie na kilka dni odpuścić, nie dążcie do tego, żeby wszystko było idealne, zapomnijcie o liczeniu kalorii. Cieszcie się tym wspólnie spędzanym czasem i odpocznijcie. 

A w wolnej chwili dajcie mi znać, jak podoba Wam się sposób obchodzenia Bożego Narodzenia w Norwegii i co z norweskich tradycji świątecznych uważacie za warte naśladowania?

Wesołych Świąt! God Jul!

 

Zdjęcie główne i zdjęcie świec adwentowych – unspalsh.com

Zdjęcia domku z piernika – Klaudia Kołdras