Okazuje się, że nawet miód można podrobić! I są to coraz częstsze praktyki, a miód dosładzany syropami cukrowymi jest dostępny w wielu polskich sklepach. Kto i jaki ma w tym interes i dlaczego jest to zagrożeniem dla pszczół?

W dzisiejszym wpisie mam dla Was coś specjalnego. To rozmowa o miodzie z Kasią Środecką, właścicielką manufaktury Ajeden.  Poruszamy w niej nie tylko kwestie właściwości zdrowotnych miodu, ale mówimy też o tym, jak rozpoznać prawdziwy miód. Bo jak się okazuje, w sklepach coraz więcej miodów jest podrabianych!

Z mojej rozmowy z Kasią dowiecie się też, po które rodzaju miodu warto sięgać, jak możemy wspierać pszczoły i dlaczego im zagrażamy oraz jakie właściwości ma wciąż niedoceniany pyłek pszczeli.

Zapraszam!  Rozmowa jest długa, ale bardzo ciekawa i wciągająca!

Nie każdy miód ma słodki smak…


Kasia Środecka,

właścicielka manufaktury mydła i miodu Ajeden.

W jej niewielkim gospodarstwie na obrzeżach Drawieńskiego Parku Narodowego powstają wyjątkowe, naturalne mydła i pyszny miód, który produkują pszczoły zbierające pyłek i nektar na pobliskich łąkach.


Zacznijmy od tego, co w miodzie najważniejsze, czyli jego właściwości zdrowotnych. Dlaczego warto jeść miód? Co jest w jego składzie?

Warto jeść, bo jest zdrowy. W miodzie znajdziemy enzymy, które w dużej części pochodzą z gruczołów ślinowych pszczół i wykazują działanie bakteriobójcze. I tu ważne : enzymy, które zawarte są w miodzie są mało odporne na działanie wysokich temperatur. Przyjmuje się, że optymalną temperaturą dla miodu jest 40ºC, a już powyżej 45 ºC miód zaczyna tracić swoje właściwości odżywcze i zdrowotne. Dlatego warto o tym pamiętać i nie dodawać miodu do gorących napojów, chociaż dobrze wiem, jak kusząca jest perspektywa wypicia gorącej herbaty z miodem, imbirem i cytryną. Tak podany miód zachowa swoje walory smakowe i podkręci smak herbaty, ale sporo swoich właściwości niestety utraci. Zdecydowanie lepiej jest wziąć trochę miodu na łyżeczkę i ssać – zdrowiej wyjdzie i gardło też podziękuje:)

W miodzie znajdziemy również kwasy (bursztynowy, glukonowy, cytrynowy, jabłkowy, mlekowy, octowy, masłowy, walerianowy i wiele innych ). Miód to też witaminy z grupy B, w szczególności B1, B2 oraz B6, które wspomagają funkcjonowanie naszego układu odpornościowego oraz kwas foliowy, nikotynowy i pantotenowy, które usprawniają układ nerwowy i sercowo-naczyniowy i wpływają pozytywnie na nasze włosy, skórę, paznokcie.

W każdym miodzie jest też sporo witaminy C. Poza tym miód to mikroelementy, składniki o działaniu antybiotycznym i bakteriobójczym.

Miód poprawia naszą odporność, wzmacnia serce, obniża ciśnienie, hamuje procesy miażdżycowe, pomaga w regeneracji po ciężkim wysiłku fizycznym, poprawia koncentrację, przyspiesza proces gojenia ran, pobudza do pracy nasz mózg i super się sprawdza przy kłopotach z gardłem.

Czy warto zastępować miodem cukier?

Tak, bo cukier, poza kaloriami nie dostarcza nam zbyt wielu składników odżywczych, za to może odpowiedzialny za cukrzycę, otyłość, choroby serca. Czytałam ostatnio badania, które potwierdzają, że cukier obniża reakcje naszego układu odpornościowego, przyspiesza starzenie, wpływa na problemy z koncentracją i zapamiętywaniem. Ja wiem, że nie jesteśmy w stanie wyeliminować cukru w 100% z naszego życia, bo jest on praktycznie we wszystkim, ale będąc świadomym tego, co oba produkty nam dają, warto sięgnąć po miód, używać go do słodzenia i zachęcać do spożywania miodu dzieci już od najmłodszych lat.

