Zastanawialiście się kiedyś nad tym, dlaczego w gabinetach kosmetycznych nie stosuje się kosmetyków naturalnych, a raczej stosuje się ich bardzo mało? Postanowiłam zapytać o to Agnieszkę Pindel, która jest kosmetolożką i autorką bloga o naturalnej pielęgnacji.

Umawiając się na wywiad z Agnieszką Pindel wiedziałam, że nie będzie to krótka rozmowa. Trafiłam bowiem nie tylko na prawdziwą ekspertkę – Agnieszka jest magistrem kosmetologii i laborantką w firmie Sylveco, ale przede wszystkim prawdziwą pasjonatką kosmetyków naturalnych. Musiałam więc zapytać ją nie tylko o to, dlaczego kosmetolodzy wciąż unikają kosmetyków naturalnych, ale też o najczęściej popełniane błędy pielęgnacyjne i składniki kosmetyków, których jej zdaniem należy bezwzględnie unikać.

Nasza rozmowa jest długa, ale jestem pewna, że przeczytacie ją z zaciekawieniem od początku do końca. I bardzo Was do tego zachęcam.

Dlaczego dobry kosmetolog nie powinien unikać kosmetyków naturalnych?


Agnieszka Pindel

Mgr kosmetologii, laborantka w firmie kosmetycznej, pasjonatka naturalnej pielęgnacji.

Autorka bloga Kosmetologia Naturalnie. 


Cześć Agnieszko! Czy na początek naszej rozmowy możesz opowiedzieć o kosmetologii i o tym, czym dokładnie i jak długo zajmujesz się jako kosmetolog?

Dzień dobry! Kosmetologia to młoda gałąź nauk medycznych – ma dopiero około 10 lat! Wbrew obiegowym opiniom istnieje duża przepaść pomiędzy kosmetyczką i kosmetologiem – kosmetolog poza podstawową wiedzą z zakresu kosmetyki (tj. np. wykonywanie henny, manicure, pedicure, makijażu czy podstawowych zabiegów salonowych jak maseczki i masaż) musi umieć analizować składy INCI kosmetyków, dobierać preparaty do odpowiedniego typu i podtypu cery, a także różnych schorzeń dermatologicznych jak np. AZS, egzema, łuszczyca i inne. W trakcie studiów na kierunku kosmetologia poznaje się chemiczną stronę produkcji kosmetyków, szczegółową anatomię i fizjologię skóry, a także przedmioty “typowo” medyczne jak dermatologia, farmakologia, biochemia.

Moja droga zawodowa jako kosmetolog rozpoczęła się już w trakcie trwania studiów – po udanych praktykach na I-szym roku dostałam propozycję pracy w gabinecie SPA.  Po godzinach zajęć, wieczorami, miałam możliwość wykonywania podstawowych zabiegów, które umożliwiły mi rozwój praktyczny – już wtedy lubiłam opowiadać klientkom, dlaczego polecam im takie, a nie inne zabiegi, na jakich zasadach one działają i jakiego efektu możemy się spodziewać. Natomiast  będąc na III-cim roku studiów, gdy umiałam analizować składy INCI zaczęłam zastanawiać się: “Po co tyle zbędnej chemii w tych kosmetykach?!”- i tak zaczęła się moja przygoda z naturalną pielęgnacją. Złożyłam CV do największej polskiej firmy kosmetyków naturalnych Sylveco i dostałam pracę na stanowisku dermokonsultantki – do teraz z sentymentem wspominam tę niesamowicie przyjemną i emocjonującą pracę! Po studiach awansowałam na stanowisko laborantki – aktualnie pracuję przy produkcji kosmetyków.

Jednak praca w laboratorium – chociaż bardzo rozwojowa – nie jest w stanie zastąpić mi kontaktu z pacjentem. Dlatego prowadzę stronę kosmetologia-naturalnie.pl, gdzie dzielę się z Czytelniczkami informacjami dotyczącymi m.in. kontrowersji związanych z niektórymi substancjami stosowanymi w kosmetykach, prawidłowej kolejności stosowanych kosmetyków, pomagam określić typ i podtyp cery. Staram się przekazywać im ważne informacje w sposób maksymalnie przystępny, by nawet osoby, które nie przepadały za chemią, mogły zrozumieć, jak prawidłowo pielęgnować skórę i włosy.

Zanim przejdziemy do tematu naturalnej pielęgnacji, która będzie przewodziła naszej rozmowie, muszę zapytać o to, czy kosmetologia i naturalna pielęgnacja skóry nie kłócą się ze sobą? Mam wrażenie, że wciąż niewielu kosmetologów korzysta z naturalnych kosmetyków i wykonuje wszystkie zabiegi stosując kosmetyki, w których przeważają syntetyczne składniki. Dlaczego tak jest?

Ponieważ wiele osób po raz pierwszy słysząc o naturalnej pielęgnacji z góry zakłada, że jest to jakaś kompletna alternatywa dla “konwencjonalnej kosmetologii” kojarzona bardziej z szamanizmem, niż nauką. Wiele osób z góry zakłada, że naturalne kosmetyki nadają się tylko dla młodych, czy idealnych cer, które nie wymagają “wspomagania” kosmetykami. To absolutny błąd!

