Kochani! Zapraszam na pierwsze w tym roku podsumowanie miesiąca i wiecie co Wam powiem? Jeśli cały rok ma mijać tak szybko i intensywnie, jak styczeń, to ja już czuję zadyszkę!

I oczywiście wcale mnie taki stan rzeczy nie martwi, bo przynajmniej nie mam czasu na nudę, wzdychanie „byle do wiosny” i narzekanie na to, na co nie mam wpływu. Ot, pogodę na przykład. Jest jaka jest i zawsze może być gorsza. Koniec i kropka.

Co u mnie?

Poza tym, że ledwie zacznę poniedziałek, już jest piątek, synek ząbkuje, a moja dieta i sposób odżywiania są dalekie od ideału to wszystko w jak najlepszym porządku 🙂 Wybaczcie, musiałam wstawić tę uśmiechniętą buźkę, ale obiecuję więcej tego nie robić.

Styczeń był bardzo intensywny. Głównie z tego powodu, że pierwsze 9 dni spędziliśmy jeszcze w Polsce, więc po powrocie miałam trochę zaległości do nadrobienia. I jak już się wzięłam do pracy, to tempo było naprawdę szalone i co ciekawe, miałam naprawdę duży zapał do pisania. Już dawno nie czułam takiej przyjemności z tego, że siedzę i piszę, a to co wychodziło spod moich palców szalejących po klawiaturze naprawdę mi się podobało. I nie mówię tu tylko o wpisach na blog, ale też o wszystkich zrealizowanych zleceniach.

Przez cały ten czas ogarniałam oczywiście też wszystkie sprawy domowe, jak na każdą house manager przystało i to, że codziennie obiad był na stole o tej samej porze, umywalka w łazience czysta, a biały stolik zachowywał względną biel i nie obrósł kurzem, to też powód do dumy, zadowolenia i satysfakcji. Tak, jak i to, że udało nam się zorganizować super imprezę urodzinową dla Leny i ugościć 15 małych gości. Przyjęcie zrobiliśmy w przedszkolu, korzystając z tego, że jest taka możliwość, dzięki czemu nie miałam problemu z tym, gdzie i jak zmieścić i usadzić taką liczbę dzieci i ich rodziców.

Moja mała dziewczynka ma już 6 lat, a ja naprawdę nie wiem, kiedy to zleciało!

A Natuś w styczniu skończył 6 miesięcy i właśnie boryka się z trudami ząbkowania. Dwa pierwsze ząbki wyszły niemal bezboleśnie, ale z kolejnymi chyba nie będzie już lekko. Od trzech dni mało śpimy (on i ja), sporo płaczemy (on) i gorączkujemy (też on). Dzisiaj jest już ciut lepiej i mam nadzieję, że przynajmniej na chwilę odetchniemy.

View this post on Instagram

Dzień dobry! Jak spędzacie niedzielny poranek? Jakie macie plany na ostatni dzień weekendu? Jeszcze o tym nie mówiłam, ale przedwczorajszej nocy straciłam przytomność wracając z łazienki i spadłam ze schodów. Skutki zaczęłam odczuwać dopiero wczoraj wieczorem, a dziś rano wcale nie jest lepiej. Boli mnie szyja, wszystkie ścięgna i co tam jeszcze jest. Nie mogę ruszać głową 😞😞😞 Mam nadzieję, że bez kołnierza się jednak obejdzie. Dobrego dnia i pamiętajcie, że dzisiaj gra @fundacjawosp ❤️❤️❤️#sunday #sundaymorning #legs #socks #coffee #coffeetime #coffeelover #me #now #sick #wośp #blogger #makehappyday

A post shared by Olga (@olga_makehappyday) on

W połowie stycznia trochę się wszyscy pochorowaliśmy. W moim przypadku skończyło się to sporym osłabieniem, które z kolei spowodowało dwa omdlenia, w tym jedno na schodach. Ałć! Spadłam w nocy (wracałam z toalety do sypialni) chyba z piątego, albo szóstego stopnia schodów (przynajmniej tak mi się wydaje) i na szczęście nie zrobiłam sobie żadnej krzywdy. Fakt, że przez chwilę nie byłam do końca sprawna, bo bardzo bolała mnie szyja i obawiałam się, że może będę skazana na kołnierz usztywniający, ale na szczęście szybko doszłam do siebie. Pozostali też i od tamtej pory nikt, poza ząbkującym Natanem, na zdrowie i samopoczucie nie narzeka. Poza niewyspaniem, bo to dokucza nam wszystkim.

Co na blogu?

W grudniu zastanawiałam się, czy nie powinnam zacząć robić sobie planu publikacji i pracować nad wpisami, które będą czekały gotowe do publikacji w blogowych szkicach. To na pewno ułatwiłoby mi organizację, ale obserwując to, jak pisałam i pracowałam w styczniu, doszłam do wniosku, że najlepiej wychodzą mi wpisy, które nie są z góry zaplanowane. Takie, na które oczywiście pomysł mam w głowie od jakiegoś czasu, ale których publikacja nie jest wyznaczona na konkretny dzień, więc piszę je dopiero wtedy, gdy poczuję, że to jest ten moment. Wydaje mi się zresztą, że takie wpisy najlepiej mi wychodzą. Tym bardziej, że zapisane szkice zdarza mi się przeglądać po kilka razy i zawsze znajdę w nich coś, co sprawia, że przestają mi się podobać. I nie pytajcie, ile takich wpisów na blogu mam. Bo kilka ich jest.

