Lifestyle

Co mi dało blogowanie? Refleksje po dwóch latach prowadzenia bloga

Wiecie, że blog kilka dni temu obchodził drugie urodziny? Postanowiłam jednak nie urządzać hucznych obchodów i świętować tej okazji jakoś szczególnie, za to dzisiaj, chcę się podzielić z Wami krótkim podsumowaniem oraz opowiedzieć o tym, co mi dało blogowanie. Tych refleksji jest sporo, jeśli więc macie ochotę napić się kawy, zróbcie ją sobie zanim zaczniecie czytać.

Czego nie wiedziałam dwa lata temu?

Bloga założyłam za namową męża, nie do końca świadoma tego, co się z tym wiąże. Oczywiście wiedziałam, że trzeba od czasu do czasu coś napisać, podlinkować na Facebooku i zachęcić ludzi do tego, by chcieli przeczytać mój wpis. Tak naprawdę nie wiedziałam o blogowaniu jednak nic i teraz, po dwóch latach, jestem o tyle mądrzejsza, że gdybym miała zakładać bloga po raz drugi, długo bym się zastanawiała, czy na pewno chcę się w to pakować.

Bo chociaż blogowanie jest fajne, to jest też bardzo angażujące. Wymaga systematyczności, kreatywności, cierpliwości, uczenia się wciąż nowych umiejętności. Pisząc bloga nie jesteś tylko autorem treści, ale musisz być też marketingowcem i umieć tę treść sprzedać. Musisz być też swoim własnym managerem, by umieć się wypromować i specjalistą od WordPressa, by bloga ulepszać i szybko reagować, gdy coś psuje. Fajnie, gdy będziesz też specjalistą od mediów społecznościowych, fotografem i przede wszystkim sobą. Bo autentyczność w blogowaniu jest najważniejsza.

Chcąc pisać dobrego bloga trzeba też chcieć się rozwijać i uczyć. Wiedzieć, o czym chce się pisać, dla kogo i po co. I tworzyć jak najlepszą treść, która będzie tym, co przyciągnie czytelników i ich na blogu zatrzyma. A do tego potrzeba ogromnych pokładów cierpliwości, wiary we własne możliwości i umiejętności oraz tego czegoś, co się nazywa charyzmą.

To tyle słowem wstępu. Teraz czas na konkrety!

Krótkie podsumowanie dwóch lat blogowania

W stosunku do siebie jestem dość wymagająca i krytyczna. Często brakuje mi pewności, że to, co robię, jest dobre, najchętniej wszystko bez końca bym poprawiała i ulepszała.

Z blogiem jest jednak inaczej. Przez dwa lata stworzyłam miejsce, które naprawdę lubię. Chociaż nie zawsze wszystko wychodzi mi tak, jakbym chciała, widzę, jak ogromne postępy zrobiłam.

Po dwóch latach blogowania nie mam już problemu z mówieniem o tym, o czym jest mój blog, pomysły na wpisy wypełniają dwa zeszyty, a ich pisanie sprawia mi większą przyjemność niż kiedykolwiek.

Robię coraz lepsze zdjęcia, piszę coraz lepsze treści. Mam coraz większe grono stałych czytelników i wciąż przybywa nowych. Blog przybrał już określony charakter, wszystko co na nim robię jest ze sobą spójne, a ja nie muszę zastawiać się, czy coś pasuje, czy nie. Tworzenie treści, czyli pisanie blogowych wpisów stało się przez te dwa lata dużo łatwiejsze, bo wiem już, co najbardziej lubicie czytać, co Was interesuje i jak pisać, żebyście chcieli do mnie wracać.

To, co do tej pory kulało, to moje media społecznościowe. Ale tak naprawdę dopiero teraz wiem, co chcę robić na Facebooku, jak do Was mówić, jaką treść tam prezentować i widzę, że to też już przynosi efekty. Bardzo chciałam to napisać i cieszę się, że mogę to zrobić – fanpage bloga na Facebooku ma już ponad 3000 obserwatorów! I ten piękny wynik osiągnęłam dzień po tym, gdy blog obchodził drugie urodziny, czyli 4 maja.

