Właśnie przełożyłam kartkę w kalendarzu na grudzień, rozpisałam co mam do zrobienia w jego pierwszej połowie, kilka razy głośno westchnęłam. Czeka mnie teraz okres bardzo wytężonej pracy, z przerwą na krótki wyjazd. Dlatego póki jest jeszcze spokojnie, postanowiłam spisać listopadowe tu i teraz, na które mam nadzieję, że czekaliście.

Czuję się…

Wczoraj wróciłam z Gdańska i dzisiaj dopadło mnie takie zmęczenie, jakbym przez te 3 dni w ogóle nie spała i balowała do rana. Musiałam więc odespać, chwilę się zregenerować i powoli czuję, że odzyskuję siły i energię do działania. To były bardzo aktywnie spędzone, pełne emocji dni. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam spędzić trochę czasu tylko z Leną, bo od kiedy pojawił się Natan, mamy takich chwil tylko dla siebie zdecydowanie za mało. A wiem, jak bardzo ona tego potrzebuje, ja zresztą też. Ten nasz babski wypad był pełen ciepła, radości i dobrych emocji. I takie uczucia wypełniają mnie też teraz, gdy piszę ten wpis.

Cieszę się…

Z tego, że już grudzień. I chociaż mam w tym miesiącu sporo pracy, to jak co roku, cieszę się na święta, które po raz pierwszy spędzimy w Norwegii. Już myślę, nad świątecznymi potrawami, testuję nowe przepisy, wczoraj rozglądaliśmy się za choinką i pewnie za kilka dni wywiesimy w oknie świąteczną gwiazdę.

Potrzebuję…

Motywacji, żeby robić wszystko z planem i sobie nie odpuszczać. Bo to niestety rozsypie mi cały plan działania, który tym razem musi być zrealizowany punkt po punkcie i zgodnie z wyznaczonymi terminami. Tym, czego będę potrzebować przez najbliższe dni jest też spokój, bo jak zacznę się stresować, że coś mi nie wyjdzie, albo że nie zdążę, to będzie po mnie 🙂

Czekam…

Tak, jak napisałam już punkt wyżej, czekam na święta. I na śnieg, bo w całej Norwegii biało, a u nas jakoś tak niekoniecznie 🙂

Czytam…

Mój ulubiony magazyn dla kobiet „Uroda Życia”. Zaczęłam też pierwszą część książki „Ósme życie”, ale w najbliższym czasie raczej nie uda mi się jej skończyć.

Oglądam…

Aktualnie nic nie oglądam, ale pewnie lada moment będę oglądać świąteczne filmy, które uwielbiam i które chyba nigdy mi się nie znudzą.

Słucham…

Dziecięcych piosenek, przy których Natan stawia pierwsze taneczne kroki. „Jadą, jadą misie”, „Miała baba koguta”, „Ta Dorotka” i inne takie, z „Kaczuszkami” włącznie, to towarzyszący mi codziennie repertuar.

Uczę się…

Poza norweskim, uczę się też bycia bardziej offline. Nie mam już, tak jak wcześniej, możliwości pracy w ciągu dnia, bo Natan mało śpi, a jak nie śpi, to nie mam możliwości spędzenia przy komputerze więcej niż 10-15 minut. Dlatego zamiast się stresować, że nie mogę nic robić, a tyle bym chciała, staram się o tym nie myśleć i spokojnie pić ciepłą kawę na kanapie.

Chciałabym…

Wznowić treningi na siłowni. Bo nie byłam tam od 3 miesięcy…

 

I to tyle na dziś! Teraz to Wy dajcie znać, jak Wasz listopad, co dobrego Was spotkało, co czytacie, oglądacie i na co czekacie!