Preikestolen, to poza Trolltungą i Kjerag, najbardziej znana atrakcja Norwegii. Jak tylko tu zamieszkałam, wiedziałam, że chcę tam pójść i zobaczyć ten klif na własne oczy. Udało się to pod koniec sierpnia zeszłego roku, a dzisiaj mam dla Was długo zapowiadaną relację.

Preikestolen, który możecie znać też pod nazwą Pulpit Rock, to znajdujący się na ponad 604 m wysokości, skalny klif wyrastający z pięknego Lysefjordu. Powstał ponad 10 tysięcy lat temu i jest efektem pęknięcia skał pod wpływem mrozu. Płaska powierzchnia jego wierzchołka ma wymiary 25×25 metrów i to właśnie ona nadaje tej skalnej ambonie (w lokalnej tradycji Preikestolen to Hyvlatonnå, czyli tłumacząc dosłownie właśnie ambona) niezwykły charakter i przyciąga tu turystów z całego świata. Zrobienie sobie zdjęcia na krawędzi skały, pod którą rozciąga się 42-kilometrowy fiord, to moment, który pamięta się do końca życia.

Preikestolen – jak dojechać?

Na Preikestolen wybraliśmy się pod koniec sierpnia, akurat w weekend, w którym wypadała nasza rocznica ślubu. Decyzję podjęliśmy dość spontanicznie, korzystając z bardzo dobrej pogody, zapakowaliśmy do auta dzieci, namiot, ciepłe ubrania i jedzenie, po czym ruszyliśmy w kierunku Stavanger.

Preikestolen znajduje się około godziny drogi od Stavanger. Jeśli będziecie chcieli odwiedzić to miejsce, to z Polski macie bezpośrednie połączenia liniami WizzAir z Gdańska, Szczecina i Katowic. W Stavanger należy przesiąść się na prom, który dowiezie Was do miasteczka Tau. Rejs trwa około 40 minut. Po zejściu z promu można złapać autobus, który dowozi turystów na parking znajdujący się przy trasie na Preikestolen, albo wybrać się na długi spacer, który będzie rozgrzewką przed czekającym Was trekkingiem na górę. Jeśli będziecie tu samochodem, to pamiętajcie, że za parking trzeba zapłacić.

Nam dojazd do Stavanger zajął około 3,5 godziny, bo po drodze mieliśmy jeszcze dwa promy. Tam zatrzymaliśmy się na noc na campingu (musieliśmy wynająć domek, bo na polu namiotowym było tak mokro, że nie było możliwości rozstawienia namiotu) i dopiero następnego dnia rano ruszyliśmy w dalszą drogę.

Spacer, trekking, czy przygoda życia?

Nie bez powodu powtarzam tu pytanie, które zadałam już w tytule tego postu. Przed wycieczką na Preikestolen czytałam wiele relacji innych blogerów z tego miejsca. Na większości z nich przeczytałam, że droga, który liczy ok. 4 km jest bardzo łatwa do przejścia, przyjemna i idealna na spacer, którego wartość podbijają przepiękne okoliczności przyrody. Na norweskich stronach  wyczytałam, że szlak zalicza się do łatwych i jest przeznaczony na wycieczki z dziećmi powyżej 5 lat.

Jednak już po przejściu pierwszego kilometra okazało się, że miejscami wcale lekko nie jest, a Lena z każdym kolejnym krokiem była coraz bardziej zmęczona. W pewnym momencie, po dojść stromym podejściu, myślałam, że będziemy musieli zawrócić, bo Lenka się rozpłakała, że nie chce iść dalej. Dalsza droga była przerywana więc dość częstymi przystankami na odpoczynek i to dzięki nim udało nam się dotrzeć na górę całą rodziną.

Łatwa droga, jednak nie dla wszystkich

Z mojego punktu widzenia trasa nie jest bardzo wymagająca, ale musicie wziąć też pod uwagę, że ja dość sporo spaceruję po pagórkowatym terenie. Rafał też nie miał problemu z wejściem na górę, a miał na sobie dodatkowe obciążenie w postaci Natana, którego niósł na plecach w plecaku turystycznym, przeznaczonym do noszenia dzieci. Po drodze mijaliśmy jednak sporo ludzi, w różym wieku i widać było, że dla wielu z nich trasa nie była łatwa. Ale wśród nich byli też tacy, którzy niemal wbiegali na górę i widać było, że droga na Preikestolen to dla nich żaden wysiłek. Cała trasa, według przewodników, zajmuje ok. 4 godzin (wejście plus zejście). Nam zajęło to ponad 6 godzin.

O czym warto pamiętać idąc na Preikestolen?

Sama droga, poza tym, że towarzyszą jej przepiękne widoki jest dostosowana do ruchu pieszego, niemal w całości wyłożona płaskimi kamieniami i tam, gdzie trzeba, zabezpieczona łańcuchami. Nie zwalnia to nas jednak od założenia odpowiedniego obuwia, o czym nie każdy pamięta, bo po drodze mijałam ludzi w sandałach, adidasach i trampkach. Oczywiście wiem, że wśród tych osób było wiele takich, które przyleciały do Norwegii tylko na chwilę i nie planowały górskich wycieczek, ale jeśli ktoś z Was będzie się tam wybierał, to pamiętajcie zabrać ze sobą buty przystosowane do chodzenia po górach, bo miejscami jest stromo, ślisko i nierówno.

