Dzisiejszy Happy Week będzie krótki i bardzo monotematyczny. Jestem na wakacjach, a moje życie toczy się teraz między basenem, plażą i jedzeniem hiszpańskich tapas. Czyli nuda. Ale za to jaka przyjemna 😉

Zastanawiałam się, czy w ogóle pisać ten przegląd tygodnia, bo nie chciałabym zdradzić i pokazać za dużo, żebyście chcieli przeczytać wpisy, które pojawią się na blogu po moim powrocie z wakacji. Ale nie mogłam odmówić sobie przyjemności, by podzielić się z Wami przynajmniej pierwszymi wrażeniami z naszego pobytu na Costa Brava i kilkoma zdjęciami, które oddają urok tego miejsca i zdradzają, jak mijają nasze wakacje.

A mijają…dość intensywnie. A przy tym też spokojnie. Niemal całe dnie spędzamy z dziećmi poza hotelowym pokojem, dużo spacerujemy (nawet po 16 km dziennie!), Lenka korzysta z oferty mini klubu dla dzieci i uczestniczy w różnych zajęciach, pływa i bawi się na basenie, wieczorami chodzi jeszcze na mini-disco.

Natan, który przed samym wyjazdem nam się przeziębił, przez pierwsze 3 dni bardzo dawał nam się we znaki. Płakał, był marudny, nie chciał nic jeść, musiał mieć mnie cały czas na wyciągnięcie ręki, a to co wyprawiał w restauracji podczas śniadań, czy kolacji to już w ogóle dramat. Ale na szczęście najgorsze już za nami, z dnia na dzień jest naprawdę coraz lepiej, a już dzisiaj dzień był niemal jak z bajki. Zabrałam dzieci na plażę (Rafał pojechał na mecz do Barcelony) i zapomniałam, że je mam. Lenka coś pisała, Natan ganiał ptaki, zbierał kamienie, biegał i przez ponad godzinę w ogóle nie potrzebował mojej obecności. Normalnie czułam się, jakbym była na tej plaży sama i przez godzinę odpoczęłam bardziej, niż przez ten tydzień, który tu spędziłam.

No dobra, trochę przesadziłam, bo tak naprawdę wypoczywam od wtorku. Wiecie, brak obowiązków, takich jak pranie, sprzątanie, gotowanie, oderwanie się od komputera i internetu, zmiana otoczenia wpływa na mnie kojąco i mega odpręża. I nawet nie chcę myśleć o tym, że za kilka dni będę musiała do tego wrócić.

Wakacje na Costa Brava

OK, a teraz już Costa Brava. Jak mi się tu podoba? Bardzo! Ja ogólnie chyba nie jestem wybredna, bo wystarczy mi, że jest ciepło i słonecznie, żeby było dobrze. A tu na szczęście tak jest, chociaż prognozy były różne, a i pierwsze dwa dni do upalnych nie należały.

Hotel, w którym się zatrzymaliśmy też jest okej, chociaż jak wszystkie hotele w Lloret de Mar nie należy do kameralnych i cichych hotelików, jest bardzo komercyjny, duży i już teraz ma spore obłożenie. Od soboty przed wejściem do restauracji na kolację ustawiają się kolejki, a na basenie zaczyna brakować leżaków. Chyba nie chcę wiedzieć, co tu się dzieje w sezonie.

Na temat wakacji w hotelu mam już kilka przemyśleń i na pewno będę chciała o tym napisać. Podobnie, jak o Lloret, wakacjach na Costa Brava z rodziną i pięknym ogrodzie botanicznym, który tu odwiedziliśmy. A teraz już kończę, bo zmęczenie daje o sobie znać.

Na koniec przeproszę Was jednak za ciszę na Instagramie. W poprzednim Happy Week’u zapowiedziałam, że będę dodawać sporo zdjęć i stories, ale szybko wypadłam z tryby bycia online i chcę, żeby do końca pobytu tutaj tak zostało. Mam nadzieję, że to zrozumiecie.

Przegapione?

I jeszcze krótka przypominajka o nowych wpisach na blogu. Widzieliście już wszystkie?

Naturalne kremy z filtrami UV – mój wybór na wiosnę i lato 2018

Prosta pasta kanapkowa z pieczonych warzyw i ciecierzycy

Podróżowanie i wakacje z dziećmi – jak nie wyluzujesz, to nie przeżyjesz

Do Norwegii wracamy w piątek, więc przed nami jeszcze kilka dni, które planujemy przeznaczyć m.in. na dwie fajne wycieczki. Ale o tym, gdzie byliśmy, opowiem Wam już za tydzień, w kolejnym przeglądzie tygodnia. 

Do zobaczenia!