Od kiedy zmagam się z przebarwieniami, ochrona przeciwsłoneczna twarzy jest niezbędna w mojej pielęgnacji. W dzisiejszym wpisie pokażę Wam kremy z filtrami UV, które wybrałam do ochrony skóry tego lata. A po powrocie z wakacji (gdy czytacie ten wpis jestem w Hiszpanii) podzielę się wrażeniami z ich stosowania i napiszę, jak się sprawdziły na plaży, całodziennych spacerach i w kontakcie z hiszpańskim słońcem.

Przebarwienia na mojej twarzy zaczęły pojawiać się dwa lata temu, gdy byłam w ciąży z Natanem. Na początku maja, dosłownie z dnia na dzień, moja twarz zaczęła pokrywać się ciemnymi planami, których nawet podkład nie był w stanie ukryć w 100%. To właśnie wtedy zainteresowałam się kremami z filtrami ochronnymi do twarzy, bo wcześniej po filtry sięgałam tylko wtedy, gdy miałam spędzić dzień na plaży, działce, czy spacerując kilka godzin po mieście w bardzo słoneczny dzień. Kremy z filtrami UV stosowałam głównie na ramiona, dekolt i szyję, bo te miejsca opalały mi się najmocniej i najszybciej (a raczej spiekały, bo moja skóra bardzo nie lubi słońca i jest narażona na poparzenia słoneczne). Twarz smarowałam tak naprawdę tylko od czasu do czasu, nigdy nie nosiłam kapelusza i czapki z daszkiem. I niestety doprowadziłam do tego, że gdy tylko wiosenne słońce zaczyna mocniej przygrzewać, twarz pokrywają przebarwienia i utrzymują się na niej całe lato. Oczywiście pomogły w tym hormony ciążowe, ale dwa lata po ciąży problem niestety pozostał.

Kremy z filtrami UV, które wybieram do ochrony skóry przed słońcem

Poza przebarwieniami na twarzy, mam też bardzo dużo pieprzyków, głównie na rękach. Gdybym miała zrezygnować z kremów z filtrami, które pomagają mi je chronić przed słońcem, całe lato musiałabym albo siedzieć w domu, albo chodzić w bluzkach z długimi rękawami. Kremy z filtrami UV są więc mi niezbędne, a żeby chronić skórę przed słońcem skutecznie i bezpiecznie, wybieram kremy z dobrymi składami i filtrami mineralnymi.

Kremom przeciwsłonecznym często zarzuca się to, że mają fatalne składy, blokują syntezę witaminy D i że zawarte w nich filtry powodują raka. Wyjaśniałam te kwestie na blogu już dwa lata temu i teraz tylko przypomnę Wam ten artykuł, po czym od razu przejdę do mojej tegorocznej ochrony przeciwsłonecznej.

Naturalna ochrona przeciwsłoneczna. Wasze pytania i moje odpowiedzi

Pozostałe wpisy w tym temacie, które mogą Was zainteresować to naturalne i domowe sposoby na podrażnienia słoneczne i wpis z zeszłego roku zawierający zestawienie kosmetyków ochronnych z filtrami UV dla całej rodziny.

Filtry mineralne (filtry fizyczne), które zawierają stosowane przeze mnie kosmetyki chronią skórę przed promieniowaniem UVA i UVB. Są to tlenek cynku i dwutlenek tytanu, które w składzie kremu często występują jednocześnie. Do codziennej ochrony skóry wybieram krem z SPF 25 albo krem z SPF 50. Nie wiem, czy wiecie, ale poziom ich ochrony różni się tak naprawdę tylko 3%! Krem z SPF 25 to ochrona skuteczna w 95%, a krem z SPF 50 to 98% ochrona przeciwsłoneczna. Na plażę mam krem do twarzy z SPF 30 (97% ochrony).

Kremy z filtrami UV na lato 2018 – moje wybory

Codzienna pielęgnacja twarzy:
lekki krem nawilżający z SPF 25
i BIO krem pod oczy z SPF 25 Make Me Bio

Lekki krem nawilżający z SPF 25 zawiera tlenek cynku i takie składniki jak sok z liści aloesu, masło shea, oliwa z oliwek i olej z pestek moreli. Jest rzeczywiście bardzo lekki i to pierwszy krem Make Me Bio, który tak dobrze mi się wchłania. Skóra jest po nim dobrze nawilżona, miękka i gładka. Dodatek tlenku cynku jest niezauważalny, krem nie bieli skóry i bardzo dobrze się rozprowadza. Stosuję go na co dzień – albo samodzielnie albo pod podkład mineralny, z którym krem świetnie współpracuję. Jeden minus, jaki na razie zauważyłam to to, że po kilku godzinach skóra zaczyna się lekko świecić. Ale wystarczy przyłożyć do niej kawałek ręcznika papierowego i po problemie.