Poza aparatem fotograficznym, który zdecydowanie się tu przyda, bo droga na Preikestolen jest naprawdę piękna i trzeba ją uwiecznić na zdjęciach, warto wziąć ze sobą też ciepłe ubrania, kurtkę, jedzenie i wodę. Chociaż miejsce jest bardzo zatłoczone i miejscami jest trudno się z kimś minąć, dobrze jest nie zapominać o tym, że jesteśmy w górach, a pogoda może się zmienić w każdej chwili.

Na koniec jeszcze dość ważna informacja: na Preikestolen najlepiej (i najbezpieczniej) wybrać się w sezonie trwającym od kwietnia do października. Na trasę najlepiej wyruszyć rano lub przed południem, żeby w drodze powrotnej nie zastała nas noc. Na górze można też rozbić namiot i zostać tam na noc, co może być niezwykłym przeżyciem i świetną okazją do uchwycenia na zdjęciach piękna tego miejsca, gdy nie ma tam tłumu turystów.

To co zastajemy na górze wynagradza trud

A już teraz czas na to, żebym pokazała Wam to, co najważniejsze. Zachwycające, jedyne w swoim rodzaju, wzbudzające podziw i wywołujące ogromne emocji miejsce, które tak naprawdę trudno opisać słowami, a jeszcze trudniej oddać jego urok na zdjęciach. Preikestolen to prawdziwy cud natury, tak, jak turkusowa woda znajdującego się w dole Lysefjordu.

Zrobienie zdjęć jest w tym miejscu momentami dość trudne, co zresztą zobaczycie na filmie, który znajdziecie na końcu wpisu. Tłok, ludzie wchodzący w kadr, do tego pilnowanie dzieci… to nie są wymarzone warunki dla fotografa-amatora 😉

Zdjęcie z fiordem w tle

Widzicie tych ludzi stojących, siedzących, albo leżących na krawędzi skały? To właśnie po to przychodzi się na Preikestolen – by zrobić sobie zdjęcie na tle fiordu, najlepiej uwieczniając podskok w górę. Ja miałam spore obawy, żeby podejść do krawędzi i zrobić zdjęcia – raz, że wysokość wzbudza spory lęk, dwa – zwyczajnie bałam się, że ktoś przypadkiem mnie popchnie.

Swoją drogą, co być może już zdążyło Was zaskoczyć i słusznie – zwróćcie uwagę, że to miejsce nie jest w żaden sposób ogrodzone i zabezpieczone. Norwegowie ufają, że każdy, kto wejdzie na ambonę będzie na tyle rozważny, by zadbać o swoje bezpieczeństwo. I dzięki temu pozostawiają to miejsce wciąż naturalnie pięknym i zachwycającym oraz w pełni dostępnym dla ludzi.

Niestety, latem tego roku pojawiły się informacje, że na skale pojawiło się pękniecie, które prawdopodobnie będzie się zwiększać. Jeśli dojdzie do pęknięcia skały i klif wpadnie do fiordu, wywoła to potężną falę tsunami, która zmyje z powierzchni okoliczne miejscowości. W tej chwili norweskie służby geologiczne uspokajają jednak, że nie ma powodów do niepokoju i obserwują skałę. Szkoda by było, gdyby tak wyjątkowe miejsce zniknęło z mapy Norwegii. Ale jak pokazuje niedawna historia z Malty i runięcie Lazurowego Okna, wszystko w naturze jest możliwe i nie możemy mieć pewności, że wszystko jest nam dane na zawsze. Dlatego jeśli marzycie o zdjęciu na Preikestolen, nie odkładajcie realizacji tych planów na daleką przyszłość.

Preikestolen – czy warto?

Piszę ten post kilka miesięcy po naszej wyprawia na Preikestolen. I chociaż emocje już dawno opadły, nadal bardzo się cieszę, że mogłam (mogliśmy) tam być i wiem, że z przyjemnością wybiorę się w to miejsce ponownie. A żeby i Was do tego zachęcić, zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu, który powstał dzięki pomocy Rafała, bo to on to wideo zmontował. Niestety nie ma w nim pełnego materiału, który nagrałam, bo filmy, które nakręciłam już na górze i na których oprowadzałam Was po Preikestolen zniknęły mi z telefonu i komputera i pomimo wielu prób ich odnalezienia, nie udało mi się tego zrobić. Szkoda, ale nic już z tym nie zrobię.

W każdym bądź razie zapraszam na film, bo jest fajny i przyjemnie się go ogląda. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba.

I to wszystko na dziś. Dajcie znać, jak podobała Wam się moja relacja z Preikestolen i czy myśleliście kiedyś o odwiedzeniu tego miejsca? A może są inne miejsca w Norwegii, które chcielibyście zobaczyć? 

Na koniec proszę Was o zostawienie podniesionego kciuka pod filmem na Youtube. Będzie mi też bardzo miło jeśli podzielicie się tym wpisem ze znajomymi na Facebooku ♥