Naturalna pielęgnacja jak najbardziej idzie w parze ze zdobyczami kosmetologii, jednak jest to jej młoda gałąź. Chociaż z darów natury korzystały już nasze babcie i prababcie, to o naturalnych kosmetykach jako gotowych preparatach łatwo dostępnych w drogeriach i aptekach (a nie kosmetykach, które wykonujemy własnoręcznie) mówi się od niedawna.

Czy w swojej codziennej pracy zauważasz coraz większe zainteresowanie naturalną pielęgnacją?

Oczywiście i bardzo się z tego cieszę, bo dzięki zainteresowaniu naturalną pielęgnacją konsumenci zaczęli dowiadywać się o pewnych kontrowersjach związanych z niektórymi substancjami kosmetycznymi. Wybór kosmetyków naturalnych to przede wszystkim dbałość o środowisko – w kosmetykach naturalnych nie powinny znajdować się substancje, które nie są biodegradowalne, albo których pozyskiwanie szkodzi naturze jak np. silikony, parafina czy wazelina. Niektóre “chemiczne” substancje, poza oczekiwaną od nich rolą może podrażniać skórę (np. konserwanty, które są donorami formaldehydu jak Imidiazolidinyl Urea, DMDM Hydrantoin, Quaternium-15) czy też zaostrzać zmiany trądzikowe (np. nawilżający ale i służący jako rozpuszczalnik glikol propylenowy, czy wiążąca metale ciężkie, ale jednocześnie naruszająca barierę hydrolipidową Disodium EDTA ) – i z tych substancji również rezygnują pasjonaci naturalnej pielęgnacji.

Jednak bezpieczeństwo stosowanych produktów to tylko jedna strona medalu. Argumentem, który trafia do większej ilości pacjentek jest to, że kosmetyki naturalne zawierają wyższe stężenia substancji aktywnych, a przez to wykazują lepsze działanie! Dlatego jeśli ktoś uważa, że dotychczasowa pielęgnacja nie przynosi oczekiwanych rezultatów, powinien zainteresować się naturalnymi kosmetykami!

Myślę, że to, co przed chwilą powiedziałaś – o lepszej skuteczności działania kosmetyków naturalnych zaskoczy wiele moich czytelniczek. Czy możesz wyjaśnić dlaczego tak jest, że kosmetyki naturalne są skuteczniejsze od tych, które znamy z drogeryjnej półki?

Oczywiście. Jako przykład weźmy krem – w bardzo dużym uproszczeniu możemy przyjąć, że jest to mieszanka fazy tłuszczowej, wodnej, substancji czynnych oraz emulgatora, który umożliwia połączenie tych substancji oraz otrzymanie emulsyjnej formuły.

Przyjmijmy, że:

– faza tłuszczowa stanowi 30% kosmetyku,

– substancje czynne oraz emulgator po 5%,

– faza wodna to 60%.

W kosmetyku konwencjonalnym fazą tłuszczową są syntetyczne emolienty, oleje mineralne takie jak parafina czy wazelina lub też silikony. Wszystkie te substancje działają jedynie na powierzchni naskórka, zapobiegając utracie z niej wody. Natomiast w kosmetykach naturalnych fazę tłuszczową stanowią oleje i woski roślinne, które nie tylko zapobiegają utracie wody (a więc spełniają podstawowe zadanie stawiane dla fazy tłuszczowej kremu), ale także odżywiają skórę poprzez dostarczanie jej witamin, wzmacniają jej barierę hydrolipidową, co wpływa na skuteczną i długotrwałą poprawę poziomu nawilżenia, a także uczucie gładkiej oraz miękkiej skóry. Niektóre oleje wykazują także działanie przeciwzapalne (np. olej lniany, z czarnuszki), dzięki czemu wspomagają gojenie zmian trądzikowych lub mogą rozluźniać mięśnie i skórę, spowalniając rozwój zmarszczek mimicznych (np. olejek lawendowy, olej z opuncji).

W takiej sytuacji faza olejowa jest nie tylko “bazą” kosmetyku, ale także substancją czynną! A więc w naszym przykładowym kosmetyku substancje aktywne to już 35%, a nie 5%, jak w konwencjonalnym. Jeśli dodatkowo faza wodna w kosmetyku naturalnym zostanie zastąpiona hydrolatem, a nie czystą wodą, to ilość substancji wpływających na poprawę kondycji skóry będzie aż 95%!

Warto także zwrócić uwagę, że nawet producenci konwencjonalnych kosmetyków szczycą się naturalnymi substancjami aktywnymi. Sięgając po dowolny kosmetyk, na opakowaniu przeczytamy, że “zawarty w nim ekstrakt/olej/wyciąg (…) działa w taki- lub taki- sposób” – bo to nie chemia działa na skórę, a natura! Większość substancji chemicznych zawartych w kosmetykach nie ma działania pielęgnującego naszej skóry, wpływa jedynie na konsystencję, lepkość i wygląd kosmetyku.

Dlaczego więc w gabinetach i salonach kosmetycznych nie stosuje się naturalnych preparatów?

