Kosmetyczne hity 2017 roku to wpis, którego na moim blogu nie mogło zabraknąć. Wiem, że publikuję go dość późno, bo takie zestawienia tworzy się w styczniu, ale wierzę, że i tak chętnie go przeczytacie.

W zeszłym roku nie było zresztą lepiej, bo kosmetyczne hity 2016 roku pojawiły się na blogu 9 lutego. Było to sześć kosmetyków, które nadal bardzo Wam polecam, bo nie zmieniłam zdania co do ich działania i wyjątkowości. A dzisiaj mam dla Was aż dziesięć kosmetyków naturalnych, które z różnych powodów zachwyciły mnie w ubiegłym roku i spośród wszystkich odkrytych perełek kosmetycznych zasłużyły na wyróżnienie tytułem kosmetycznego hitu 2017 roku.

Kosmetyczne hity 2017 roku – kosmetyki do twarzy

Peeling myjący Be Organic

Przez wiele lat nie udawało mi się trafić na kosmetyk do mycia twarzy, który nie będzie powodował uczucia ściągnięcia skóry. W maju postanowiłam jednak zaryzykować i dać szansę peelingowi myjącemu do twarzy polskiej marki Be Organic (klik!), który okazał się być naprawdę trafionym wyborem i zdecydowanie zasłużył na tytuł kosmetycznego hitu 2017 roku!

Peeling myjący Be Organic jest delikatny i łagodny dla mojej skóry, dobrze ją oczyszcza, nie powoduje uczucia ściągnięcia i szybciej łagodzi stany zapalne. Do tego łącząc w sobie zadania dwóch kosmetyków – żelu do mycia twarzy i peelingu usuwającego martwy naskórek, ułatwia mi pielęgnację i nie kłóci się ze stosowanym przeze mnie minimalizmem kosmetycznym.

Po nałożeniu na skórę peeling delikatnie masuje i peelinguje skórę, a po dosłownie 1-2 minutach zmienia się w kremową emulsję, która bardzo przyjemnie i łagodnie oczyszcza skórę. Do tego ładnie pachnie i nie podrażnia oczu, o czym przekonałam się już wielokrotnie, bo dość często zdarza mi się zapomnieć i umyć tym peelingiem całą twarz, łącznie z okolicą oczu. Nie odczułam jednak szczypania ani pieczenia oczu, co było sporym zaskoczeniem.

Na temat peelingu myjącego Be Organic pisałam już wcześniej w dwóch innych wpisach na blogu. Jeśli jeszcze nie czytaliście, to bardzo do tego zachęcam:

Dobre nawyki w codziennej pielęgnacji i wyjątkowe kosmetyki naturalne, które pomagają mi o nie dbać

Kosmetyczni ulubieńcy lata

Kremowy olejek myjący SVOJE

Olejek do demakijażu z małej, białostockiej manufaktury SVOJE trafił do mnie jeszcze zanim miał oficjalną premierę i mogę powiedzieć, że byłam jedną z pierwszych osób, która testowała ten kosmetyk.

Kremowy, delikatny, o bardzo przyjemnym zapachu, wydajny i łatwy w użyciu. To tylko część zalet tego olejku do demakijażu, bo muszę też wspomnieć o świetnym składzie i bardzo fajnym działaniu oczyszczającym. Olejek świetnie radzi sobie z makijażem, nie podrażnia oczu, nie przesusza skóry, nie powoduje uczucia ściągnięcia. Skóra jest po nim miękka i gładka, czysta i nietłusta.

Olejek myjący dostępny jest już w sprzedaży, ma piękne opakowanie i przystępną cenę. Stosuje się go w połączeniu z wodą w pierwszym etapie oczyszczania twarzy. Nie stosuję przy tym żadnych ściereczek, ale taki sposób stosowania olejku może tylko poprawić jego działanie i pomóc jeszcze lepiej oczyścić skórę. Zresztą i myjka i ściereczka są rekomendowane do używania razem z olejkiem przez producenta.

Olejek różany Adria Natura

Czekając na opóźniony prawie 4 godziny samolot na lotnisku w Dubrovniku, trafiłam na stoisko, na którym można było kupić m.in. ten różany olejek do twarzy. Wahałam się, czy na pewno chcę go mieć, kilka razy brałam do ręki i ponownie odstawiałam, aż w końcu jednak zdecydowałam, że biorę i poszłam do kasy. I to była jedna z najlepszych decyzji zakupowych, jakie dokonałam w życiu, bo ten olejek to prawdziwe cudo!

Olejek różany Adria to w 100% naturalna mieszanka olejów roślinnych (m.in.  oleju ze słodkich migdałów, rycynowego, arganowego, oleju z róży rdzawej i oleju z róży damasceńskiej) i witaminy E. Ma dość gęstą konsystencję, piękny, różany zapach (który nie jest duszący), świetnie się wchłania. Stosuję go na noc solo albo w połączeniu z kwasem hialuronowym i moja skóra po prostu go uwielbia. Rano jest doskonale nawilżona, miękka, gładka i bardziej sprężysta. Zauważyłam, że olejek łagodzi podrażnienia, pomaga mi nawilżyć skórę w momentach jej odwodnienia i szybciej goi pozostałości po stanach zapalnych. Do tej pory zużyłam połowę z 50 ml buteleczki.