Rzepakowy, malinowy, spadziowy, lipowy, gryczany – jak wybrać miód, który będzie miał najlepsze właściwości zdrowotne? Który będzie najlepszy na przeziębienie, a po który warto sięgnąć, żeby poprawiać pracę układu pokarmowego?

Każdy miód niesie ze sobą właściwości zdrowotne, dzięki czemu możemy dobrać miód pod kątem tego, czego akurat potrzebuje nasz organizm. I tak:

Miód akacjowy poleciłabym na przykład dzieciom, które zaczynają swoją przygodę z produktami pszczelimi. Jest delikatny w smaku i zapachu i jest jednym z tych miodów, który najrzadziej wywołuje reakcje alergiczne.

Ponadto miód akacjowy polecany jest diabetykom, łagodzi i poprawia pracę układu pokarmowego. Sięgają również po niego osoby, które mają problemy żołądkowo-jelitowe, więc jest to miód, który zdecydowanie poprawi pracę układu pokarmowego.

Miód gryczany zawiera rutynę – substancję wzmacniającą i oczyszczającą naczynia krwionośne. Wyróżnia się tym na tle innych miodów i jest zalecany m.in. osobom starszym, które skarżą się na problemy związane z układem krwionośnym np. o podłożu miażdżycowym. Rutyna zapobiega też rozkładowi witaminy C poprawiając jej przyswajalność, sprzyja szybszemu gojeniu się ran.

Miód gryczany zawiera również duże ilości magnezu, który potrzebny jest w stanach wyczerpania nerwowego oraz reguluje rytm pracy serca. Zawiera sporo minerałów i witamin m.in. żelazo, które jest bardzo łatwo przyswajalne, witaminę C oraz białka. Porównując z miodami o jasnej barwie, miód gryczany jest miodem przodującym w leczeniu niedokrwistości spowodowanej niedoborem żelaza u dzieci oraz dorosłych.

Ze względu na dość intensywny smak miód gryczany może nie smakować dzieciom.

Miód lipowy ma delikatny zapach i jest lekko ostry w smaku. To jeden z najpopularniejszych miodów, polecany przy przeziębieniach, infekcjach i grypie. Zawiera sporo olejków eterycznych, dlatego skutecznie niszczy drobnoustroje, które podczas choroby zasiedlają drogi oddechowe. Poleciłabym ten miód również osobom, które borykają się z problemami ze strony układu nerwowego, ponieważ miód lipowy przy dłuższym stosowaniu poprawia nastrój i uspokaja.

Miód rzepakowy w moim odczuciu jest trochę niedoceniany, a przecież jest to miód, który ma w składzie najwięcej glukozy i aminokwasów. Dzięki nim jest doskonałą odżywką dla organizmu wyczerpanego długotrwałą chorobą, przemęczeniem lub stresem. Miód rzepakowy ma też ogromne właściwości regeneracyjne i wzmacniające układ immunologiczny, dzięki czemu jesteśmy mniej podatni na zakażenia drobnoustrojami. Zdecydowanie polecam go osobom, które pracują fizycznie, dużo ćwiczą, mają bardzo aktywny tryb życia. W miodzie rzepakowym sporo jest też potasu i magnezu, dzięki czemu warto stosować go w profilaktyce chorób serca i układu krążenia.

Miód wielokwiatowy może mieć zróżnicowany smak, w zależności od tego, jakie pożytki dominowały podczas zbierania nektaru przez pszczoły. Tutaj warto wspomnieć o tym, że miód wielokwiatowy zbierany wiosną ma nieco inne właściwości niż ten zbierany późnym latem i jesienią.

Wiosną miód będzie posiadać więcej witamin i składników odżywczych i po ten miód śmiało mogą sięgnąć osoby borykające się z przemęczeniem i brakiem energii, ponieważ pomaga on w przywróceniu organizmowi równowagi.

Natomiast miody wielokwiatowe zbierane latem i jesienią za sprawą enzymów i biopierwiatsków, posiadają więcej właściwości antybakteryjnych. Ten miód warto spożywać wspomagająco w leczeniu przeziębień, infekcji dróg oddechowych oraz w chorobach wynikających z obniżonej odporności.

Miód wielokwiatowy zawiera też sporą dawkę krzemu, który jest budulcem mocnych naczyń krwionośnych, a także wpływa na piękny wygląd skóry, włosów i paznokci. Generalnie miód wielokwiatowy wpływa pozytywie na większość naszych układów i warto po niego sięgać jako element zbilansowanej diety.