Ponieważ pacjentki oczekują wyczuwalnego efektu już po pierwszym zabiegu – a taki mogą zapewnić preparaty z olejami mineralnymi i silikonami. Szkoda tylko, że efekt ten znika po umyciu twarzy, a za taki zabieg trzeba zapłacić dużo więcej, niż gdybyśmy same wykonywały go w domu.

Inną sprawą, która stawia naturalne kosmetyki przeciwko kosmetologii jest ich rzekome działanie alergizujące – na wielu szkoleniach można usłyszeć, że nie powinno się stosować kosmetyków naturalnych, ponieważ bardziej uczulają niż ich konwencjonalne odpowiedniki. To bardzo duże uogólnienie i spłycenie tematu! Kosmetyki naturalne faktycznie, mogą uczulać, ponieważ jest to związane z tym, że substancje aktywne w nich zawarte wnikają na tyle głęboko w skórę, że są w stanie wywołać podrażnienie. Natomiast jeśli kosmetyk działa tylko na powierzchni skóry, jest to oczywiste, że nie wywoła alergii, ale także nie przyniesie spektakularnych efektów pielęgnacji. Dobry kosmetolog zamiast unikać kosmetyków naturalnych, powinien dobrać pacjentowi takie, które nie uczulą jego reaktywnej skóry. W takich sytuacjach warto sięgać po kremy, które nie będą posiadały zbyt dużej ilości ziół, olejków eterycznych czy aromatycznych olejów (np. czarnuszki). Warto mieć na uwadze, że skóry reaktywne nie zawsze reagują alergią – podrażnienie może wynikać z dużej ilości substancji czynnej, a skóra, która nagle została tak mocno zastymulowana zaczyna nam sygnalizować, że coś jest nie tak. W takiej sytuacji warto stopniowo zwiększać intensywność naturalnych preparatów – nie zmieniać całej pielęgnacji z dnia na dzień, a stopniowo wprowadzać nowe produkty. W przypadku olejów, można zdecydować się na rafinowane – poddane wysokiej temperaturze nie posiadają związków, które mogłyby spowodować podrażnienie, ale kwasy tłuszczowe wciąż będą odbudowywać barierę hydrolipidową skóry i zmiękczać naskórek. Można także do oleju rafinowanego stopniowo dodawać zimnotłoczony, aby przyzwyczaić skórę do nowej, bogatszej pielęgnacji. Niektóre oleje są tak bezpieczne, że poleca się je nawet w pielęgnacji niemowląt (np. kokosowy, ze słodkich migdałów, czy słonecznikowy), dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, by osoby o wrażliwych cerach, nie mogły sięgać po naturalne kosmetyki.

Natomiast większość zabiegów kosmetycznych, które wykonuje się cyklicznie w gabinetach np. zabiegi z użyciem kwasów, endermologia, karboksyterapia, laseroterapia i wiele innych – bazują na właściwościach regeneracyjnych naszej skóry! Poprzez wygenerowanie kontrolowanego stanu zapalnego pobudzane są fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny (np. mezoterapia, karboksyterapia) czy też pobudzamy przepływ limfy, by pozbyć się cellulitu (np. endermologia). Podczas takich zabiegów korzystamy z dobrodziejstw natury i mechanizmów, które rządzą naszą skórą – i jak najbardziej są to naturalne metody pobudzania skóry!

Innym skrótem myślowym, który pojawia się w pierwszej chwili mówiąc o naturalnej pielęgnacji jest minimalizm, powrót do metod naszych babć, gdzie dominowało szare mydło. I wielu “ekspertów” naturalnej pielęgnacji zachwala mydła w kostce za ich uniwersalność. To niestety sprawia, że kosmetolodzy nie chcą zgłębiać tajników naturalnej pielęgnacji – w ciągu toku studiów uczy się ich, że skóra, by odpowiednio pracowała, musi mieć zachowaną szczelną barierę hydrolipidową oraz prawidłowe pH, natomiast mydło w kostce to bardzo niefortunny kosmetyk – niszczy jeden oraz drugi czynnik.

Natomiast naturalna pielęgnacja wcale nie oznacza minimalizmu, ani nie zamyka nas też w żadne ramy. Zarówno fanki prostej pielęgnacji jak i osoby preferujące wieloetapowe rytuały pielęgnacyjne są w stanie znaleźć odpowiednie preparaty z działu kosmetyków naturalnych. Aktualnie polski rynek ma bardzo dużą ofertę tych kosmetyków, występują w przeróżnych przedziałach cenowych, dlatego nie trzeba też obawiać się, że nasz portfel ucierpi na zmianie pielęgnacji. Co więcej – powoli zaczynają powstawać kosmetyki do pielęgnacji gabinetowej oparte o naturalne składniki. Każdą chemiczną substancję, można zmienić na naturalny odpowiednik.

Z jakimi problemami pielęgnacyjnymi spotykasz się najczęściej? Co my, kobiety, robimy nie tak z naszą skórą, że wciąż jest albo za sucha, albo za tłusta, zaczerwieniona, odwodniona i pełna niechcianych niespodzianek?

Za taki stan rzeczy odpowiada wiele czynników i są one bardzo indywidualne, jednak powtarzają się pewne schematy:

♦ Brak umiejętności czytania składów INCI kosmetyków – większość kobiet nawet nie wie, że taki skład umieszczony jest na każdym opakowaniu kosmetyku i nie próbuje go rozszyfrować.