Poza tym przejrzałam jeden z zeszytów z pomysłami na tematy wpisów, w którym były takie gotowe plany publikacji. Żaden z nich nie został zrealizowany nawet w połowie, bo zawsze w międzyczasie czułam potrzebę napisania o czymś innym, czego na liście nie było. Dlatego, tak jak do tej pory będę stawiać na spontaniczność i liczyć na to, że pomysłów mi nie zabraknie.

A w styczniu na blogu mogliście przeczytać 12 wpisów. Jeśli przegapiliście, tu macie ich pełen spis:

Podsumowanie grudnia+ blogowe podsumowanie roku

Naturbox – moje pierwsze kosmetyczne pudełko i 3 powody, dlaczego warto je mieć

Ulubieńcy grudnia

Kosmetyki dla dzieci z dobrym składem z drogerii i dyskontów

Przepis na pastę z ciecierzycy i suszonych pomidorów 

Co najbardziej szkodzi w kosmetykach? Lista składników, których warto unikać

10 super pomysłów na zastosowanie hydrolatów roślinnych w codziennej pielęgnacji

Przepis na pyszny wegański torcik bananowy

Gdzie kupować oleje, glinki, hydrolaty i inne półprodukty kosmetyczne? Lista sklepów

Styczniowe tu i teraz

Czy olej może przesuszyć skórę?

Czy konserwanty w kosmetykach są niezbędne?

Wow! Wyszło tego naprawdę sporo i liczę na to, że z Waszego punktu widzenia też ciekawie.

W styczniu większość wpisów była dotyczyła naturalnej pielęgnacji, dlatego w lutym postaram się popisać też trochę w kategorii zdrowy styl życia. Ale zapewniam, że wpisów kosmetyczno-pielęgnacyjnych też nie zabraknie.

Podsumowanie miesiąca na blogu to też okazja do podsumowania tego, co jest z blogiem związane, ale jest trochę poza nim. Czyli mojej działalności w social mediach. I dzisiaj chciałabym napisać o mojej grupie na Facebooku, która w styczniu przeszła małą metamorfozę.

Zmianie uległa nazwa – z „PROSTO, ZDROWO, NATURALNIE” na „NATURALNIE PIĘKNA I ZDROWA„. Grupa jest skierowana głównie do kobiet, które prowadzą zdrowy styl życia, są miłośniczkami naturalnej pielęgnacji i kosmetyków roślinnych. A także do tych, które planują wprowadzić w życie takie zmiany i szukają inspiracji, motywacji oraz wskazówek. Rozmawiamy o kosmetykach naturalnych, polecamy sobie ulubione produkty, dzielimy się poradami dotyczącymi stosowania olejów, glinek, hydrolatów, przepisami na zdrowe posiłki itd. W tej chwili do grupy należą 377 osoby. I jeśli jeszcze Was tam nie ma – zapraszam serdecznie. Kliknijcie tutaj.

Co w sieci?

Wiem jak bardzo lubicie polecane linki, które zawsze mam dla Was w tej części podsumowania miesiąca. Niestety tym razem jest ich naprawdę mało. Muszę bardzo ograniczyć czas spędzany na przeglądaniu internetu i czytaniu blogów, żeby mieć czas na pracę. Niestety. Coś za coś. Dlatego moja czytelnicza lista bardzo się skurczyła, a i tak pewnie wiele ciekawych wpisów przegapiłam. Z tego, co udało mi się wyłapać, polecam szczególnie:

Jak żyć zdrowo, kiedy nie mamy czasu? – to wpis z bloga AgataBerry, który bardzo Wam polecam!

Jak ułożyć sobie dietę? – wpis z bloga Owsiana.pl – kolejny, który polecam obserwować jeśli zależy Wam na utrzymaniu dobrej kondycji i zdrowej diety.

Na czym smażyć? – wpis Doroty o tłuszczach. Bardzo rzetelny i wart uwagi.

Ostry ból kręgosłupa – co robić? – z bólami kręgosłupa różnego rodzaju zmagam się od lat, dlatego wpis Agaty, jej fachowe rady i proponowane ćwiczenia bardzo mnie zainteresowały.

19 przepisów na wegańskie obiady – super zestawienie przepisów na roślinne obiady przygotowane przez Evelinę. Polecam pieczone bataty z pomidorami i ciecierzycą – są przepyszne!

Osobny kosmetyk na dzień i na noc – czy podział jest potrzebny? – wpis z bloga Kosmetologia Naturalnie, na który trafiłam kilka dni temu z Waszego polecenia i który bardzo mi się spodobał.

Poza wpisami, chciałabym polecić Wam jeszcze blog, na który zaglądam bardzo często i z przyjemnością czytam wszystko to, o czym pisze jego autorka Kasia.

 

 

Ograniczam się to blog, w którym przeczytacie o tym, jak pozbyć się nadmiaru ze swojego życia, żyć bardziej świadomie i ekologicznie, zmienić codzienne nawyki, uprościć pielęgnację. Bardzo rozsądnie, bardzo rzetelnie i bardzo przyjemnie. Warto dodać do swojej listy czytelniczej, czytać i się inspirować. Polecam!

Zapraszam Was też do wzięcia udziału w wyzwaniu fotograficznym #WyzwanieBalancy, które na Instagramie organizuje Ania. Fajne tematy i zadania, więc myślę, że warto. Ja biorę udział i mam nadzieję wytrwać od początku do końca, robiąc przy okazji 28 fajnych zdjęć. Szczegóły wyzwania na blogu Niebałaganka -> tutaj.

I na dzisiaj to tyle! Dość długie wyszło to styczniowe podsumowanie miesiąca, więc mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Dajcie znać, jak Wam minął pierwszy miesiąc 2017 roku i przy okazji podrzućcie też fajne linki z sieci do poczytania. Do usłyszenia!