Miody spadziowe – zamykając temat właściwości zdrowotnych miodów, muszę powiedzieć jeszcze kilka słów o miodach spadziowych.

Spadź jest sokiem pochodzącym z liści, który został przefiltrowany przez układ pokarmowy owadów należących do grupy pluskwiaków równoskrzydłych. Żywią się one sokiem z rurek liści i igieł, natomiast nie przyswajają nadmiaru cukru. Wydalają go ze swoich układów pokarmowych, nie są to jednak odchody, a po prostu wydaliny. Na liściach i drzewach w lesie możemy je zaobserwować jako lepki płyn na powierzchni liści i igieł. Jest to właśnie spadź, która doskonale sprawdza się jako pożytek pszczeli dla rodzin umiejscowionych na przykład na skraju lasu.

Przyjmuje się, że miody spadziowe zawierają więcej kwasów organicznych, enzymów czy substancji antybiotycznych (zwłaszcza miód ze spadzi jodłowej i świerkowej) niż miody nektarowe.

Dla kogo taki miód? Miód spadziowy z drzew iglastych polecany jest osobom po ciężkich chorobach osłabiających organizm, w stanach rekonwalescencji oraz w okresie jesienno-zimowym, gdy jesteśmy narażeni na infekcje. Wspomaga też leczenie anemii oraz chorób serca i układu krążenia, chorób układu pokarmowego i moczowego oraz w chorób skóry.

A jak rozpoznać dobrej jakości miód? Słyszałam, że miody są podrabiane, wiele z nich pochodzi z importu, a sprzedawane są jako polskie produkty…

I tu zaczyna się temat rzeka….Jest kilka rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę wybierając miód i tak:

kupowany przez nas miód powien pochodzić ze sprawdzonego źródła –  od zaprzyjaźnionego pszczelarza, czy zaufanej osoby – takiej, co do której nie mamy wątpliwości, że dba o pszczoły, rozumie, ceni, szanuje i ma świadomość tego, co wytwarzają;

dobrze jeśli pasieka jest pod stałą kontrolą i nadzorem weterynarza (a nie wszystkie są). Dlaczego jest to ważne?  Bo w takich pasiekach i pracowniach musi być zachowany wysoki poziom czystości, a miód w nich wytwarzany pobierany jest do badań laboratoryjnych, które potwierdzają, czy jest zdrowy, czysty i wolny od drobnoustrojów i lekarstw, które podaje się  pszczołom, by zwalczać warrozę;

miód powinien mieć odpowiednią gęstość i tu przyjmuje się, że dobry miód to taki, który nie przekracza 20% zawartości wody (są oczywiście wyjątki np. miód wrzosowy, gdzie zawartość wody może być na poziomie 23%);

miód ulega KRYSTALIZACJI – każdy miód się krystalizuje, jeden szybciej, drugi wolniej, ale nie ma opcji, żeby pozostał cały czas płynny. I tu dla ciekawskich 🙂 Miód rzepakowy potrafi krystalizować już po kilku dniach, a jeżeli pszczelarz trochę zaśpi to i w ramkach taki miód potrafi skrystalizować 🙂 Dlatego jeżeli udajecie się do marketu i widzicie na półce płynny miód lejący się jako woda to powinna się wam włączyć lampka kontrolna.

Niektórzy producenci stosują podgrzewanie miodu do wysokiej temperatury, jako sposób na zachowanie jego płynności, ale taki produkt nie posiada już praktycznie żadnych wartości leczniczych.

I nie zawsze jest tak, że producent ma takie widzimisie, tylko odpowiada na potrzeby klientów, którzy zamiast twardego miodu, który trudno wydobywa się ze słoika, wolą miód płynny, dobrze się rozsmarowujący na pieczywie. Sęk w tym, że my jako konsumenci sięgając po taki miód nie wiemy, że płynna i lejąca się konsystencja jest efektem podrzewania miodu do wysokiej temperatury, mieszania i rozlewania do słoików, co wiąże się ze znaczącą utratą zdrowotnych właściwości miodu. Gdyby wszyscy kupujący taki miód zdawali sobie sprawę z tego, że płacą za produkt, który poza walorami smakowymi nie ma żadnych innych wartości, taki miód pewnie w końcu zniknąłby ze sklepowych półek.

Dlatego jeśli kupiliście miód i  po 6 miesiącach dalej jest on płynny, to może oznaczać tyle, że został przegrzany i stracił swoje zdrowotne właściwości. Wyjątkiem jest tu jedynie miód akacjowy, który może pozostać płynny nawet przez rok.