Lotion zwężający pory Phenome

Lotion zwężający pory Holistic marki Phenome pojawił się już w kosmetycznych ulubieńcach lata. Pisałam wtedy, że jest to kosmetyk, w którym zakochuje się od pierwszego użycia i do teraz zdania nie zmieniłam. Lotion ma lekki, cytrusowy zapach z wyraźną nutą limonki, szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze lepkiego filmu. W jego beztłuszczowej formule znajdują się m.in. woda cytrynowa, woda z zielonej herbaty, ekstrakt z cedru, ekstrakt z wierzbownicy, wyciąg z papai i wyciąg z kwiatów arniki górskiej, których zadaniem jest delikatne złuszczanie naskórka, oczyszczanie skóry, odblokowywanie porów i regulowanie poziomu sebum. Lotion pomaga też zmniejszać widoczność niedoskonałości i wygładza skórę. Już po pierwszych tygodniach stosowania lotionu widziałam znaczącą poprawę – pory rzeczywiście były mniej widoczne, na skórze pojawiało się mniej niedoskonałości, a te, z którymi się zmagałam, szybciej znikały. Skóra była też po nim bardzo miękka, świeża i promienna.

Kosmetyczne hity 2017 roku – makijaż

Tusz do rzęs Lily Lolo

W 2017 roku wprowadziłam sporo zmian w pielęgnacji, a jedną z nich była zamiana kosmetyków do makijażu na mineralne. Na pierwszy ogień poszedł tusz do rzęs marki Lily Lolo. Tusz, którym wiele osób się zachwyca i jednocześnie tusz, którym wielu osobom totalnie nie pasuje. Ja należę do tej pierwszej grupy i będę polecać Wam ten tusz tak długo, aż znajdę inny, równie dobry tusz do rzęs z naturalnym składem.

Naturalny czarny tusz do rzęs Lily Lolo jest kosmetykiem wegańskim, nie zawiera szkodliwych chemikaliów, sztucznych substancji zapachowych, alkoholu i silikonów. Przeszedł testy okulistyczne, dlatego jest odpowiedni nawet dla wrażliwych oczu, które reagują alergicznie na syntetyczne maskary. Ma idealną szczoteczkę, dość gęstą konsystencję, nie kruszy się i nie rozmazuje, a do tego bardzo ładnie podkreśla rzęsy i utrzymuje się na nich przez cały dzień. Polubiłam go od pierwszego użycia, a to w przypadku tuszów do rzęs u mnie nie zdarza się często.

Tusz kupicie w wielu sklepach internetowych z kosmetykami naturalnymi. Mój był ze sklepu Eco&Well -> klik!

Podkład mineralny Annabelle Minerals

Podkład do makijażu Annabelle Minerals to mój pierwszy mineralny kosmetyk do makijażu. Kupiłam go najpierw w formie próbki, żeby sprawdzić co i jak, a już miesiąc później czekałam na pełnowymiarowe opakowanie. Razem z podkładem kupiłam też puder, a w lipcu dostałam w prezencie opakowanie z mini-produktami Annabelle Minerals, wśród których były też cienie do oczu i róże do policzków. Od tej pory mam więc w kosmetyczce wszystko to, czego potrzebuję do zrobienia makijażu mineralnego i bardzo, bardzo lubię ten makijaż robić. Nie wiem, czy tylko ja uważam, że w nakładaniu na skórę podkładu mineralnego jest coś wyjątkowego?

Podkład rozświetlający Annabelle Minerals w odcieniu Sunny Fair zapewnia mojej skórze bardzo dobrze krycie przy jednoczesnym efekcie naturalnego i niemal niewidocznego makijażu. Jest lekki, nie czuję go na twarzy, już dawno zapomniałam o efekcie maski. Jest też trwały i bez problemu utrzymuje się na skórze przez 8 godzin (dłużej nie sprawdzałam), jest też łatwy w usunięciu ze skóry już podczas demakijażu płynem micelarnym lub olejkiem. Nie przesusza skóry, nie zatyka porów, nie zauważyłam też żeby w jakikolwiek negatywny sposób wpływał na jej kondycję. A do tego jest wydajny i bezzapachowy, co jest też bardzo ważne, bo zapachu wielu podkładów w płynie nie byłam w stanie znieść.

Paleta cieni do oczu Lily Lolo

Paleta tych cieni do oczu chodziła za mną długo, ale ze względu na cenę przekładałam jej kupno z miesiąca na miesiąc, licząc, że może mój zachwyt minie, a jego miejsce zajmie zdrowy rozsądek. Tak się jednak nie stało i ostatecznie paletka do mnie trafiła, a ja nie żałowałam tej decyzji nawet przez minutę.

