Norwegia uważana jest za kraj bardzo pro-ekologiczny, a jej mieszkańcy za ludzi żyjących zdrowo i aktywnie. Z radością więc ruszyłam na pierwsze zakupy spożywcze, licząc na to, że wszystko co znajdę na sklepowych półkach, mogę wrzucać do koszyka w ciemno. Chwilę zajęło mi rozszyfrowanie etykiet produktów, które kupowałam i dzisiaj z przyjemnością (ale i nutką rozczarowania) podzielę się z Wami moją opinią o tym, czy jedzenie w Norwegii jest zdrowe.

Zakupy w norweskich sklepach spożywczych różnią się nieco do tych, które robimy w Polsce. Głównie z powodu asortymentu – jest dużo mniejsza różnorodność producentów, jak i samych produktów. Idąc więc do sklepu po jogurt naturalny nie wybieram jednego spośród dziesięciu różnych producentów, tylko spośród 2-3 produktów tej samej marki, gdzie jeden jogurt jest klasyczny, drugi typu greckiego, a trzeci nie zawiera laktozy. Podobnie jest z wieloma innymi produktami. W dużej części wynika to z tego, że Norwegia bardzo dba o swój rynek wewnętrzny i większość produktów spożywczych jest produkowana w kraju. Jeśli już coś pochodzi z importu, to są to głównie owoce i warzywa (ale o nich za chwilę) oraz produkty dużych koncernów (np. Nestle czy Coca-Cola), ale na szczęście zajmują one niewielki procent produktów na sklepowych półkach.

Jedzenie w Norwegii - zdrowe czy nie?

Muszę przyznać, że moim zdaniem to, że wybór produktów żywnościowych jest mniejszy to duży plus. Po pierwsze – bardzo ułatwia robienie zakupów i nie muszę stać przy półce z masłem 10 minut, żeby sprawdzić składy piętnastu różnych kostek, porównać ceny itd. Po drugie – w tym ograniczonym asortymencie, są produkty bardzo dobrej jakości.

Podstawowe produkty spożywcze można kupować tu w ciemno – śmietana smakuje niemal tak samo dobrze, jak ta, którą pamiętam z dzieciństwa, ser żółty jest serem, a nie produktem seropodobnym. Skład keczupu to pomidory, sól, ocet i cukier (nie ma pirosiarczanu, wow!), a gdy coś jest bez cukru, to nie znaczy, że jest tam syrop glukozowo-fruktozowy. Oczywiście nie wszystko jest takie super i chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tutejszego chleba, który bardziej przypomina bułkę, albo chleb tostowy, a jego smak nie zawsze jest smakiem chleba. Ale mam za to bardzo dobrą mąkę, z której domowy chleb smakuje wspaniale.

Tym, co również może rzucić się w oczy podczas robienia zakupów jest to, że produkty ekologiczne, oznaczone certyfikatami, nie stoją na oddzielnych działach oznaczonych nazwą „zdrowa żywność”, tylko pomiędzy innymi produktami. I co ciekawe – ich ceny często wcale nie odbiegają od cen żywności nieekologicznej. Widać to chociażby na dziale z żywnością dla niemowląt i małych dzieci – obok przecierów owocowych Nestle stoją przeciery Ella’s Kitchen – znanego producenta organicznych produktów na bazie ekologicznych składników oraz ekologiczne przeciery, które są marką własną sklepu. Wszystkie są niemal w tych samych cenach.

Norwegia, chcąc zadbać o zdrowie swoich mieszkańców, w 2014 roku wprowadziła zakaz sprzedaży produktów zawierających utwardzone tłuszcze spożywcze, czyli popularne tłuszcze trans.

Dotyczy to zarówno produktów z rynku wewnętrznego, jak i żywności importowanej. Dlatego kupując chipsy, ciastka, czy margarynę możemy mieć pewność, że w 100 g produktu nie ma więcej niż 2 g tłuszczu trans.

Jedzenie w Norwegii - zdrowe czy nie?

To, co zauważyłam też już na pierwszych zakupach, bo bardzo rzuca się w oczy, to pojawiające się na etykietach produktów hasło „UTEN PALMEOLJE”. Norwegia wykazująca dużą dbałość o ochronę środowiska naturalnego aktywnie uczestniczy też w działaniach mających na celu zaprzestania nadmiarnej wycinki lasów deszczowych. I dlatego część producentów żywności (i kosmetyków również) zrezygnowała z dodawania do swoich produktów oleju palmowego. Tym, co bardzo mi się podoba w tych działaniach jest to, że rezygnując z oleju palmowego, producenci nie sięgnęli tylko po najtańsze oleje roślinne, ale zamienili olej palmowy np. na olej kokosowy i shea.