Niesamowite jest też to, że na Instagramie w tym czasie udało mi się przekroczyć nieosiągalną do tej pory liczbę 1000 obserwatorów!

A statystyka bloga? Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że mój blog będzie odwiedzało miesięcznie ponad 40 000 unikalnych użytkowników – wyśmiałabym go, oczywiście po cichu licząc, że tak właśnie będzie. Ale to jest fakt i jednocześnie ogromny sukces, pokazujący, jak dużo przez ten rok osiągnęłam. Bo w maju 2016 roku bloga odwiedzało niecałe 5 000 unikalnych użytkowników miesięcznie. Po upływie roku jest ich o 35 000 więcej!

Jestem też mega szczęśliwa móc wysyłać co dwa tygodnie newsletter do ponad 600 osób!

Podsumowując ostatni rok blogowania nie mogę pominąć też momentów wzruszenia i ogromnej radości, które towarzyszyły mi, gdy ujrzałam swój blog wśród nadziei polskiej blogosfery w Rankingu najbardziej wpływowych blogerów 2016 roku oraz gdy czytałam to, co o moim blogu pisali inni blogerzy w ramach akcji Share Week, w której otrzymałam wyróżnienie. Takich momentów było zresztą jeszcze więcej, bo i maile, które od Was dostaję potrafią nie tylko wzruszyć, ale dodać mi mega powera do dalszej pracy.

A czy jest coś, co się nie udało? Pewnie tak. Ale nie są to chyba na tyle istotne rzeczy, żebym umiałam wskazać i nazwać je teraz.

Co mi dało blogowanie?

To teraz czas na kilka refleksji.

Odpowiadając na pytanie, co mi dało blogowanie, muszę zacząć od tego, co mi zabrało. A jest to wolny czas, którego od kiedy piszę bloga, nie mam prawie wcale.

Blogowanie traktuję bardzo poważnie i podchodzę do niego tak, jak do pracy. Z pełnym zaangażowaniem i profesjonalizmem. A to się wiąże też z ogromną inwestycją czasową. Bo napisanie tekstu to jedno, ale ogarnięcie go pod kątem SEO, zrobienie i obrobienie lub wynalezienie dobrych zdjęć, dystrybucja i promocja treści w social mediach, odpowiadanie na maile i komentarze to też część blogowych obowiązków, które wymagają poświęcenia sporej ilości czasu. A ja tego czasu, jak dobrze wiecie, dużo nie mam.

Dlatego pierwszą z umiejętności, jakie dało mi blogowanie była umiejętność organizacji pracy i czasu, w takich warunkach, jakie mam, czyli łącząc pisanie bloga z prowadzeniem domu, opieką nad dwójką dzieci i pracą zawodową, którą wykonuję w domu.

Dzięki blogowaniu odkryłam swoją pasję, którą stało się właśnie blogowanie. Stałam się też bardziej kreatywna, nauczyłam się wielu rzeczy, o których nie miałam pojęcia, nabrałam większej pewności siebie. Pozbyłam się oporów, by poprosić kogoś o pomoc, albo o coś zapytać. Wiele razy zdarzało mi się pytać innych blogerów o coś, co nie było dla mnie oczywiste, poprosić o rozwianie wątpliwości, radę, czy pomoc.

Poznałam wiele wspaniałych osób i blogów, które inspirują mnie do fajnych rzeczy.

Udoskonaliłam wiele swoich umiejętności, rozwinęłam się pod kątem pisania, robię lepsze zdjęcia.

Zarobiłam pierwsze pieniądze na treściach, które opublikowałam na blogu.

Stałam się bardziej wymagająca w stosunku do siebie, co jest dobre, bo blog dzięki temu zyskuje.