Krem pod oczy z SPF 25 z marakują i zieloną herbatą ma bardzo bogaty skład i zapewnia fajną pielęgnację skóry pod oczami. Nawilża, chroni przed działaniem czynników zewnętrznych i promieniowania UV, a co za tym idzie – przed powstawaniem zmarszczek. Wykazuje też działanie rozjaśniające, ma zapobiegać tworzeniu się obrzęków i łagodzić podrażnienia. Jest lekki, nie bieli skóry i szybko się wchłania. Podobnie jak lekki krem nawilżający stanowi dobrą bazę pod makijaż mineralny. Minusem jest to, że trzeba umiejętnie go aplikować, kremu wyciska się z aplikatora dość dużo.

Kremy z Make Me Bio zawierają w swoim składzie Phenoxyethanol – konserwant, który jest dopuszczony do stosowania w kosmetykach naturalnych, ale jego stosowanie wzbudza wątpliwości u wielu osób. Wynikają one z tego, że Phenoxyethanol może powodować reakcje alergiczne i podrażnienia bardzo wrażliwej skóry. Warto jednak wiedzieć, że stosowany w bardzo małym stężeniu i występujący na końcu składu jest składnikiem bezpiecznym.

Zamiast makijażu: matujący krem BB SPF 50 Clochee

Bardzo lubię kremy typu BB, bo ładnie wyrównują koloryt skóry, nawilżają i wygładzają skórę, a do tego tworzą lekki, niewidoczny makijaż. Zimą używałam krem BB 5w1 SO’BIO z SPF 10, a szukając mocniejszej ochrony przeciwsłonecznej na lato, zdecydowałam się na matujący krem BB z SPF 50 marki Clochee. Jest to krem z tlenkiem cynku i dwutlenkiem tytanu, zapewniający wysoką ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB. Ma delikatny kolor, który ładnie się zgrywa z odcieniem mojej cery, dobrze kryje i fajnie matuje skórę. Planowałam używać go pod puder mineralny, ale krem sam w sobie wygląda na skórze bardzo ładnie i nic już do niego nie dokładam.

Aplikując ten krem na skórę możemy poczuć zawartość filtrów – krem w pewnym momencie staje się tępy i gdy wezmę go za mało mam problem z rozsmarowaniem go po całej twarzy. Jest to jednak jedyny minus, bo krem nie bieli skóry, dobrze się wchłania i niemal od razu matuje skórę. Plusem jest też to, że nie tworzy na skórze efektu maski, a krycie jest na tyle dobre, że nie muszę już dokładać podkładu ani pudru. Jeśli chodzi o kolor to na mojej jasnej karnacji w żółtej tonacji krem wygląda ładnie. Ale już moja koleżanka była po nim delikatnie różowa, więc warto wcześniej poprosić w sklepie o próbkę tego kremu.

Na plażę i w góry: ochronny krem przeciwsłoneczny do twarzy Protective face cream SPF 30 Phenome

Ochronny krem przeciwsłoneczny marki Phenome z tlenkiem cynku i dwutlenkiem tytanu ma za zadanie chronić skórę przed słońcem i jednocześnie intensywnie ją pielęgnować. Jego gęsta konsystencja bardzo przypomina typowy krem przeciwsłoneczny, ale już po nałożeniu na skórę widać wyraźną różnicę – krem bieli skórę, ale tylko przez ułamek sekundy, doskonale się wchłania i jeśli nie przesadzimy z jego ilością nie pozostawia na niej lepkiego, tłustego filmu. Używałam go na razie tylko solo i nie próbowałam łączyć z podkładem mineralnym.

Skład kremu bazuje na organicznych i naturalnych składnikach. Zawiera m.in. wody z migdałów i aloesu, masło shea, olej jojoba, ekstrakt z żurawiny i owoców goji, olej babassu i olej ze słodkich migdałów. Ma delikatny, neutralny zapach. Planuję używać go podczas pobytu nad wodą oraz podczas letnich spacerów po górach.

