Nawet nie wiecie, z jaką radością przyglądam się rosnącej popularności tematu zero waste! Jak tak dalej pójdzie producenci foliowych woreczków będą mieli problem, bo wszyscy zaczną chodzić po zakupy z własnymi wielorazowymi torebkami z firanek, starych koszulek i pościeli. Zanim jednak do tego dojdzie, zapraszam na wpis, w którym podzielę się z Wami tym, jak to jest z tym zero waste w moim domu. Dowiecie się z niego, co w śmieciowym temacie udało mi się zrobić, co wymaga jeszcze dopracowania i z czym mam największe problemy.

Zanim jednak opowiem Wam o zero waste w moim domu, chciałabym podziękować za pozytywny odbiór poprzedniego wpisu na ten temat. Bardzo się cieszę, że zauważacie, jaki problem stanowią śmieci i staracie się ograniczać ich ilość w swoim otoczeniu. Mam też nadzieję, że moje kolejny wpisy poruszające tematykę zero (lub jeśli wolicie less) waste będą inspirować i zachęcać Was do dalszych zmian. A dla tych, którzy dopiero zamierzają zacząć przygotowałam małą ściągawkę z 50 sposobami na zero waste w domu. Możecie ją pobrać stąd -> klik!

Zero waste w moim domu

Zero waste w moim domu nie jestem tematem nowym. Już kilka lat temu wprowadziliśmy z mężem wiele zmian, które były efektem naszego zainteresowania ekologią i dążenia do tego, by być bardziej eko. To, co wówczas zrobiliśmy, to przede wszystkim rezygnacja z kupowania wody w butelkach, kupno dzbanka filtrującego, zakupy do własnych toreb, pranie w kulach piorących, ograniczenie ilości kupowanych kosmetyków i zmiana pielęgnacji na naturalną, oddawanie zbędnych rzeczy tym, którym mogą się przydać, robienie zakupów z listą. Zaczęliśmy też sami piec chleb, Lena nosiła wielorazowe pieluszki, często kupowałam ubrania w sklepach z odzieżą używaną, zapisałam się do kooperatywy spożywczej i głównie tam kupowałam warzywa i owoce, oleje w szklanych butelkach i produkty sypane na wagę, robiłam domowe środki czystości, sortowaliśmy śmieci, a Rafał pakował jedzenie do pracy do własnego pudełka. Już wtedy mieliśmy świadomość tego, że podjęte przez nas kroki są właściwymi i potrzebnymi, a bycie eko stanie się w końcu nie tylko modą, a stylem życiem. I tak też się stało, tylko, że teraz zamiast mówić o życiu w stylu eko, mówi się o życiu zero lub less waste.

Śmieci w naszym domu – co zrobiliśmy, żeby było ich mniej?

W ciągu ostatnich kilku lat w naszym domu zaszło wiele zmian mających prowadzić do tego, żeby ograniczać ilość śmieci. Staramy się jednak nie poprzestawać na tym, co już zrobiliśmy i przez cały czas myślimy o tym, co jeszcze możemy zmienić. Poniżej znajdziecie dość długą listę naszych zerołejstowych poczynań, którą podzieliłam na kilka części. Na jej końcu znajduje się też lista wyzwań na najbliższy czas oraz lista wstydu, na której przyznaję się do naszych śmieciowych grzechów.

Zakupy:

→ nie kupujemy wody butelkowanej – przez kilka lat używaliśmy dzbanka filtrującego wodę, w tej chwili pijemy wodę prosto z kranu. Kranówkę piją też nasze dzieci.

→ sprzedajemy/oddajemy ubrania i inne rzeczy po dzieciach, często kupujemy też rzeczy z drugiej ręki (meble, wózek, rowery).