Niestety tak jest, że miody bywają oszukane. Ta wysoka temperatura, o której wspominałam to nie wszystko, bo często miody są sprowadzane z krajów UE i spoza jej obszaru. Do takich miodów dodaje się różnego rodzaju syropy cukrowe, a na etykiecie nie podaje składu. Jest tylko informacja, że produkt pochodzi z krajów UE. Naprawdę nie wiem, jaka idea przyświeca producentowi, czy dystrybutorowi takiego miodu, bo przecież nie zdrowie konsumenta i wartość zdrowotna miodu, a jedyną odpowiedzią jaka mi się nasuwa są pieniądze. Dlatego ja takie miody omijam szerokim łukiem.

Czy w takim razie my, jako konsumenci, możemy w jakiś sposób sprawdzić czy miód jest prawdziwy, naturalny?

Tak, jest kilka sposobów i są to proste, domowe metody. Pierwsza: nabieramy miód na łyżeczkę i jednostajnym strumieniem lejemy go na talerzyk. Jeżeli miód tworzy stożek, jest gęsty, nie lejący jak woda to jest to miód prawdziwy. Druga metoda to taka, że do szklanki zimnej wody wlewamy łyżeczkę miodu. Jeżeli miód będzie rozpuszczać się nierównomiernie tworząc smugi w wodzie, mamy pewność, że miód jest dobrej jakości, bo miody sztuczne rozpuszczają się równomiernie i szybko. No i to o czym mówiłam wcześniej, czyli krystalizacja – sztuczne miody nie krystalizują. Jeszcze gdzieś wyczytałam, że można zrobić test na ołówek – na kartkę papieru nakładamy kroplę miodu i dotykamy ją czubkiem ołówka. Prawdziwy miód nie zmieni swojej barwy po zetknięciu z ołówkiem. Sztuczny miód zabarwi się na ciemny kolor.

Czy dla jakości miodu ważny jest sposób jego przechowywania?

Oczywiście, że tak. Jeżeli chcemy dłużej cieszyć się jego zdrowotnymi właściwościami to przede wszystkim przechowujmy miód z dala od promieni słonecznych i to z prostego powodu – podwyższenie temperatury miodu do 25-35°C powoduje wzrost aktywności enzymów, wstrzymanie krystalizacji, a w razie zbytniego rozrzedzenie – nawet fermentację. Miody, które są przechowywane przez dłuższy czas w warunkach dostępu do promieni słonecznych, zmieniają barwę na ciemniejszą, mogą tracić na wartości. Nie zostawiajmy miodu bez nakrętki, wieczka, przykrycia ponieważ miód jest produktem higroskopijnym i łatwo chłonie inne zapachy. Przyjmuje się, że temperatura przechowywania miodu powinna być utrzymana w granicach od 8 do 10°C, ale ja myślę, że jeżeli schowamy miód do szafki, z dala od promieni słonecznych to nic mu nie grozi:)

Mówiąc o miodzie, nie możemy pominąć też tak ważnego aspektu, jakim jest ochrona pszczół. Co najbardziej im zagraża i jak możemy je chronić?

Fajnie, że o to zapytałaś, bo mam wrażenie, że my to tacy wygodniccy trochę jesteśmy – lubimy spożywać miód, czerpiemy z dobrodziejstw tego, co dają nam pszczoły, ale już nie każdy dostrzega to, że pszczoły mają się nie najlepiej i trzeba im pomóc. Największym zagrożeniem dla pszczół jest oczywiście człowiek i jego działania, które z pewnością nie są nastawione na ochronę środowiska. Mam tu na myśli na przykład stosowanie środków ochrony roślin. Nie powinno się stosować środków toksycznych i pestycydów na uprawach w okresie kwitnienia roślin, gdy oblatują je pszczoły. Szacuje się, że w Polsce na skutek niewłaściwie przeprowadzanej gospodarki ochrony roślin zatruwanych jest od 50 do 200 tys. pszczelich rodzin. Wszystkie związki i pierwiastki, które mają właściwości toksyczne kumulują się w glebie, powietrzu i wodzie. Tym samym znaleźć je można w roślinach (pyłku kwiatowym, nektarze).

