Jesienne wieczory są wprost wymarzonym czasem na czytanie książek. Za oknem deszcz i wiatr, a w domu ciepło, miło i przytulnie. Do tego gorąca kawa lub herbata, coś do pochrupania i nie ma mnie dla całego świata.

Tej jesieni postanowiłam nadrobić ogromne zaległości czytelnicze, odłożyć na bok poradniki i przeczytać wszystkie powieści, które stoją na mojej półce z książkami. Przede mną prawdziwe wyzwanie, bo książek nie ma wprawdzie dużo, ale i ja mam dość ograniczone możliwości czasowe na ich przeczytanie. Trzymam się jednak twardo swojego postanowienia i jak tylko mogę – czytam. Czasami udaje mi się przeczytać kilka rozdziałów, innym razem tylko kilka stron, albo jak ostatnio tylko trzy zdania, bo syn natychmiast wyczuł, że zaczęłam czytać i obudził się szybciej, niż ja zrozumiałam sens czytanych słów…Bywa też, że po całym dniu jestem już tak zmęczona, że dosłownie zasypiam nad książką. Ale nie poddaję się! Bo po przeczytaniu tych książek, które wpisałam na listę książek na jesienne wieczory, czekają kolejne – tym razem kryminały, które będą doskonałymi towarzyszami zimowych wieczorów.

Książki na jesienne wieczory

Jakie kryteria powinny spełniać książki, po które warto sięgnąć w jesienne wieczory? Na pewno muszą być wciągające, dobrze napisane, wzbudzające zainteresowanie już od pierwszych stron. Lubię też, gdy są to książki refleksyjne, trochę smutne i wzruszające. Im dłuższe – tym oczywiście lepiej, chociaż ostatnio czytanie grubych książek idzie mi wyjątkowo opornie. I właśnie jedna z takich pozycji jest wśród książek, które wybrałam do czytania w jesienne wieczory. Ma aż 813 stron i jej objętość naprawdę robi wrażenie. To właśnie ta książka stoi na mojej półce najdłużej, dlatego to właśnie od niej rozpocznę prezentację książek, które wybrałam sobie do czytania w jesienne wieczory.

Hanya Yanagihara – Małe życie, wyd. WAB

Domyślam się, że znacie tę książkę i nawet jeśli jeszcze nie czytałyście, to widziałyście ją na Instagramie, albo czytałyście jej recenzje na blogach. Uznana za najgłośniejszą amerykańską powieść 2015 roku jest książką trudną, do której wiele osób robi kilka podejść, ale zawsze na koniec uznaje, że było warto. O czym jest książka „Małe życie”? O czwórce przyjaciół, która po studiach przenosi się do Nowego Jorku, by tam rozpocząć nowe życie. Życie, które okazuje się być skomplikowane, uzależnione od wydarzeń z przeszłości, w którym są ból, cierpienie i łzy. Na okładce czytam: „To proza, która w całym swoim pięknie opisuje doświadczenie zła, granice ludzkiej wytrzymałości i tyranię pamięci”. Brzmi intrygująco, prawda?

Jeśli czytałyście już „Małe życie” podzielcie się w komentarzu swoją opinią na temat tej książki. A jeśli myślicie nad jej przeczytaniem, możecie kupić ją tutaj -> klik.

Zadie Smith – Swing Time, wyd. Znak

Po najnowszą powieść Zadie Smith „Swing Time” sięgnęłam w pierwszej kolejności i pewnie dzisiaj uda mi się ją skończyć. Jest to opowieść o przyjaźni, pasji do tańca, poszukiwaniu swoich korzeni, kolorze skóry, relacjach łączących matkę i córkę, dorastaniu i dojrzewaniu. Książka jest nieoczywista, wielowątkowa, nie ma w niej porządku chronologicznego. Pozornie różne wydarzenia z życia głównej bohaterki, której imienia nie poznajemy, splatają się i łączą ze sobą, dzięki czemu książka jest naprawdę interesująca, a zdaniem krytyków jest to najlepsza z powieści tej utalentowanej pisarki.

Kiedy pokazałam Wam tę książkę na Instagramie okazało się, że wiele z Was dobrze zna i bardzo docenia twórczość Zadie Smith, z którą ja za sprawą tej powieści spotykam się po raz pierwszy. Zanim więc zaczęłam czytać „Swing Time” wiedziałam, że będzie warto i się nie zawiodłam. Dlatego z przyjemnością sięgnę po jej wcześniejsze powieści.

Książka „Swing Time” to nowość na rynku wydawniczym. Kupicie ją m.in. tutaj -> klik.

Nino Haratischwili – Ósme Życie (dla Brilki) tom 1 i 2, wyd. Otwarte

Dwutomowa powieść – saga rodzinna „Ósme życie” trafiła na moją półkę z książkami wiosną tego roku. Czekałam jednak z przeczytaniem tych książek do jesieni, bo czuję, że to właśnie ta pora roku tworzy doskonały nastrój dla akcji tej powieści. Powieści, która opowiada dzieje gruzińskiej rodziny Jaszi, której przyszło zmierzyć się z całym złem XX wieku – I i II wojną światową, stalinizmem, komunizmem. Jest to historia miejscami dość dramatyczna, nostalgiczna, wypełniona tęsknotą i smutna. Napisana w przyjemny, lekki w odbiorze sposób i wciągająca. Czyli idealna na jesienne wieczory.

Czytałyście? Podzielcie się wrażeniami!

Książki do kupienia tutaj: 1 tom i 2 tom.

Christian Jungersen – Znikasz, wyd. Znak

Ostatnia pozycja wśród moich książkowych propozycji na jesienne wieczory to książka dość nietypowa. „Znikasz” jest bowiem powieścią łączącą w sobie wątki z pogranicza neuropsychologii, neurofilozofii, medycyny i życia rodzinnego, któremu daleko do ideału. Opowiada historię mężczyzny, który choruje na guza mózgu i jego żony, bardzo zaangażowanej w pomoc w jego leczeniu i poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kim tak naprawdę jest jej mąż i na ile zmiany w jego mózgu wpływały na to, co działo się w ich wspólnym życiu.

Link do książki -> klik!

♦♦♦

Objętościowo mój stosik książek na jesienne wieczory jest dość spory. Jak tylko się z nim uporam biorę się za Miłoszewskiego, w kolejce czekają też świetne biografie, m.in. Alexa Fergusona i Mike Tysona. Mam też nadzieję, że jeszcze w tym roku dotrze do mnie powieść Jana Favre „Lunatycy”, którą kupiłam w przedsprzedaży i która czeka na mnie u mamy. A w tak zwanym międzyczasie do przeczytania są też książki moich blogowych koleżanek – Kasi Wągrowskiej „Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej” i Natalii Knopek „Miej umiar”. Czytelniczo będzie to więc udana jesień i…zima.

A co Wy planujecie czytać w jesienne wieczory i jakie książki mi polecacie? 

Wpis zawiera linki afiliacyjne.