Umiem radzić sobie ze spadkiem motywacji i brakiem weny. Pokonałam też dwa dość duże kryzysy związane z blogowaniem.

Odkryłam, jaką przyjemność sprawia przekazywanie innym swojej wiedzy, inspirowanie ich do zmian, motywowanie i dzielenie się swoim doświadczeniami.

Nauczyłam koncentrować się na tym,co naprawdę ważne, nie przejmować tym, na co nie mam wpływu i doceniać każdy mały sukces.

Przestałam porównywać się do innych.

I nauczyłam się cierpliwe czekać na to, że mój czas w końcu nadejdzie 🙂

Momenty zwątpienia i plany

Czy przez te dwa lata miałam chwile zwątpienia? Tak. Na szczęście nie trwały one długo i szybko udawało mi się o nich zapomnieć. Prawdziwy kryzys, o czym już wspomniałam, miałam dosłownie kilka dni temu. Trwał dość długo i musiałam kompletnie odciąć się od pisania i myślenia o blogu, by wszystko wróciło do normy. I chociaż Wy tego nie widzieliście, bo na blogu wszystko toczyło się swoim torem, to w mojej głowie toczyła się prawdziwa walka i pojawiały się nawet myśli, żeby sobie odpuścić. Tak, dobrze zrozumieliście. Myślałam o tym, żeby przestać blogować.

Ale spokojnie, nie przestanę. I będę dalej robić to co do tej pory, a jeśli uda mi się jeszcze zacząć realizację któregoś z pomysłów, których mam tak dużo, to blog i Wy bardzo na tym zyskacie. Niestety główną blokadą dla wszystkich nowości jest brak czasu. I być może dopiero wtedy, gdy Natek pójdzie do przedszkola (czyli za minimum rok) coś w tym zakresie się zmieni. Póki co nagrywanie filmów i podcastów musi sobie spokojnie zaczekać. I kilka innych fajnych projektów też.

Najfajniejsze jednak w tym wszystkim, o czym dzisiaj napisałam o blogowaniu i co chciałam Wam o tych dwóch latach opowiedzieć jest to, że jesteście tu ze mną! Że czytacie, wspieracie, komentujecie, dzielicie się moimi wpisami, piszecie do mnie i zostawiacie lajki na fejsie i serduszka na Instagramie. Bez Was tego bloga by nie było!

I dlatego bardzo Wam za to wszystko dziękuję i zapewniam, że będę jeszcze bardziej się starać, by dostarczać Wam jak najlepsze i najbardziej pożyteczne treści.

 

Za kilka dni podzielę się z Wami też moimi poradami dla początkujących blogerów. Wpis jest już gotowy i jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z blogowaniem, dążycie do tego, żeby rozwinąć tworzone przez siebie miejsca w sieci, albo potrzebujecie impulsu do zmian – ten wpis może Wam w tym pomóc. Dlatego nie możecie go przegapić 🙂

 

OK. Trochę się rozgadałam, ale i też dużo miałam do przekazania. Liczę jednak na to, że dobrnęliście do końca i nie uznajecie czasu, który na to poświęciliście za zmarnowany. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawicie mi pod tym wpisem jakiś miły komentarz, napiszecie co Wam się na blogu najbardziej podoba i czego Wam brakuje. Z przyjemnością odpowiem też na wszystkie pytania dotyczące prowadzenia bloga, więc jeśli chcecie o coś zapytać, to śmiało, zróbcie to! 🙂

Jeśli spodobał Wam się ten wpis lub uważacie, że może się komuś przydać, dajcie mi o tym znać – skomentujcie lub udostępnijcie. Będzie mi bardzo miło!

Bądźcie też na bieżąco z kolejnymi wpisami na blogu i moimi aktualności w social mediach. Polubcie fanpage bloga na Facebooku i koniecznie zaglądajcie na Instagram, gdzie nie tylko dodaję zdjęcia, ale jestem też niemal codziennie na Instagram Stories.