Nieprawidłowe oczyszczanie twarzy – a od tej pozornej czynności zależy skuteczność działania później nakładanych kosmetyków! Zazwyczaj pacjentki uskarżają się, że stosują kremy, maseczki, serum, a mimo to nie widzą efektów pielęgnacji. Wtedy warto przypomnieć, że prawidłowa i skuteczna pielęgnacja opiera się na dwóch filarach: dogłębnym oczyszczeniu oraz nawilżeniu cery. Jeśli będziemy przykładać się tylko do tej drugiej czynności, a pierwszą traktować po macoszemu, pielęgnacja nie będzie przynosić efektów.

Zbyt częste sięganie po serum i maseczki – te kosmetyki zawierają wysokie stężenia substancji aktywnych, które mocno pobudzają i stymulują skórę, jednak jeśli byłoby stosowane codziennie, mogą zostać przez skórę odebrane jako czynnik drażniący. A to przyczynia się do wzmożenia zaczerwienień oraz pobudzenia pracy gruczołów łojowych.

Kolejny problem dotyczy osób o cerze trądzikowej – zbyt agresywnie oczyszczają twarz, zapominają o aplikacji kremów, co zamiast do poprawy stanu cery, prowadzi do pogorszenia, przy jednoczesnym rozwoju innych problemów kosmetycznych takich jak cera nadreaktywna czy naczynkowa. Agresywne traktowanie cery przyczynia się do jej odwodnienia i może przyspieszyć efekt starzenia się skóry.

Ostatnim błędem jest niwelowanie efektów naturalnej pielęgnacji poprzez sięganie po kosmetyki kolorowe wypełnione substancjami potencjalnie drażniącymi i komedogennymi. Naturalne kosmetyki to nie tylko preparaty do pielęgnacji, ale także makijażu, który nie tylko nie pogarsza stanu cery, ale wręcz go poprawia – dobrym przykładem są podkłady mineralne w formie sypkiej, które pomagają goić zmiany trądzikowe dzięki zawartości tlenku cynku lub też fluidy/kremy BB naturalne, pełne olejów czy humektantów, które dostarczają dodatkowej porcji nawilżenia i odżywienia cer suchych, odwodnionych, czy dojrzałych.

Czy możesz trochę więcej powiedzieć o oczyszczaniu twarzy? Dlaczego jest to tak istotny element naszej codziennej pielęgnacji?

Ponieważ zalegający na naszej twarzy brud (mieszanka nadmiaru sebum, resztek kosmetyków oraz zanieczyszczeń znajdujących się w powietrzu i osiadających na skórze) uniemożliwia wnikanie głęboko substancji aktywnych zawartych w kosmetykach nawilżających (tj. kremach, maseczkach, serum).

Jak w takim razie oczyszczać twarz, żeby robić to dobrze?

Przede wszystkim pamiętajmy o myciu twarzy zarówno rano, jak i wieczorem. Mówiąc “mycie” mam na myśli użycie kosmetyku, którym masujemy twarz (w zależności od typu naszej cery, mamy szeroki wybór: żele, pianki, emulsje, mleczka – ważne, żeby po umyciu twarzy nie odczuwać “ściągnięcia” ponieważ to znak, że zastosowany kosmetyk był zbyt mocny i naruszył barierę hydrolipidową skóry), a nie przetarcie twarzy płatkiem kosmetycznym nasączonym płynem micelarnym lub tonikiem. Te kosmetyki mają całkiem inne zadanie:

  • płyn micelarny służy jedynie do demakijażu, a więc ma umożliwić dokładne zmycie powierzchni skóry, jednocześnie nie naruszając bariery hydrolipidowej, nawet przy długotrwałym kontakcie z produktem. Płyny te mają też być delikatne dla okolic oka, nie powodować szczypania i pieczenia tej wrażliwej okolicy. Jednak płyn micelarny nie jest w stanie oczyścić tego, co znajduje się głęboko w porach – by usunąć zalegający tam brud należy skórę masować, co poruszę jeszcze w dalszej części akapitu.
  • natomiast celem stosowania toników jest wyrównywanie pH skóry: większość stosowanych kosmetyków do mycia twarzy posiada fizjologiczne pH (wyjątkiem są mydła, które zawsze mają pH zbyt wysokie w stosunku do skóry), jednak pH wody wodociągowej nie zawsze jest równe 7, czasem może przekraczać tę granicę, dlatego należy po każdym umyciu twarzy (a więc po kontakcie z wodą) wyrównać je przy pomocy toniku lub hydrolatu. Jeśli po przetarciu twarzy płatkiem kosmetycznym nasączonym tonikiem widzisz na nim zabrudzenia to znak, że nieprawidłowo wykonałaś demakijaż – w tym celu należy uważniej się do niego przyłożyć lub spróbować innego kosmetyku do demakijażu (do tego celu służy nie tylko płyn micelarny, ale także olejki i mleczka).