Kolejnym zagrożeniem dla pszczół jest brak różnorodności pokarmowej. Przyczynia się do tego wycinka drzew, lasów i uprawy monokulturowe. Wystarczy rozejrzeć się dookoła i zobaczyć, że poza rzepakiem, który w Polsce jest głównym pożytkiem dla pszczół nie za wiele można znaleźć (dominują zboża i kukurydza). Takie uprawy dostarczają pszczołom pokarm w krótkim okresie ich kwitnienia, po którym pszczoły muszą zostać sztucznie dokarmione, bo po prostu są głodne. Pszczoła głodna to pszczoła agresywna (podobnie jak z nami – jak jesteśmy najedzeni to jakoś tak milej prawda?:) To z kolei wpływa na odporność pszczół i choroby, na które niestety nie są odporne. Tych przykładów można jeszcze bardzo wiele przytoczyć, dlatego lepiej będzie gdy powiem, co zrobić by pomóc pszczołom 🙂

Po pierwsze: wybierając wiosną nasiona, krzewy, drzewa, czy kwiaty do naszych ogródków i działek stawiajmy na te miododajne, z których pszczoły będą mogły zebrać pyłek lub nektar. Pszczoła do życia podobnie jak człowiek potrzebuje wody, dobrym pomysłem jest chociażby kuweta wyłożona mchem i zalana świeżą, czystą wodą – pszczoły chętnie przysiądą, by się napić. Niestety często nie ma tej wody w pobliżu pasieczyska.

Po drugie: jeżeli koniecznie ktoś musi zrobić oprysk to niech to zrobi późnym wieczorem, wtedy kiedy pszczoły są już w ulu (dobrym sposobem jest używanie i przygotowywanie oprysków, które nie zagrażają owadom – można je przygotować samemu ).

Hasło: miód kupujesz pszczoły ratujesz, jest bardzo oklepane, ale jakże trafne! Kupując miód, wspieramy pszczelarstwo, zbieramy pieniądze na leczenie pszczół, rozwój pasiek, sadzenie drzew, krzewów, a co za tym idzie zwiększenie liczebności pszczół. Z tego wszystkiego korzysta człowiek, bo co jak nie pszczoły zapylają rośliny? Jesteśmy od siebie uzależnieni, ale w taki pozytywny sposób, my dla nich one dla nas!

Dużo wartości zdrowotnych mają też inne produkty pszczele, szczególnie pyłek kwiatowy. Czy możesz powiedzieć coś więcej na jego temat?

Pyłek kwiatowy, jak sama nazwa wskazuje jest zbierany przez pszczółki z kwiatów. I taka pszczółka musi się nieźle napracować aby uzbierać jedną kuleczkę pyłku (aby zebrać jedno obnóże pszczoły muszą zebrać od 500 tys. do 5 milionów ziarenek pyłku, odwiedzając około 1500 kwiatów).  Pszczoły odwiedzają kwiaty i zbierają pyłek, który przylega do ich włosków na ciele, sczesują go ze swojego ciała formują kuleczki, grudki tzw. obnóża. Następnie przenoszą do ula w specjalnych koszyczkach znajdujących się na goleniach trzeciej pary odnóży. Pszczoła wlatując do ula zostawia ten pyłek, zrzuca go przez poławiacz pyłku, który zostaje umieszczony przy wejściu do ula (bez szkody dla pszczół) następnie ten pyłek zostaje odebrany, musi zostać przemrożony i wysuszony ponieważ taki „surowy” zawiera w sobie dużo wody, łatwo chłonie wilgoć, zapachy i jest bardzo miękki. Gdy weźmiemy taką kuleczkę w palce rozmazuje się. Tu też od razu napiszę, że pyłek kwiatowy powinien być suszony w temperaturze do 40°C – powyżej tej temperatury pyłek traci swoje cenne właściwości i tu znowu uważajcie z jakiego źródła kupujecie pyłek, bo często suszony jest w wyższej temperaturze, żeby było szybciej, mniejsze koszty itp.

Wow! Po tej rozmowie będę specjalistką od pszczelich zwyczajów! To teraz powiedz jeszcze, co wyjątkowego zawiera w sobie pyłek pszczeli i jakie ma właściwości?

