Lifestyle

Lekcje Madame Chic. Czy coś z nich wyniosłam?

Nie przepadam za czytaniem poradników. Kilka miesięcy temu przeczytałam jednak książką Joanny Glogazy „Slow Fashion. Modowa rewolucja” i moje spojrzenie na poradniki trochę się zmieniło. Ta książka zachęciła mnie do wprowadzenia wielu zmian. Nie tylko w szafie, ale i życiu. Z wielkim entuzjazmem sięgnęłam więc po „Lekcje Madame Chic”, licząc na jeszcze większą dawkę inspiracji i motywacji. W tym przypadku jednak bardzo się zawiodłam.

„Lekcje Madame Chic. Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu” to książka autorstwa Jennifer L. Scott, amerykańskiej blogerki. Okrzyknięta bestsellerem, z rekomendacją Małgorzaty Kożuchowskiej na okładce i wieloma pozytywnymi recenzjami, zapowiadała się dobrze. „Mądra, zabawna, inspirująca historia. Uczy, jak być chic”. Historia? Ja w tej książce niestety nie znalazłam żadnej historii. „Lekcje Madame Chic” nie są nawet opowieścią. To raczej blogowe wpisy, którym w moim odczuciu brakuje głębszych refleksji i przemyśleń. Jest za to sporo banałów i bardzo przerysowana rzeczywistość.

Poznajcie Madame Chic

Madame Chic od pierwszych stron książki jest przedstawiona jako perfekcyjna pani domu. Zawsze dobrze ubrana, z perfekcyjnym i niemal niewidocznym makijażem, nienagannymi manierami i świetną organizacją. Podobno pracuje na pół etatu. W jej domu lśni czystością, wszystko ma swoje miejsce, a domownicy zawsze się uśmiechają. Madame Chic codziennie przygotowuje trzydaniowy obiad, a raz w tygodniu wydaje proszone kolacje. Wstaje o świcie, by przygotować śniadanie mężowi i już wtedy podobno wygląda nienagannie. Po zakupy chodzi zawsze pieszo, kupując w małych sklepikach świeże produkty bardzo wysokiej jakości. Te codzienne wyprawy na zakupy to zdaniem autorki książki idealna aktywność fizyczna dla każdej z nas i źródło zdrowia i dobrej kondycji Madame Chic.

Postać Madame Chic jest dość mocno przerysowana. Widzę ją jako kobietę z przyklejonym do twarzy uśmiechem, w zawsze odprasowanej (własnoręcznie oczywiście) białej koszuli, z wdzięcznością ścierającą kurz i targającą do domu zakupy. Moim zdaniem Jennifer L. Scott mocno postać Madame Chic wyidealizowała. Bo czy na świecie naprawdę istnieją takie kobiety? Czy Paryżanki i Francuzki to naprawdę tak idealne kobiety bez skazy? A gdzie miejsce na emocje, na normalne życie, na czas tylko dla siebie, na wyluzowanie i głośny śmiech? Do tej pory wydawało mi się, że właśnie takie same są Francuzki. Pełne gracji i wdzięku, dobrze ubrane, obcujące z kulturą i sztuką, ale też bardzo swobodne i naturalne. Sama autorka zresztą trochę stworzonemu przez siebie ideałowi przeczy. Stawia nam Madame Chic, jako wzór do naśladowania. Tym czasem sama przyznaje się do korzystania z pomocy domowej, zamawiana cateringu na przyjęcia i wychodzenia na spacer z psem w środku lata w długim płaszczu, pod którym ma piżamę. Czy to jest właśnie chic, którego próbuje nas nauczyć?

Lekcje Madame Chic. Czy coś z nich wyniosłam?

Czego uczy Madame Chic?

Lekcje Madame Chic mają jednak swoją wartość i jeśli wcześniej nie czytaliście żadnej książki poświęconej tematom slow life, slow fashion i slow beauty, to możecie odebrać z niej wiele cennych lekcji.

Książka może być zachętą do tego, by uporządkować swoje życie. Wprowadzić prostotę i czerpać z niej przyjemność.

„Czerpanie przyjemności z prostych rzeczy może być kluczem do szczęścia”.

Zgadzam się z tym, że każda, nawet najbardziej prozaiczna czynność może być źródłem przyjemności. I uparcie dążę do tego, by właśnie tak było. To nie jest trudne, musimy się jednak otworzyć na to, by szukać szczęścia w naszym codziennym życiu.

Lekcje Madame Chic zachęcają też do tego, by:

  • uporządkować szafę i określić swój styl
  • dbać o siebie, zarówno w kwestii odżywiania, jak i aktywności fizycznej
  • wprowadzić minimalizm z kosmetyczce
  • rozwijać swoją kobiecość
  • stawiać na jakość, nie na ilość
  • rozwijać się i obcować ze sztuką
  • znaleźć pasję, którą będziemy rozwijać
  • celebrować wspólne posiłki i cieszyć się czasem spędzonym z bliskimi

I są to lekcje, które już odrobiłam, albo zamierzam odrobić.

Autorka nie przekonała mnie jednak do tego, by stać się najdoskonalszą wersją samej siebie. Mogę mieć uporządkowane życie, które lubię, dobrze wyglądać i cieszyć się dobrym samopoczuciem, przy wszystkich niedoskonałościach, które mam. Ideały, takie jak Madame Chic nie istnieją. A chic można być także wtedy, gdy popełnia się błędy i ma czasami w domu mały nieporządek.

„Lekcje Madame Chic” mogą być lekką lekturą na wieczór, która ma swój urok. Mnie jednak nie przekonała i pewnie nie zdecyduję się na sięgnięcie po drugą część poradnika „W domu Madame Chic”. Chyba, że mnie do tego przekonacie 🙂

Czytaliście „Lekcje Madame Chic”? Czy książka zmotywowała Was do tego, by zmienić styl, uporządkować szafę i mieszkanie? Pokazała, jak być chic? Jestem ciekawa, jakie są Wasze wrażenia i opinie po przeczytaniu tej książki. Chętnie je poznam. A może czytaliście ostatnio książkę o minimalizmie, slow life lub slow fashion, którą polecacie? 

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnicie wpis swoim znajomym. Możecie to zrobić dzięki przyciskom znajdującym się pod tekstem. Dziękuję :*