Paleta cieni prasowanych Pure Indulgence Eye Palette Lily Lolo to 8 prasowanych cieni do oczu w kolorystyce idealnie dopasowanej do mojego typu karnacji. Mają jedwabistą konsystencję, są łagodne dla oczu, nie osypują się i nie rolują. Moim zdaniem są dobrze napigmentowane i trwałe, podoba mi się też to, że w jednej paletce mam cienie matowe i lekko połyskujące. Używam ich dość często, a mam wrażenie, że cienie w ogóle się nie zużywają, więc fakt, że zapłaciłam za nie ponad 100 zł patrząc na ich wydajność już tak nie boli. Do ich nakładania używam aplikatora, który był w zestawie z paletką albo pędzelka do cieni Hakuro. Cienie kupiłam w sklepie Triny.pl -> klik.

Kosmetyczne hity 2017 roku – kosmetyki do ciała i włosów

Mydła Ajeden

Ubiegły rok należał zdecydowanie do mydeł marki Ajeden, w których po prostu się zakochałam! Idealne składy, przyjemne zapachy, kremowa konsystencja i jeszcze to, że wyglądają jak ciastka do zjedzenia sprawiły, że te kostki stały się moimi mydlanymi ulubieńcami. A do gustu najbardziej przypadło mi mydło różane z małymi pączkami róż oraz mydło z awokado – w użyciu mam właśnie trzecią kostkę tego mydła!

Mydła z Ajeden polubiła też moja rodzina i to na tyle, że nie chcą używać już żeli pod prysznic. A ja poza mydłami polubiłam też inne produkty tej marki – właśnie skończyłam buteleczkę hydrolatu z neroli, a w kuchni mam zapas naturalnych, przepysznych miodów.

Więcej na temat marki Ajeden pisałam już na blogu i z przyjemnością przypomnę Wam ten wpis:

Mydło, które zachwyca i pasja, która stała się sposobem na życiem

A po mydła zapraszam do sklepu firmowego Ajeden i do Triny, gdzie również możecie kupić produkty z tej wyjątkowej manufaktury -> klik!

Masło do ciała Be Organic

Kosmetyczne hity 2017 roku nie mogły obyć się też bez tego masła do ciała marki Be Organic. Mam bowiem wrażenie, że w końcu znalazłam masło, które w 100% spełnia moje oczekiwania. Nie jest za tłuste, szybko się wchłania, nie trzeba go długo wcierać i już niewielka ilość wystarczy, żeby dobrze nawilżyło mi skórę. Ma delikatny, naturalny i bardzo przyjemny zapach, dobry skład i aksamitną konsystencję. Doskonale się sprawdza w codziennej pielęgnacji i wtedy, gdy z czystego lenistwa nie używam maseł i balsamów do ciała, więc moja skóra staje się bardzo sucha i wymaga natychmiastowego, konkretnego nawilżenia. Jest idealne o tej porze roku, ale myślę, że będzie tez świetne latem i sprawdzi się do pielęgnacji skóry po opalaniu. Pełen skład masła znajdziecie w sklepie producenta i tutaj -> klik.

Balsam do ciała Hagi

Zestawienie zeszłorocznych hitów kosmetycznych kończy balsam do ciała Hagi Cosmetics, o którym pisałam w ulubieńcach marcach 2017.

Bardzo delikatny, leciutki, o cudownym, pomarańczowo-mandarynkowym zapachu balsam z hydrolatem pomarańczowym i olejem z passiflory od razu trafił w mój gust i przez kilka miesięcy uprzyjemniał mi codzienną pielęgnację. Przypominał mi trochę balsam marki JOIK, który używałam kilka lat temu i być może dlatego tak bardzo się z nim polubiłam. Ale wpłynęły na to też: skład balsamu, w którym zawarto m.in. masło shea, oleje z awokado, passiflory, słodkich migdałów, oliwek i jojoba, hydrolaty z pomarańczy i róży, wyciąg z jabłka i bioferment z bambusa, świetna konsystencja i to, że balsam tak dobrze i szybko się wchłania, oraz wspomniany już zapach. Nie bez znaczenia jest też to, że balsam bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę, a także sprawia, że jest gładka i przyjemna w dotyku. Jeśli jeszcze nie używałyście tego balsamu to naprawdę polecam. Znajdziecie go m.in. w Eco&Well – klik!

 

Lily Lolo, Be Organic, Phenome, Annabelle Minerals, Svoje, Ajeden, Hagi i Adria – to właśnie kosmetyki tych marek tworzą moje zestawienie kosmetycznych hitów roku 2017. Jestem bardzo ciekawa, który z tych kosmetyków znacie i lubicie, a który wpadł Wam właśnie w oko? Napiszcie też, jakie kosmetyki naturalne znalazły się w Waszych prywatnych zestawieniach hitów i ulubieńców roku – może jest wśród nich kosmetyk, którego nadal nie odkryłam, dlatego chętnie poznam Waszych faworytów ♥

 

Wpis zawiera linki afiliacyjne.