→ zakupy robimy z listą w ręku

→ na zakupy chodzimy z wielorazowymi torbami

→ robiąc zakupy on-line zaznaczam opcję pakowania bez reklamówek

→ jeśli mam możliwość kupuję warzywa i owoce na wagę, oraz takie, które nie przyjechały do sklepu owinięte w folię lub zapakowane w plastikowe pudełko

→ kupując bataty, banany, czy kalafiora (o ile uda znaleźć mi się takiego bez folii) kładę je na sklepową taśmę bez opakowań

→ staramy się robić przemyślane zakupy, żeby kupować tylko to, co jest niezbędne

→ kupujemy przecenione (bo poplamione lub lekko pomarszczone) warzywa i owoce, samotne banany i przeceniony nabiał z krótkim terminem ważności

→ nie bierzemy papierowych potwierdzeń płatności kartą i paragonów (w Norwegii paragonów się nie drukuje, jeśli klient o nie nie poprosi)

→ jeśli mamy możliwość wyboru, wybieramy produkty pakowane w papier i w większych opakowaniach (np. 2 kg mąki w jednej torebce, zamiast 2 torebki po 1 kg)

→ jeśli kupujemy napoje w plastikowej butelce lub aluminiowej puszce, zwracamy opakowania z powrotem w sklepie

→ kupujemy rzeczy dobrej jakości, które służą nam na dłużej

→ mając wybór szkło lub plastik wybieram oczywiście szkło

→ kaszę i ryż kupuję pakowane w jedno lub kilku kilogramowe torebki. Nie kupuję kasz i ryżu w pudełkach, w których są cztery foliowe torebki zawierające po 100 g produktu.

Kuchnia/gotowanie/jedzenie:

→ z domu wychodzimy zawsze z wielorazowymi butelkami na wodę

→ kanapki i jedzenie do pracy/szkoły pakujemy w plastikowe lunchboxy

→ na pikniki i biwaki zabieramy naczynia z domu

→ obiady i pozostałe posiłki gotuję z tego, co jest w lodówce – nie lubię wyrzucać jedzenia i staram się gotować tak, żeby nic się nie marnowało (ten temat będę jeszcze rozwijać w jednym z kolejnych wpisów)

→ sprawdzam daty ważności produktów i pilnuję ich terminów

→ robię przetwory, mrożę warzywa, zawsze mam zamrożone natki selera i pietruszki oraz zielone liście pora

→ zielone części kalafiora, zwiędłe liście sałaty, pozostałości po warzywach takie jak obierki z marchewki, czy zieloną nać oddajemy mieszkającemu po sąsiedzku królikowi

→ mrozimy nadmiar pieczywa, opiekamy czerstwy chleb

→ przechowujemy żywność w zamykanych pojemnikach, zwracamy też uwagę na sposób przechowywania warzyw i owoców

→ gotuję w domu, dlatego raczej nie jemy na mieście. Jeśli już nam się zdarzy jeść poza domem, to wybieramy miejsca, w których jedzenie jest podane na wielorazowych talerzach. I oczywiście z metalowymi sztućcami.

→ produkty spożywcze kupujemy w oparciu o wcześniej przygotowaną listę, dzięki czemu nie zdarza nam się kupować za dużo

→ Lenie kupujemy lody w waflu (chociaż woli w papierowym kubeczku) i zachęcamy, by nie brała do ich jedzenia plastikowych łyżeczek

→ sporadycznie sięgam po papier do pieczenia i robię to tylko wtedy, gdy jest naprawdę niezbędny

→ a jeśli już piekę na papierze, to jeden arkusz zdarza mi się wykorzystywać wielokrotnie

→ używam tylko drewniane deski do krojenia

→ do przechowywania żywności, poza plastikowymi i szklanymi pojemnikami, używam woreczki ze strunowym zamknięciem z IKEA, które myję i używam ponownie jeszcze kilka razy

Kosmetyki/łazienka/środki czystości:

→ kupuję kosmetyki naturalne, których produkcja odbywa się z zachowaniem zasad troski o środowisko, a ich opakowania są biodegradowalne lub przeznaczone do recyklingu

→ większość stosowanych przeze mnie kosmetyków ma szklane opakowania

→ stosuję zasadę minimalizmu kosmetycznego i kupuję tylko tyle kosmetyków, ile potrzebuję. Nie mam potrzeby mycia się codziennie innym żelem pod prysznic, czy używania innego kremu do rąk.