Pyłek kwiatowy podnosi odporność organizmu, odżywia, uspokaja, pobudza apetyt (u naszych dzieciaków się sprawdziło, bo mieliśmy w domu Tadka Niejadka :), reguluje przemianę materii, doprowadza do spadku wagi osób otyłych, zwiększa liczbę czerwonych ciałek krwi oraz zwiększa poziom żelaza w surowicy krwi. Wykazuje właściwości detoksykacyjne. Eliminuje lub zmniejsza szkodliwe oddziaływanie szeregu czynników chemicznych, jest skuteczny w leczeniu stanów zapalnych jamy ustnej, wzmacnia naczynia krwionośne, wzmaga leczenie nadciśnienia, obniża poziom cholesterolu, łagodzi katar sienny, uzupełnia niedobory witamin i minerałów, wspomaga też leczenie osób po chemioterapii i antybiotykach.

Jest tego naprawdę sporo i szkoda, że o właściwościach pozostałych produktów pszczelich, w tym pyłku, wciąż tak mało się mówi. Ja sama dowiedziałam się o tym, gdy jeszcze nie mieliśmy rodzin pszczelich, a szukałam naturalnych sposobów poprawienia ogólnej odporności organizmu po trzeciej ciąży. Trafiłam wtedy na Youtube na wykład o apiterapii prof. dr hab Ryszarda Czarneckiego (polecam) i zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat produktów pszczelich i ich stosowania. Po dwóch miesiącach stosowania zaważyłam zmiany – włosy przestały wypadać, stały się mocniejsze, wzmocniły się dziąsła, poprawiło samopoczucie, wyniki badań krwi poprawiły się dwukrotnie. Od tamtej pory nie ma dla mnie dnia bez pyłku kwiatowego lub pierzgi. Dzieciaki też spożywają od małego i widzę same pozytywne zmiany.

Dlatego tak bardzo polecam stosowanie pyłku. Zdecydowanie warto!

I już na koniec nie mogę odmówić sobie przyjemności zapytania o miód w kosmetyce. Kiedy warto po niego sięgnąć i jaką wartość mają kosmetyki wzbogacone miodem?

Po miód warto sięgnąć zawsze, nawet jeśli nie borykamy się z problemami skórnymi, bo on zawsze przynosi korzyści. Miód dzięki swoim składnikom odżywczym doskonale wpływa na kondycję naszej skóry. Ma działanie antybakteryjne i przeciwzapalne, delikatnie złuszcza naskórek (to zasługa zawartych w jego składzie kwasów owocowych), wyrównuje koloryt skóry. Stosowany w pielęgnacji cery trądzikowej pomoże usunąć nadmiar sebum, zmniejszy zaczerwienienia, stany zapalne, ładnie odkazi skórę.

Miód to też właściwości regeneracyjne, nawilżające i zmiękczające, więc osoby, które zmagają się na przykład z rogowaceniem naskórka, szorstkością na kolanach, łokciach, a także piętach śmiało powinny skorzystać z jego dobrodziejstw. Dzięki zawartości witamin A, C i E miód świetnie odmładza skórę i niszczy wolne rodniki, a do tego pobudza jej metabolizm, poprawia ukrwienie i zdolność zatrzymywania wody.

Miód bardzo dobrze sprawdza się w pielęgnacji włosów przesuszonych i pomaga im odzyskać blask. I tu szybki przepis na maskę do włosów:  potrzebne są jedynie oliwa z oliwek, sok z cytryny, kilka łyżek miodu. Wszystkie składniki mieszamy, nakładamy maskę na włosy, okrywamy szczelnie ręcznikiem lub folią – temperatura pomoże otworzyć łuski włosów, dzięki czemu wszystkie składniki odżywcze będą miały większą szansę, by wniknąć w głąb włosa.

Kosmetyki z miodem, o ile są wzbogacane tym prawdziwym, nie sztucznym, mają korzystny wpływ na skórę. Zwłaszcza, gdy łączą w sobie miód, witaminę A i proteiny mleka – takie kosmetyki wykazują właściwości regenerujące, nawilżające i odżywiające.

Dziękuję za rozmowę.


Mam nadzieję, że wszystko to, co powiedziała Kasia pomoże Wam nie tylko docenić wartość miodu i pyłku pszczelego, ale też uczuli na to, żeby kupować miód ze sprawdzonych źródeł. 

Dajcie znać, czy lubicie miód i za co najbardziej go doceniacie. Jestem też bardzo ciekawa, kto z Was ma w domu pyłek pszczeli i regularnie wspiera nim swoją odporność? Napiszcie mi o tym w komentarzu. A wpis udostępnijcie znajomym, być może właśnie szukają informacji o tym, czy i dlaczego warto jeść miód 🙂