Zapraszam na nowy Happy Week, czyli blogowy przegląd tygodnia. Pisząc go jestem już niemal jedną nogą na wakacjach, a tym, co mnie czeka, gdy skończę, jest pakowanie.

Lubię się pakować, ale tym razem wyjątkowo trudno mi się do tego zabrać. Jedziemy na 11 dni i już sama ilość ubrań, którą musimy zabrać trochę mnie do tego pakowania zniechęca. Do tego jeszcze pogoda nie zapowiada się zbyt optymistycznie, przez co na miejscu może się okazać, że lepszą opcją od ubrań letnich byłyby wiosenne, a nie mogę wziąć po równo tych i tych, bo jednak miejsce w bagażu jest ograniczone. No ale nic, muszę zjeść to ciastko i jakoś to ogarnąć. Na szczęście jutro o tej porze będziemy już prawie na miejscu i wszystko wskazuje na to, że będę miała prawdziwe wakacje!

Urlop jest wtedy, gdy…

Przez ostatnie lata wszystkie moje wyjazdy – czy to do Polski, czy na wakacje łączyłam z pracą. Nigdy nie udawało mi się zamknąć przed urlopem wszystkich zleceń, nie miałam zaplanowanych wpisów na bloga. Tym razem bardzo zależało mi na tym, żeby było inaczej i chociaż do czwartku nic nie wskazywało na to, że się uda, jednak się udało i od jutra będę miała wolne. Takie prawdziwe, bez konieczności włączania wieczorami komputera, albo wstawania wcześnie rano, żeby ogarnąć to, co mam do zrobienia, gdy wszyscy jeszcze śpią. Oczywiście komputer jedzie ze mną, ale głównie po to, żeby obejrzeć wieczorem jakiś film, włączyć dzieciom bajki, gdy już za mocno będą wchodziły nam na głowę, albo zmontować vloga, żeby wszystko było na świeżo i na gorąco.

Pierwszy grill

W tym tygodniu nareszcie zrobiło się ciepło, słonecznie i zielono. Dosłownie z dnia na dzień rozkwitły mlecze, na drzewach pojawiły się liście, rododendrony przed domem też mają już pierwsze kwiaty. Jest tak cudownie, że teraz siedzę na tarasie i nawet rusztowanie, którym jest zastawiony nasz taras wcale mi nie przeszkadza.

We wtorek pojechaliśmy na Ervikane – w jedno z najpiękniejszych miejsc w naszej okolicy i zrobiliśmy sobie pierwszego grilla.

W pozostałe dni (z wyjątkiem czwartku, który był bardzo deszczowy) wychodziłam z Natkiem na długie spacery, a wieczorami biegałam. Byłam też na samotnych zakupach i to było cudowne, wręcz teraupetyczne doświadczenie 🙂

Wieczory są u nas już bardzo jasne i ściemnia się dopiero ok. 22.30. Dzięki temu wychodząc biegać o 22 mogę załapać się na taki zachód słońca 🙂

Dobre jedzenie to coś, czego nie może zabraknąć. W tym tygodniu moje śniadania zdominowała owsianka, we wtorek zjadłam mój ulubiony owsiany omlet, a w środę wieczorem jedliśmy muffinki z jagodami, które miały być na czwartek, ale niestety nic nie zostało 😉

Niedziela na farmie

Dzisiaj zabraliśmy dzieci na jedną z okolicznych farm, która miała tzw. dzień otwarty. Spodziewałam się zobaczyć tam pasące się owce i małe jagniątka, które niedawno się urodziły, ale na miejscu okazało się, że wszystkie zwierzaki są w swoich zagrodach w oborze. A że w środku było dużo dzieciaków i ich rodziców do owieczek nie dotarłam, spotkałam natomiast wyrośniętą kurę, dwa oswojone psy i to wszystko. Po wyjściu na zewnątrz natknęliśmy się natomiast na dwie świnki, które nic sobie nie robiły z obecności tylu ludzi. Natan był nimi zachwycony i chyba myślał, że to psy – tulił, głaskał, tarmosił i ganiał, gdy mu uciekały 🙂 Lena skorzystała jeszcze z możliwości przejażdżki na koniu i na tym koniec. Ja wróciłam do domu mocno rozczarowana, ale ważne, że dzieci zadowolone.

Co na blogu?

Na blogu pojawiły się 3 nowe wpisy:

  • Happy Week, czyli przegląd poprzedniego tygodnia – przeczytajcie, jeśli przegapiliście
  • wpis o tym, czy warto podróżować z dziećmi – super mi się ten tekst pisało i mam nadzieję, że Wam równie dobrze będzie się go czytało
  • Co jeść, żeby mieć piękną cerę? Nowy wpis, do którego jeszcze nie linkowałam na FB o diecie, która służy naszej skórze. Temat jest dość istotny, dlatego bardzo Wam ten tekst polecam.

W najbliższym czasie na blogu będzie pojawiało się trochę więcej wpisów lifestylowych. Nie znaczy to oczywiście, że znikną wpisy kosmetyczne, związane z tematyką zdrowia, czy wpisy z przepisami, bo to przecież na nich opiera się blog. Musicie jednak wiedzieć, że poruszanie się wciąż w tej samej tematyce z czasem staje się męczące, a żeby się nie wypalić, potrzebne są zmiany i coś co będzie urozmaicało to, co robimy. U mnie jest tak właśnie z wpisami lifestylowymi i tymi, które zamieszczam w kategorii podróże, czy życie w Norwegii. Pisząc je odpoczywam i się resetuję, dzięki czemu później jest mi łatwiej pisać wpisy z głównych kategorii bloga. I bardzo bym chciała, żebyście te wpisy też czytali, bo wkładam w nie sporo pracy i staram się, żeby były równie atrakcyjne, jak wpisy o pielęgnacji i zdrowym stylu życia. Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć. Mogę?

Warto przeczytać!

Na koniec przygotowałam linki do wartościowych wpisów, które znalazłam w tym tygodniu u innych blogerek.

I na dzisiaj to wszystko! Życzę Wam udanego tygodnia i lecę się pakować! Zapraszam Was też na mój Instagram – od jutra nadaję tam do Was z Hiszpanii!