Zabieram Was dzisiaj na małą wycieczkę po norweskim markecie. Zobaczycie, jakie nietypowe, dość oryginalne oraz zaskakujące produkty spożywcze można tu kupić i kto wie, może będąc w Norwegii odważycie się ich spróbować?

Oferty norweskich marketów na pierwszy rzut oka nie różnią się od oferty polskich sklepów. Kupimy więc tu wszystko to, co niezbędne w kuchni – od świeżych i mrożonych warzyw i owoców, nabiału, mąk, makaronów, pieczywa, wędliny do słodyczy, kawy, lekkiego alkoholu i produktów dla małych dzieci, czyli kaszek, deserków, dań obiadowych. Są też oczywiście kosmetyki, środki czystości i artykuły higieniczne. Czyli w zasadzie wszystkie produkty pierwszej potrzeby. Ale gdy przyjrzymy się temu, co znajduje się na półkach bliżej, kilka rzeczy może nas nieco zaskoczyć.

Co znajdziemy na półkach w norweskim markecie?

Pierwszą z nich jest to, że wybór towarów jest tu dość ograniczony. Drugą rzeczą jest to, że większość produktów pochodzi z oferty krajowych producentów i mało jest tu produktów z innych krajów. Wyjątkiem są i zawsze będą owoce i warzywa, które w większości są sprowadzane (np. z Hiszpanii), bo tych norweskich jest niezwykle mało. I tak, wiem, w Polsce też jemy hiszpańskie pomidory. Ale w sezonie możemy cieszyć się też smakiem tych polskich, a norweskich pomidorów do tej pory nie widziałam.

Bardzo dużo gotowców, czyli produktów gotowych do bezpośredniego spożycia po wyjęciu z opakowania, ewentualnie podgrzaniu w mikrofali, to kolejna rzecz, która bardzo mocno rzuca się w oczy. Niestety żywność wysokoprzetworzona zajmuje w ofercie norweskich sklepów bardzo ważne miejsce i możemy kupić np. gotowe naleśniki, mięsne pulpety, placki z ryby, ryż na mleku, rybę z warzywami i wiele innych dań gotowych do bezpośredniego spożycia. Poza gotowcami możemy kupić tu też mrożone pieczywo, pieczywo zapakowane w próżniowe worki, które wymaga tylko lekkiego podpieczenia i jest gotowe do spożycia, bardzo dużo produktów w puszkach i gotowe sosy do makaronu, czy ryżu. Są też gotowe mieszanki do wypieku ciast, chleba, gofrów, babeczek, placków, dostępne również w wersji bezglutenowej i bezcukrowej.

Bez cukru, ale z konserwantami

Produkty bez cukru, bez glutenu, bez laktozy są tu bardzo popularne. Podobnie, jak produkty bez oleju palmowego. Ale co z tego, skoro większość z nich to właśnie produkty o wysokim stopniu przetworzenia i z dużą ilością konserwantów?

To, że żywność zawiera dużo konserwantów, a dużą część asortymentu stanowią mrożonki, puszki, produkty z długą datą przydatności do spożycia itd. wynika ze specyficznych warunków życia. Nie każdy ma sklep pod nosem, albo tuż za rogiem i często do najbliższego miejsca, gdzie może zrobić zakupy ma do przejechania kilkadziesiąt kilometrów. Dlatego po zakupy nie jeździ się codziennie, a robiąc je na cały tydzień, a czasami nawet dwa, kupuje się właśnie to, co może być długo przechowywane. Nie tłumaczy to jednak w żaden sposób norweskiej miłości do parówek, które są tu dostępne w różnych smakach, rozmiarach, z dodatkami w postaci warzyw, pakowane po 5, 10, 15 sztuk itd. 🙂

Zdrowsza strona norweskiego marketu

Tak, jak już wspomniałam, w każdym sklepie jest dział z żywnością bezglutenową, mlekami roślinnymi, produktami bez cukru i laktozy. Jest też całkiem spory wybór produktów ekologicznych w cenach bardzo zbliżonych do produktów tradycyjnych (wybaczcie, zabrakło mi innego słowa), które dodatkowo bardzo często można kupić w promocji np. -40%. Na półkach można znaleźć też pełnoziarniste mąki i makarony, brązowy ryż, pełnoziarniste płatki śniadaniowe, które nie zawierają syropu glukozowo-fruktozowego i jeszcze kilka innych, całkiem zdrowych produktów z dobrymi składami. Ale to wszystko można też kupić w polskich sklepach. Dlatego czas, żebym w końcu zdradziła, co nietypowego można kupić w norweskim sklepie.

Rybny pudding, kiełbasa z renifera i brązowy ser

Charakterystycznymi produktami, które kupimy w norweskich sklepach są takie przysmaki jak: brązowy ser (brunost), placki rybne (fiskekaker), rybny pudding (fiskepudding), pinnekjøtt (żeberka jagnięce), kiszony śledź, kiełbasa z renifera i pasztet z uśmiechniętą dziewczynką. Nie wiem, skąd pomysł na taką etykietę, ale to chyba dlatego, że tym pasztetem zajadają się wszystkie norweskie dzieci. To właśnie te produkty i kilka innych, dość typowych dla norweskich sklepów, ale już nie tak zaskakujących, możecie zobaczyć w nowym vlogu na moim kanale.

Zebranie materiału do tego filmu było dla mnie dość stresujące, bo jednak nagrywanie w sklepie to nie jest coś, co robię na co dzień. Z tego powodu o wielu produktach zapomniałam i nie nagrałam np. czerwonych ziemniaków. Technicznie film też nie był łatwy do zrobienia, bo szum zamrażarek i lodówek skutecznie utrudniał mi pracę, ale i tak jestem zadowolona z efektu i mam nadzieję, że Wam też się spodoba.

Zapraszam do oglądania i czekam na Wasze komentarze odnośnie filmu i wpisu. Koniecznie dajcie znać, który norweski produkt najbardziej wpadł Wam w oko? 🙂 

A na koniec przypominam wpis, w którym pisałam o tym, czy jedzenie w Norwegii jest zdrowe:

Jedzenie w Norwegii – zdrowe, czy nie?