Jeśli nosimy makijaż, wieczorne oczyszczanie skóry zaczynamy od jego zmycia, a więc demakijażu. W tym celu możemy użyć płynu micelarnego, olejku lub mleczka – przeprowadzamy je tak długo, dopóki płatek kosmetyczny, którym nasączony był produkt, nie będzie czysty. Preparaty do demakijażu są na tyle delikatne, że nawet przy dwu-trzykrotnej aplikacji kosmetyku nie powinny naruszyć bariery hydrolipidowej – gdyby tak się stało, skóra da nam znać uczuciem “ściągnięcia”. Olejki i mleczka możemy także aplikować bezpośrednio na twarz, wykonać krótki masaż w celu zemulgowania kosmetyków kolorowych i dopiero po tej czynności usunąć kosmetyki przy pomocy nawilżonych płatków kosmetycznych. Rano, gdy nie mamy przecież makijażu, stosowanie kosmetyków do demakijażu jest zbędne.

Następnym krokiem jest dogłębne oczyszczanie porów i jak wspomniałam wcześniej – na tym etapie niesamowicie istotnym krokiem jest masowanie skóry przy pomocy żelu, emulsji, pianki lub mleczka. Masaż powoduje lekkie rozgrzanie skóry (na tyle niewielkie, że osoby o cerach naczynkowych nie muszą się go obawiać), dzięki któremu otwierają się pory, a kosmetyk ma szansę wniknąć w nie i wyciągnąć to, co w nich głęboko zalega. Podczas mycia twarzy nie należy obawiać się wody, ponieważ nie ona szkodzi skórze – dyskomfort po zastosowaniu wody wynika z użycia zbyt mocnych kosmetyków myjących lub tzw. “twardej” wody – jeśli więc obserwujesz u siebie taki dyskomfort, a jesteś pewna, że stosujesz odpowiednio delikatne kosmetyki do mycia twarzy, spłukaj twarz przegotowaną lub źródlaną wodą.

Często pokutuje błędne przekonanie, że po nocy skóra jest czysta, dlatego nie wymaga oczyszczenia. W ciągu nocy skóra także produkuje sebum oraz pot. Ponadto pościel jest niestety siedliskiem bakterii i roztoczy, a skóra ma z nią kontakt przez całą noc. Dodatkowym siedliskiem patogenów jest śpiący (i przy okazji chrapiący, plujący, śliniący się) obok nas partner/dziecko/zwierzak. Dlatego też rano należy umyć twarz – i to przy pomocy żelu, emulsji, pianki lub mleczka, a nie przetarcia twarzy płatkiem kosmetycznym lub samą wodą.

Niestety część osób nadmiernie ceni sobie wygodę i szuka produktów, które już przy pomocy jednego kosmetyku mają oczyścić skórę z makijażu, odblokować pory i stonizować cerę. Niestety, mimo zapewnień producentów, takie kosmetyki nie są dobrym wyborem i przy  długotrwałym i systematycznym ich stosowaniu zaobserwujemy, że skóra zaczyna przysparzać coraz więcej problemów.

Pamiętajmy także o tak prozaicznych czynnościach jak czytanie sposobu użycia kosmetyków – w ciągu swojej pracy spotkałam się z wieloma kreatywnymi możliwościami stosowania kosmetyków, jednak nie każdy z tych pomysłów był dobry. Najbardziej w pamięci utkwiły mi historie pań, które – z powodu roztargnienia lub może wygody – stosowały żel do mycia twarzy na płatek kosmetyczny i przecierały nim twarz, nie zmywając później wodą lub wklepywały ów żel w skórę, a następnie nakładały na niego krem lub od razu makijaż.

Na zakończenie tematu oczyszczania jeszcze raz podkreślę, że mydła – także te naturalne, ręcznie robione,czy pochodzące z manufaktur nie są dobrym wyborem dla skóry. Zdaję sobie sprawę, że są osoby, które mydła stosują i są z nich zadowolone, jednak osobiście odradzam ich stosowanie ze względu na zaburzanie pH skóry (a ono prowadzi do nieprawidłowego rozwoju flory bakteryjnej na skórze, a także nieprawidłowe wytwarzanie ceramidów naskórka, które mają wpływ na nawilżenie i młody wygląd skóry) oraz zbyt agresywne mycie – mydła wymywają lipidy i białka skóry prawie tak samo agresywnie jak SLS, jednak nie zawsze to odczuwamy, ponieważ część z mydeł robionych jest w taki sposób, by zawierać niezmydlone kwasy tłuszczowe, których celem jest pozostawienie na skórze ochronnej warstwy. Niestety, żaden olej nie zastąpi naszej fizjologicznej bariery hydrolipidowej, która jest dla każdego z nas troszeczkę inna. Zawarte w olejach kwasy tłuszczowe mają wzmacniać i odbudowywać barierę hydrolipidową, a nie całkowicie ją zastępować.

Nie mogę nie zapytać Cię też o czytanie składów kosmetyków. Wiele osób szybko się do tego zniechęca, bo te wszystkie nazwy są trudne, obce, niełatwe do wypowiedzenia. Czy możesz wymienić te substancje, których polecasz unikać w kosmetykach i wyjaśnić, dlaczego nie są dobrym wyborem dla naszej skóry?