→ staram się też kupować kosmetyki w większych opakowaniach – np. 500 ml zamiast 200 itd.

→ zbieram wszystkie szklane buteleczki i słoiczki po kosmetykach. Mam ich już sporo i liczę na to, że któryś z zaprzyjaźnionych producentów kosmetyków naturalnych będzie chciał je ode mnie otrzymać.

→ zmieniłam szczoteczkę do zębów na bambusową

→ Rafał i Lenka myją się mydłem w kostce

→ do wycierania twarzy po myciu używam małych ręczników z IKEA

→ do demakijażu używam olejki i specjalne wielorazowe ściereczki

→ bardzo rzadko sięgam po płatki kosmetyczne, ale i tak zamówiłam sobie płatki wielorazowe

→ do higieny intymnej używam biodegradowalne podpaski i wkładki oraz produkty wielorazowe. Nowością jest też kubeczek menstruacyjny, który kupiłam miesiąc temu.

→ kupuję ekologiczne środki czystości i proszki do prania

→ maszynki do golenia używamy wielokrotnie, nigdy nie wyrzucamy ich po jednym użyciu

Inne:

→ nie drukujemy biletów, korzystamy z możliwości pobierania biletów w PDF i w aplikacjach na telefonie

→ zanim coś wyrzucę, zastanawiam się, czy nie mogę wykorzystać tego ponownie, naprawić, itd. Dotyczy to np. opakowań po żywności, papieru z otrzymanych przesyłek, foliowych woreczków. Poplamione ubrania staram się doprać stosując wszelkie znane mi sposoby. Zaszywam podarte skarpety i łatam dziury na spodniach. Stare i dziurawe ścierki przeznaczam na szmaty do mycia okien itd. Mnóstwo rzeczy w domu przechowuję też w pudełkach po butach.

→ wszystkie szmatki do zmywania i zmywaki piorę i używam ponownie

→ elektrośmieci oddajemy w wyznaczonych do tego punktach

→ robimy pranie 1-2 razy w tygodniu, żeby zapełnić pralkę do pełna, co pozwala na mniejsze użycie wody, energii i proszku do prania

→ sortujemy śmieci

→ wszystkie żarówki wymieniliśmy na ledowe

→ zabieramy swoje butelki na podróż samolotem i napełniamy je wodą na lotnisku

→ na ręczniki na plażę zabieramy torbę z nieprzemakalną powłoką termiczną

→ zawsze sprzątamy po sobie pozostawione śmieci na placu zabaw, w lesie, na plaży itd. I chociaż wiem, że przecież to normalne i pewnie każdy z Was po sobie sprząta, to jednak wystarczy przejść się po lesie, czy plaży żeby zobaczyć, że jednak wielu ludziom zdarza się o tym zapominać.

Co jeszcze planuję zrobić, żeby śmiecić mniej?

→ kupić biodegradowalne patyczki do uszu, których używam do usuwania odbitego tuszu po pomalowaniu oczu

→ jednorazowe papierki do pieczenia mufinek planuję wymienić na silikonowe foremki

→ zamówiłam wielorazowe woreczki na warzywa i owoce, jak tylko je otrzymam zamierzam zacząć robić do nich zakupy

→ rozważam zakup kompostownika

→ chciałabym w końcu zacząć robić swoje kremy, bo najlepszym kremem, jaki dotąd miałam był ten, który zrobiła mi koleżanka

→ planuję wypróbować szampon w kostce i tak jak pozostała część rodziny zacząć myć się mydłem

→ zrezygnować z papierowych gazetek reklamowych, które 2-3 razy w tygodniu trafiają do naszej skrzynki

Śmieciowe wpadki i zerołejstowe porażki

W końcu nadszedł ten moment, na który pewnie czekaliście. Poznajcie moje śmieciowe wpadki i porażki.