Do ciała: krem z SPF 25 Make Me Bio

Poza kremem do twarzy i kremem pod oczy, Make Me Bio ma w ofercie też krem do ciała z SPF 25. I na ten kosmetyk też się skusiłam, chociaż martwi mnie jego małe opakowanie. Krem o poj. 50 ml to tak naprawdę krem na dosłownie kilka użyć i nie do końca rozumiem skąd pomysł, żeby ten krem był taki mały. Składowo krem wygląda natomiast bardzo ładnie, zawiera tlenek cynku i oleje roślinne. Ma bardzo delikatny i naturalny zapach, doskonale się rozprowadza i szybko wchłania. Skóra nie jest po nim tłusta, krem nie bieli i nie pozostawia na skórze lepkiego filmu. Bardzo fajnym pomysłem jest zamknięcie tego kremu w opakowaniu typu airless, które zapewnia łatwą i higieniczną aplikację. Może się to przydać zwłaszcza na plaży i ochronić krem przed zabrudzeniem piaskiem.

Dla dzieci: Spacerowy krem na każdą pogodę SPF 25 Momme

Dla dzieciaków wybrałam krem na każdą pogodę z SPF 25 marki Momme. Jest to krem spacerowy, czyli przeznaczony do codziennego użytku, raczej nie na plażę. I tak go właśnie używam, smarując nim twarz Lenki przed wyjściem do szkoły (spędza dużo czasu na świeżym powietrzu) i wychodząc z Natanem na spacer lub nad morze, gdzie chodzimy powrzucać kamienie do wody. Krem dobrze się wchłania i rozprowadza na skórze, deliktanie bieli, ale tylko podczas aplikacji. Jego skład to głównie składniki roślinne, w tym oleje, masło shea i skwalan z oliwek. Krem zawiera też kompleks biolipidów roślinnych. Poza działaniem chroniącym przed promieniowaniem UVA i UVB, krem chroni też skórę przed działaniem takich czynników jak wiatr, czy wysoka i niska temperatura. Jest więc kremem dostosowanym do używania przez cały rok.

Wszystkie kremy dostępne są w drogerii internetowej Ekopolka.pl, która jest partnerem tego wpisu. A ja mam dla Was kod rabatowy -10% na wszystkie zamówienia złożone do 30 czerwca 2018 r. Kod: MHDLATO nie łączy się z innymi promocjami i nie obejmuje produktów będących aktualnie w promocji. Korzystajcie! 

Co zrobić, aby ochrona przeciwsłoneczna była skuteczna?

Słońce, chociaż cudowne, ma też swoje wady, a jest nim wpływające szkodliwie na skórę promieniowanie UVA i UVB. Te dwa typy promieniowania przyspieszają starzenie się naszej skóry, mogą być przyczyną oparzeń słonecznych i pojawiających się na skórze przebarwień. Dlatego ochrona przed nimi wydaje się być tak ważna, a latem wręcz konieczna. Niestety same kremy z filtrami UV to za mało, żeby zapewnić skórze 100% ochrony przeciwsłonecznej. Dlatego nawet jeśli je stosujemy warto pamiętać o tym, żeby korzystać ze słońca rozsądnie.

Dla przypomnienia – najważniejsze zasady zdrowego opalania:

  • w godzinach od 11-15, gdy słońce świeci najmocniej warto pozostać w cieniu, albo przynajmniej robić przerwy w opalaniu i przebywaniu na słońcu.
  • stosujemy kremy z filtrami UV i pamiętamy o ich częstej aplikacji, najlepiej co 2 godziny. Nawet jeśli krem jest wodoodporny, to i tak powinniśmy smarować się nim po każdym wyjściu z wody.
  • miejsca szczególnie narażone na poparzenia chronimy pod lekkim, przewiewnym, bawełnianym lub lnianym ubraniem.
  • pieprzyki i znamiona chronimy przed słońcem stosując kremy z bardzo wysokim filtrem i nakładamy ich więcej niż na pozostałe miejsca.
  • nosimy okrycia głowy. Kapelusze, czapeczki z daszkiem, chusty. Najlepszym wyborem jest oczywiście kapelusz z szerokiem rondem, bo nie tylko chroni włosy przed przesuszeniem, osłabieniem i utratą koloru, ale osłania też twarz i ramiona. Każde okrycie głowy wzmacnia też ochronę przed udarem cieplnym.
  • pijemy wodę i nie dopuszczamy do odwodnienia organizmu.
  • stosujemy dietę przeciwsłoneczną, czyli jemy dużo warzyw i owoców bogatych w beta-karoten.

Mam nadzieję, że kremy z filtrami UV, które wybrałam do tegorocznej ochrony przeciwsłonecznej dobrze się sprawdzą. Najbardziej zależy mi oczywiście na tym, aby nie nabawić się nowych przebarwień i na uniknięciu poparzeń.  O tym, czy kremy zdały egzamin napiszę po powrocie z Hiszpanii. A do Was mam pytanie: czy stosowałyście już któryś z tych kremów? I czy macie sprawdzone kremy z filtrami UV, które nigdy Was nie zawiodły?