Oczywiście. Zacznę od popularnej parafiny, która w kosmetykach występuje pod nazwami paraffinum liquidum, mineral oil, petrolatum, paraffin oil. Jest to substancja, która tworzy na skórze nieprzepuszczalny film, który uniemożliwia docieranie tlenu do skóry, a to prowadzi do rozwinięcia się na niej środowiska beztlenowego, w którym nadmiernie rozwijają się bakterie odpowiadające za zmiany trądzikowe: Propionibacterium acnes. Ponadto długotrwałe stosowanie parafiny sprawia, że skóra przestaje produkować odpowiednie ilości bariery hydrolipidowej, dlatego osoby o skórach suchych, czy atopowych, które próbują odstawić kosmetyki z parafiną, często uskarżają się na problem niedostatecznego nawilżenia skóry – jest to na szczęście etap przejściowy i wystarczy znaleźć kosmetyki odpowiednie dla cery, a także pozwolić skórze zacząć pracować. W przypadku skór suchych i atopowych produkcja sebum jest mniejsza niż normalnie i tym bardziej należy dbać, by skóra możliwie długo miała możliwość jego samodzielnego wytwarzania. Natomiast parafina to substancja pozyskiwana w procesie rafinacji ropy naftowej, z której otrzymywaniem wiąże się wiele kontrowersji jak np. skażenie oceanów – z tego względu nie jest ona wykorzystywana w kosmetykach naturalnych, które z założenia mają być nie tylko bezpieczne dla skóry, ale także otaczającego nas środowiska.

Kolejną grupą substancji, których warto unikać są działające komedogennie silikony. Łatwo rozpoznać je w składzie kosmetyków po nazwie z dopiskiem Silicone np. Silicone Quaternium 16, czy końcówkach: -thicone  jak Dimethicone oraz – siloxane np. Cyclopentasiloxane.

Silikony to bardzo szeroka grupa związków i wśród nich możemy znaleźć formuły bardziej lub mniej treściwe, jednak chociaż w stanie czystym wg badań ich komedogenność wynosi 0, to w formulacjach “ulatnianie się” silikonów jest utrudnione, ponieważ dochodzi do ich związania z podłożem kosmetyku. Natomiast w kwestii włosów warto pamiętać, że silikony nadbudowują się na ich powierzchni, a przez to utrudniają wnikanie substancji czynnych w głąb włosa. To sprawia, że po umyciu włosów szamponem bez silikonów, stają się one suche, matowe i szorstkie. Najczęstszą reakcją jest obarczenie szamponu za zły wygląd fryzury, a sprawa nie jest tak prosta – otóż stan, w jakim widzimy w tej sytuacji nasze włosy, to ich realny stan po wymyciu silikonu. Dopiero teraz, nakładanie na włosy olejów, masek i odżywek może dać najlepsze i długotrwałe efekty – dlatego warto wytrwać w naturalnej pielęgnacji włosów i przemęczyć ten przejściowy okres, który zazwyczaj trwa ok. 2-3 tygodni. Wiele pań decyduje się na naturalną pielęgnację włosów, jednak wciąż zabezpiecza końcówki silikonowym serum – rozumiem takie działanie, ponieważ serum zabezpiecza końcówki przed rozdwajaniem się, ale osobiście odradzam sięganie po silikonowe produkty nawet w tak prozaicznych aspektach pielęgnacji – silikony nie są substancjami biodegradowalnymi i znów pojawia się problem ich szkodliwości wobec środowiska. Bardzo dobrym zamiennikiem dla silikonowego serum jest np. bioferment z bambusa, który nie kosztuje więcej niż dobre silikonowe serum, a tak samo dobrze zabezpiecza końcówki przed urazami!

Kolejnym składnikiem, którego szczerze polecam się wystrzegać, jest etanol. W kosmetyku może służyć zarówno jako substancja konserwująca oraz usprawniająca wnikanie substancji aktywnych wgłąb skóry. Niestety, usprawnienie wnikania substancji czynnych wiąże się z właściwościami odtłuszczającymi tego alkoholu – usuwa on barierę hydrolipidową skóry. Długotrwałe usuwanie tej bariery będzie prowadzić do rozregulowania pracy gruczołów łojowych – na nic głębsze wnikanie substancji aktywnych, skoro skóra będzie bardziej podatna na podrażnienia i ucieczkę wody z naskórka – stanie się bardziej odwodniona, zaczerwieniona oraz będzie próbować produkować więcej sebum, by zapobiec ucieczce wody, a to może dodatkowo nasilić problem trądziku. Błędnym jest mniemanie, że alkohol wyparowuje z kosmetyku – tak samo jak inne substancje, alkohol zostaje związany z formulacją i podobnie jak woda (podstawowy składnik większości kosmetyków) nie ma możliwości odparowania z gotowego preparatu. Etanol znajdziemy w INCI jako: Ethanol, Alcohol, Alcohol denat, Grain Alcohol, czy DRF Alcohol. Tak samo wysuszającym alkoholem jest izopropanol, który znajdziemy pod nazwą Isopropyl Alcohol, Isopropanol.

W kosmetykach możemy także znaleźć inne rodzaje alkoholi jak np. Cetyl Alcohol czy Cetylostearyl Alcohol – te związki mają całkiem inną budowę chemiczną, a przez to wykazują odmienne działanie – zapobiegają utracie wody z naskórka, są także bardzo bezpieczne i dopuszczone do stosowania nawet w kosmetykach dla dzieci.