Kilka tygodni temu parlament norweski zatwierdził kolejne zmiany w prawie, mające wspierać ochronę lasów deszczowych, a ich skutkiem ma być całkowita rezygnacja z oleju palmowego, do którego teraz dołączy również soja.

Wiele produktów ma też obniżoną wartość kaloryczną (nie są to jednak znane nam produkty typu light), popularnością cieszą się też produkty bezglutenowe i bez laktozy.

To teraz dla równowagi trochę ponarzekam.

W norweskich sklepach, tak jak i sklepach na całym świecie, sporą część produktów stanowią produkty wysokoprzetworzone. I co ciekawe, Norwegowie bardzo chętnie po nie sięgają. Stąd też w kraju, który słynie z tego, że ludzie są tu bardzo aktywni i wysportowani (i rzeczywiście są!), jest bardzo wysoki stopień otyłości. Dotyczy to zwłaszcza Norwegów, a w mniejszym stopniu Norweżki. Czytałam, że Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że w 2030 roku, aż 76% męskiej populacji Norwegii będzie miało problemy z nadwagą i otyłością. Coca-cola i mrożona pizza są tutaj bardzo lubiane. Jeszcze przed przyjazdem tutaj na blogu Magdy czytałam, że Grandiosa (najpopularniejsza pizza mrożona) jest w Norwegii daniem narodowym. I chyba rzeczywiście coś w tym jest (patrząc w sklepie na zawartość koszyków Norwegów). Dużo miejsca na półkach zajmują też bułki, które wystarczy włożyć do piekarnika, żeby mieć świeże i chrupiące pieczywo oraz gotowe dania typu instant.

Jedzenie w Norwegii - zdrowe czy nie?

Nie mogę nie wspomnieć też o tym, że żywność jest dość droga, a większość owoców i warzyw jest niestety importowana. To oczywiście nie powinno zaskakiwać, bo jednak warunki atmosferyczne i ukształtowanie terenu w Norwegii nie sprzyjają uprawom warzyw i owoców. I chociaż często nie są importowane z bardzo daleka (np. truskawki z Belgii), to jednak ich smak pozostawia wiele do życzenia. Najbardziej czuję to na jabłkach, które akurat teraz są wyjątkowo dobre. Ale jeszcze na początku lata ich skórki, pomimo dokładnego mycia, miały dziwny smak i chociaż mąż twierdzi, że przesadzam, wyraźnie czułam na nich coś, co przypominało mi płyn do mycia naczyń…

Brakuje mi też możliwości kupowania warzyw i owoców na straganach, czy w małych warzywniakach. Tu, gdzie mieszkam ich nie ma. Nie wiem natomiast, jak to wygląda w innych regionach kraju, np. w Oslo. W sklepach nie ma też działów z wędlinami (wybaczcie, nie wiem, jak to inaczej nazwać), więc nie ma możliwości kupowania ich w innej formie, niż hermetycznie zapakowane plasterki. Jest też mały wybór kasz, a nasz twaróg jest w ogóle nie znany.

Podsumowując, nie odpowiem Wam na pytanie, czy jedzenie w Norwegii jest zdrowe, czy nie. Bo, tak jak w Polsce i wszędzie indziej, to wszystko zależy od nas i tego, po które produkty będziemy sięgać w sklepie. Jednak w moim odczuciu dobrej jakości produkty, ograniczenia w stosowaniu tłuszczów trans i oleju palmowego oraz ułatwiona dostępność do zdrowej żywności, bardzo zdrowe odżywianie w Norwegii ułatwia.

Mam nadzieję, że ten wpis okazał się dla Was interesujący. Za jakiś czas postaram się dopisać kolejną część, w której napiszę Wam o przysmakach kuchni norweskiej. Muszę jednak zrobić w tym temacie większe rozeznanie 🙂

Co sądzicie o działaniach norweskiego rządu, które zakazują stosowania w żywności tłuszczy trans i oleju palmowego? Osobiście uważam, że to jest super, ale chętnie poznam też Wasze zdanie.