papierowe filtry do ekspresu do kawy – ponad rok kupiliśmy sobie przelewowy ekspres do kawy. Kawa jest z niego pyszna, ale jej parzenie wiąże się z używaniem jednorazowych, papierowych filtrów. A że tych kaw pijemy codziennie po kilka kubków, trochę tych papierków trafia do śmieci i szczerze mówiąc nie wiem, czy da się je czymś zastąpić. Ale tłumaczę sobie, że przecież to tylko papier.

przeciery owocowe i desery dla Natana w tubkach (takich do wyciskania) są bardzo wygodne i praktyczne, bo można je wszędzie ze sobą zabrać, ale to kolejne śmieci, które trafiają do naszego kosza. Niestety Natan ma bardzo ograniczony jadłospis i jest tym typem dziecka, które gardzi wszystkimi owocami i warzywami (z wyjątkiem marchewki, batatów i bananów, którym dał ostatnio szansę i zaczyna je jeść), więc podawanie mu ich w formie musu jest jedynym sposobem, by je jadł.

pieluchy jednorazowe to moja największa śmieciowa porażka.  Jeszcze przed narodzinami Natana skompletowałam przepiękną i bardzo dużą kolekcję pieluszek wielorazowych. Byłam przekonana, że ich używanie, podobnie jak u Lenki, będzie się nam dobrze sprawdzało i zależało mi na tym, by pieluchować Natka właśnie w ten sposób. Niestety życie mocno zweryfikowało moje pieluszkowe plany (nie będę wchodzić w szczegóły, bo to i tak bez sensu) i Natan przez większą część czasu ma na pupie pieluszki jednorazowe.

chusteczki nawilżane – podobnie jest z chusteczkami nawilżanymi, które miałam używać tylko awaryjnie i poza domem, a które są u nas w ciągłym użyciu. I chociaż staram się wybierać chusteczki biodegradowalne, to i tak mam ogromne wyrzuty sumienia, gdy każda z nich ląduje w koszu na śmieci.

Czy życie bez śmieci jest w ogóle możliwe?

Mam nadzieję, że patrząc na moją listę zauważyliście, że zmniejszenie ilości śmieci w domu można zacząć od wprowadzania bardzo prostych zmian. Ważne jednak, żeby zacząć to robić i nie zniechęcać się myślą, że przecież nie da się nie śmiecić. To oczywiste, że w świecie tak nastawionym na konsumpcyjny styl życia, opanowanym przez plastik i foliówki, gdzie nawet ogórki w sklepie są zafoliowane, osiągnięcie punktu zero jest niemożliwe. Nie oznacza to jednak, że mamy przestać się starać i nie robić nic. Każde małe działanie z naszej strony, każdy śmieć mniej i każdy przemyślany zakup to tak naprawdę więcej, niż może nam się wydawać. Ważne, żeby nam się chciało, żebyśmy próbowali i żebyśmy z góry nie zakładali, że to się nie uda i nic nie zmieni. A jeśli nadal wydaje Wam się, że temat śmieci Was nie dotyczy, proponuję zrobić mały eksperyment i przez kilka dni nie wynosić śmieci do śmietnika. Zapewniam, że gdy po tygodniu zobaczycie, ile tego jest, zmienicie zdanie. I prawdopodobnie wtedy dojdziecie do wniosku, że jednak można by śmiecić mniej.

Znacie już moje sposoby na to, żeby śmiecić mniej i wiecie, jak wygląda zero waste w moim domu. Teraz czas na Was! Podzielcie się ze mną swoimi sposobami na mniej śmieci, napiszcie o wprowadzonych zmianach albo o tym, co zamierzacie zrobić, żeby ograniczać ilość śmieci w swoim domu i najbliższym otoczeniu. Chętnie poczytam też o tym, co w dążeniu do zero lub less waste jest dla Was najtrudniejsze. 

W kolejnym wpisie podzielę się z Wami tipami na pielęgnację w duchu zero waste. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące tego zagadnienia, już teraz możecie mi je napisać 🙂