Inną substancją naruszającą barierę hydrolipidową jest substancja myjąca Sodium Lauryl Sulfate, w skrócie SLS – ta substancja odpowiada nie tylko za właściwości myjące, ale także pienienie się kosmetyku. Często zgubnie myślimy, że im lepiej kosmetyk się pieni, tym bardziej jest wydajny – niestety, im kosmetyk mocniej się pieni, tym mocniej oczyszcza skórę. A substancja myjąca nie odróżnia brudu i lipidów bariery ochronnej naskórka i wymywa je wszystkie. To prowadzi nie tylko do pogorszenia stanu cery, ale także przyczynia się do osłabienia cebulek włosów, wzmożenia ich puszenia, świądu skóry na ciele i głowie, czy też pojawiania się drobnopłatkowego złuszczania, z którym na ciele walczymy poprzez aplikację balsamów (które notabene nie zawsze jest skuteczne, ponieważ zaburzanie naturalnych funkcji skóry nie może zostać po prostu zatuszowane poprzez aplikację kosmetyku), a na głowie często mylimy je z łupieżem, który ma całkiem inną przyczynę (nadkażenie grzybem Malassezia furfur , a nie wysuszeniem skóry).

Warto także pamiętać o innej substancji myjącej – Sodium Coco-Sulfate (SCS) zwanej “naturalnym SLS-em” – obie substancje pozyskiwane są w bardzo podobny sposób: z oleju kokosowego, jednak różnica polega na tym, że SCS pozyskiwany jest z całej frakcji olejowej kokosa, a SLS jedynie z kwasu laurynowego wyodrębnionego z frakcji olejowej kokosa. To oznacza, że SCS jest mieszanką różnych związków, z których aż 70% może stanowić SLS, dlatego dla wielu osób kosmetyki na bazie SCS również będą zbyt agresywnie oczyszczające. Obie substancje są jednak bezpieczne dla środowiska, dlatego mogą znajdować się w kosmetykach naturalnych, jednak ze względu na ich wysoki potencjał drażniący, odradzam ich stosowanie zwłaszcza w przypadku problematycznych cer, które wymagają stosowania jak najbezpieczniejszych kosmetyków, które z pewnością nie nasilą niechcianych problemów. Dlatego nawet, jeśli kosmetyk zostaje opisany przez producenta jako naturalny, należy sprawdzić jego skład INCI.

Fajnie, że wyjaśniłaś różnice między SLS i SCS, bo często jestem pytana o to, czy SCS jest na pewno dobrym składnikiem szamponu. Czy jest coś jeszcze, czego powinniśmy unikać w kosmetykach?

W kosmetykach naturalnych nie powinny znajdować się substancje oksyetylenowane, tj. takie, do których produkcji został użyty tlenek etylenu. Sam ten tlenek nie jest szkodliwy, jednak podczas procesu oksyetylenowania surowca, może dojść do wytworzenia się gazu – dioksanu. A ten już ma potwierdzone szkodliwe działanie nie tylko na skórę (podrażnienie), ale też na cały organizm (kancerogenność), dlatego producenci mają obowiązek usuwać ewentualnie powstały dioksan. I tutaj pojawia się problem, ponieważ niektórzy chemicy uważają, że nie jest możliwym całkowite usunięcie dioksanu z kosmetyku, dlatego przyjmuje się dopuszczalne niskie stężenia tego gazu w surowcu, inni natomiast twierdzą, że gdyby dioksan zaczął ulatniać się z kosmetyku, zmieniłby on swoją postać co byłoby sygnałem dla klienta, że kosmetyk jest zepsuty i nie należy go stosować. Osobiście wolę dmuchać na zimne i zachęcam do unikania tych kontrowersyjnych substancji. Jak naprawdę wygląda sytuacja z zawartością dioksanu w kosmetykach, pewnie dowiemy się za kilkadziesiąt lat – do tego czasu lepiej zapobiegać, niż leczyć. Substancje oksyetylenowane poznamy po charakterystycznej końcówce “-eth” np. Sodium Laureth Sulfate (SLES), czy przedrostkach PEG i PPG.

Przeczytaj też: Co najbardziej szkodzi w kosmetykach?

Substancjami, które niczym kij, mają dwa końce, są promotory przenikania – z jednej strony mają usprawnić wniknięcie substancji czynnych głęboko w skórę, jednak często odbywa się to poprzez naruszenie bariery hydrolipidowej skóry, o czym wspomniałam już przy temacie etanolu. Jednak to, o czym często się zapomina to fakt, że zadaniem kosmetyku jest pielęgnacja, wzmacnianie naturalnych funkcji skóry, jej podpora, a nie usilne “wpychanie” substancji aktywnych jak najgłębiej. Żaden kosmetyk nie da takiego efektu rewitalizującego jak profesjonalne zabiegi kosmetologiczne czy z zakresu medycyny estetycznej – dlatego próby jak najgłębszego wniknięcia substancji uelastyczniających, czy pobudzających syntezę kolagenu i elastycznych jest bezcelowe i nie oznacza lepszych efektów pielęgnacji. Kosmetyki mają działanie prewencyjne – zapobiegają starzeniu się skóry, pojawieniu się naczynek oraz przebarwień, ale nie cofną całkowicie tych zmian, które już pojawiły się na skórze. Substancjami, które służą jako promotory wchłaniania to wyżej wymieniony etanol, a także glikol propylenowy i butylenowy (Propylene/Butylene Glycol). Substancją, która także narusza barierę hydrolipidową jest służący do wiązania metali ciężkich Disodium EDTA.

