Tak to już jest, że jak się powie A, trzeba powiedzieć też B. A że tydzień temu ogłosiłam początek nowej serii na blogu, muszę ponieść tego pełne konsekwencje i podzielić kolejnym przeglądem tygodnia, który od dzisiaj nosi nazwę Happy Week.

Za mną spokojny i bardzo zwyczajny tydzień. Nie mieliśmy majówki, bo tu w Norwegii nie ma czegoś takiego jak długie weekendy. I chociaż 1 maja jest dniem ustawowo wolnym od pracy, to w poniedziałek 30 kwietnia jest dla większości normalnym dniem pracującym, a dla dzieci dniem szkolnym. W tym tygodniu taki dzień wolny będzie też w czwartek i to też nie zwalnia dzieci z obowiązku szkolnego w piątek.

Sesja zdjęciowa w plenerze

Tydzień zaczęłam od sesji zdjęciowej nad fiordem. Skorzystałam z pięknego popołudnia i po raz pierwszy próbowałam zrobić zdjęcia do wpisu na świeżym powietrzu. Miałam przy tym sporo zabawy, bo kosmetyki spadały mi ze skał, miałam problem z ich ustawieniem, sama musiałam przyjmować najdziwniejsze pozy i domyślam się, że jak ktoś to widział miał ze mnie niezły ubaw. Efektem tej sesji podzielę się z Wami w tym tygodniu i mam nadzieję, że zdjęcia spodobają się Wam tak samo, jak mi.

We wtorek nasza gmina zorganizowała festyn dla dzieci. Lena skorzystała ze wszystkich możliwych atrakcji, a Natan, no cóż…musiałam go stamtąd zabrać, bo jednak on plus wózek plus tłum ludzi plus bunt dwulatka plus wszystko inne to dla mnie jednej zdecydowanie za dużo. Lenka została więc z naszymi znajomymi, a my poszliśmy wrzucać kamienie do morza. Przy okazji zrobiłam oczywiście kilka zdjęć.

Moja codzienność

Pozostała część tygodnia to taka nasza zwykła codzienność. Tęsknię już za latem tak bardzo, że nie mogłam oprzeć się pokusie i kupiłam koszyczek truskawek i arbuza. Truskawki były drogie jak diabli (koszyczek 250 g za 39,90 NOK), do tego okazały się być bez smaku i szybko zaczęły się psuć. Za to pachniały latem, a to już coś. Zmiksowałam je z bananem i w takiej formie były do zjedzenia. Zaryzykowałam też z arbuzem i ten na szczęście okazał się być całkiem smaczny.

Wizyta u norweskiego lekarza i dalsze oczekiwanie na wiosnę

W środę byłam na kursie norweskiego i naszła mnie taka dość smutna refleksja, że ja się jednak tego języka nie nauczę. A w czwartek miałam przyjemność poznać naszego lekarza rodzinnego, dr Larsa. I nie, wizyta w Helsestasjon nie była okazją do praktycznej nauki języka, bo rejestracja odbyła się przez internet, a mój doktor studiował w Lublinie i świetnie mówi po polsku 🙂 A za wizytę zapłaciłam w automacie, z którym nie musiałam rozmawiać. A, zanim zapytacie o powód wizyty – nic mi nie jest, ale chciałam zrobić badania kontrolne i sprawdzić poziom witaminy D. Krew miałam pobraną od razu (to bez znaczenia, że była prawie 15.00) i dzisiaj powinnam dostać wyniki.

Końcówka tygodnia to niestety konkretne załamanie pogody i deszcz, deszcz, deszcz. W weekend na szczęście zaczęło się przejaśniać i gdy tylko przestało padać wybrałam się na długi spacer do lasu i nad jezioro.

A wczoraj spacerowaliśmy już całą rodziną i spędziliśmy cudowny czas nad rzeką. Jak widzicie, wiosna jest już u nas jakby bardziej widoczna.

Zaskakująco dobra pizza

Kulinarnym hitem tego tygodnia była pizza z batata. Robiłam ją z pewną taką nieśmiałością, a okazała się być zaskakująco dobra. Dobrze, że przygotowałam od razu dwie pizze, bo każdy prosił o co najmniej dwie dokładki. Przepis znajdziecie na blogu Agnieszki, tu macie link -> pizza z batata. Moja pizza była z mozzarellą, pieczarkami, papryką, suszonymi pomidorami, rukolą i sosem pomidorowym. Jedliśmy ją z sosem czosnkowym na bazie jogurtu greckiego i było to absolutnie fenomenalne połączenie!

Nowości – kosmetyki Senelle

Z nowości, które pojawiły się w tym tygodniu najbardziej ucieszyła mnie przesyłka od Senelle Cosmetics. Jeśli czytaliście ten wpis, wiecie, że bardzo polubiłam kosmetyki tej marki. Z przyjemnością otworzyłam więc przesyłkę, w której znalazłam nowości z wiosennej linii – krem do twarzy i żel do mycia twarzy oraz letni balsam do ciała. Najbardziej ciekawa jestem żelu do mycia twarzy, bo już wiele razy pisałam Wam o tym, że nie znalazłam jeszcze żelu, który nie powodowałby uczucia ściągniętej skóry. Być może ten żel okaże się być właśnie takim, jakiego szukam? Jeśli tak będzie, na pewno dam Wam znać.

Co na blogu?

Na blogu pojawiły się 3 nowe wpisy. Poza przeglądem tygodnia, opublikowałam też wpis z przepisem na rewelacyjne brownie i wpis z mega dużą ilością zdjęć z naszego zeszłorocznego wyjazdu w region Sogn og Fjordane.

Polecam

Z polecanych linków też mam dla Was 3 wpisy. Niestety w zeszłym tygodniu w blogosferze nie działo się za dużo. Majówka rządzi się jednak swoimi prawami.

Szukam. Pomożecie?

Na koniec prośba o pomoc dotycząca dwóch różnych tematów.

Pierwsza sprawa – szukam domku, pensjonatu, fajnej agroturystyki na Warmii lub Mazurach, koniecznie nad jeziorem, dla 6 dorosłych osób i 3 dzieci. Termin – po 15 lipca do max. 5 sierpnia, na 5-7 nocy. Czy macie jakieś fajne i sprawdzone adresy godne polecenia? Obawiam się, że ze znalezieniem wolnych miejsc w tym terminie będzie już ciężko, więc każda rekomendacja i pomoc są bardzo mile widziane!

A druga sprawa dotyczy legginsów do biegania. Wczoraj okazało się, że moje legginsy kompletnie już się do tego nie nadają, więc muszę kupić nowe. I tu pytanie do Was – gdzie kupię fajne legginsy i czy polecicie sprawdzone modele? Od razu dodam, że w Norwegii nie mamy Lidla 😉

OK, to chyba mam już wszystko i mogę kończyć ten przydługi przegląd tygodnia. W kolejnych postaram się nieco streszczać. No chyba, że lubicie takie długie wpisy? 

Dajcie znać, co tam u Was i jak Wam minął długi, majówkowy weekendowy tydzień 😉