Poruszając kwestię szkodliwych substancji nie można pominąć tematu konserwantów – to na te substancje jako pierwsze zaczęli zwracać uwagę konsumenci. Czy możesz powiedzieć coś więcej na ich temat?

Aktualnie na rynku znajdziemy kosmetyki bez konserwantów, jednak nie są dystrybuowane na szeroką skalę, ponieważ należy wytwarzać je w małych partiach i świeże dostarczać do klienta. Taki kosmetyk nie może stać na sklepowych półkach, a w warunkach domowych powinien być przechowywany w lodówce, co utrudnia zabieranie takich kosmetyków w podróż. Dlatego zdecydowana większość kosmetyków jest konserwowana (w przeciwnym wypadku zepsułaby się w ciągu kilku dni), a wybór konserwantów aktualnie jest bardzo szeroki! Konserwantami, których radzę unikać są “donory formaldehydu”– są to substancje potencjalnie drażniące, które pod wpływem niekorzystnych warunków przechowywania mogą zacząć wydzielać trujący formaldehyd. Tymi konserwantami są: Diazolidinyl Urea, Imidiazolidinyl Urea, DMDM Hydrantoin, Quaternium-15.

Sprawdź: Czy w konserwanty w kosmetykach są niezbędne?

Wiele zamieszania i mitów narosło wokół parabenów – głównie za sprawą ich potencjalnie kancerogennego działania, jednak badania te nie zostały jednoznacznie potwierdzone. Same parabeny nie wpływają negatywnie na skórę – nie podrażniają jej (wyjątkiem jest osobnicza nadwrażliwość), nie nasilają trądziku, nie wysuszają.

Konserwantami bezpiecznymi, które mogą być stosowane w kosmetykach naturalnych jako niedrażniące i z którymi nie wiąże się ryzyko toksyczności są: kwas dehydrooctowy – Dehydroacetic Acid, alkohol benzylowy – Benzyl Alcohol, kwas sorbowy –Sorbic Acid, sole kwasu benzoesowego – Sodium Benzoate.

W celu łatwiejszego zapamiętania substancji, których powinno się unikać w kosmetykach, proponuję skopiować lub zapisać poniższą tabelę i mieć ją zawsze przy sobie podczas kosmetycznych zakupów:

Nazwa substancji wg INCI: Możliwe działanie nieporządane:
Parafinum (liquidum), Paraffin, Mineral Oil komedogenne
Silicone, -thicone, -siloxane komedogenne
Ethanol, Alcohol (denat.), DRF Alcohol, Grain Alcohol wysuszające
Isopropyl Alcohol, Isopropanol wysuszające
Sodium Lauryl Sulfate agresywnie oczyszczające
PEG, PPG, -eth drażniące
Propylene Glycol, Butylene Glycol naruszające barierę hydrolipidową
Disodium EDTA naruszające barierę hydrolipidową
Diazolidinyl Urea, Imidiazolidinyl Urea, DMDM Hydrantoin, Quaternium-15 drażniące

Prowadzisz blog, na którym można znaleźć mnóstwo cennej wiedzy dotyczącej naturalnej pielęgnacji i  kosmetyków, sposobów ich stosowania i podpowiedzi, jak dopasować kosmetyki do konkretnych typów cery itd. Powiedz, do kogo przede wszystkim kierujesz swojego bloga? Czy jest to miejsce dla osób rozpoczynających naturalną pielęgnację, czy już bardziej zaawansowanych w tym temacie?

Blog jest zarówno dla osób początkujących, jak i weteranów naturalnej pielęgnacji. Staram się opisywać tematy wyczerpująco, a przy tym zwięźle oraz w sposób zrozumiały, nawet dla osób spoza branży kosmetycznej. Opowiadam o procesach fizjologicznych czy reakcjach chemicznych w taki sposób, żeby osoba początkująca bez trudu zrozumiała temat, a i osoba obeznana z naturalną pielęgnacją mogła dowiedzieć się czegoś nowego. Dlatego niezależnie od stopnia wtajemniczenia w naturalną pielęgnację, zapraszam serdecznie na stronę kosmetologia-naturalnie.pl!

Dziękuję za rozmowę. 

 

Jestem pewna, że moja rozmowa z Agnieszką odpowiedziała na wiele trapiących Was pytań. Sama bardzo dużo na niej skorzystałam! Jeśli jednak macie jakieś pytania dotyczące tego, o czym mówiła Agnieszka, śmiało piszcie je w komentarzach – na pewno otrzymacie odpowiedź! 

Koniecznie udostępnijcie też ten wpis swoim znajomym na Facebooku i dajcie im szansę skorzystać z cennych rad, wiedzy i doświadczeń, którymi podzieliła się z nami Agnieszka.